IMPREZY
    BIAŁYSTOK

    Tak się bawi Białystok!

    Rozwiń
    IMPREZY
    Zwiń

    Tak się bawi Białystok!

    Białostoczanie wiedzą jak się bawić. Oto ostatnie gorące imprezy

    Niezwykły przypadek. Grunwald igłą i nitką malowany

    Niezwykły przypadek. Grunwald igłą i nitką malowany

    Fot. Archiwum prywatne

    Kurier Poranny

    Aktualizacja:

    Kurier Poranny

    Haftowaną  "Bitwę pod Grunwaldem“ po raz pierwszy odsłonięto 25 września w Dobryszycach w woj. łódzkim

    Haftowaną "Bitwę pod Grunwaldem“ po raz pierwszy odsłonięto 25 września w Dobryszycach w woj. łódzkim ©Fot. Archiwum prywatne

    Haftowana "Bitwa pod Grunwaldem“ składa się z prawie 8 mln krzyżyków. Wzór do haftu stworzył Grzegorz Żochowski z Białegostoku.
    Haftowaną  "Bitwę pod Grunwaldem“ po raz pierwszy odsłonięto 25 września w Dobryszycach w woj. łódzkim

    Haftowaną "Bitwę pod Grunwaldem“ po raz pierwszy odsłonięto 25 września w Dobryszycach w woj. łódzkim ©Fot. Archiwum prywatne

    Haft w liczbach

    Haft w liczbach


    - haft ma 9,20 m długości i 4,05 m szerokości
    - obraz składa się z 7 897 840 krzyżyków
    - wzór składa się z 50 książek o objętości od 20 do 77 stron
    - przygotowania do rozpoczęcia prac trwały sześć miesięcy 6 miesięcy (czerwiec 2008 - grudzień 2008)
    - wzór haftu powstawał przez 15 miesięcy (listopad 2008 - luty 2010)
    - hafciarze wyszywali obraz przez 21 miesięcy (grudzień 2008 - sierpień 2010)
    - do haftowania zużyto szacunkowo 150 km nici
    - haft zawiera 200 kolorów
    - jedna część haftu zawiera średnio 100 kolorów
    - w projekcie uczestniczyło 35 osób



    Zadzwonił do mnie Adam Panek i zapytał się, czy mogę zrobić wzór bitwy - opowiada Grzegorz Żochowski, który kilka lat temu napisał program komputerowy HaftiX. Przy jego pomocy można stworzyć wzór haftu krzyżykowego.

    - Zaraz po telefonie wziąłem kalkulator i policzyłem, czy jest to możliwe. Matematycznie wyszycie "Bitwy pod Grunwaldem" Jana Matejki w założonym czasie było do wykonania, ale wymagało to żelaznej dyscypliny od każdego hafciarza przez dwa lata. I w to już trudno było uwierzyć. A jednak.

    Od żartobliwej uwagi do projektu

    Wszystko zaczęło się przed dwoma laty w Działoszynie, niewielkiej miejscowości położonej w województwie łódzkim, gdzie mieszka Janina Panek. Haftować zaczęła po przejściu na emeryturę.
    - Rzuciłam palenie papierosów i nie miałam co zrobić z rękami - tłumaczy pani Janina. - A zawsze podobały mi się różne robótki. Lubiłam też szyć.

    Wyhaftowane obrazy wieszała na ścianach, prezentowała znajomym, przyjaciołom i rodzinie. Aż pewnego razu jej syn Adam, stwierdził, że gdyby tak zliczyć te wszystkie obrazki, to już dawno wyszyłaby "Bitwę pod Grunwaldem“.

    - To jest w zasadzie do zrobienia - odpowiedziała Janina Panek.
    Akurat wtedy w telewizji była informacja, że za dwa lata będą obchody 600-lecia bitwy pod Grunwaldem. Janina Panek zajęła się koordynacją prac hafciarzy. Zadaniem syna natomiast były kwestie organizacyjne: znalezienie sponsorów oraz zapewnienie materiałów do wyszywania.

    Haftowana "Bitwa pod Grunwaldem“ wzorowana na obrazie Matejki, miała być gotowa na 15 lipca tego roku, właśnie na rocznicę. Zaczęła się żmudna praca. Najpierw trzeba było jednak stworzyć wzór do wyszywania. Do tego celu z Muzeum Narodowego w Warszawie pozyskano elektroniczny skan obrazu. - Nikt na świecie wcześniej czegoś takiego nie robił i to było wyzwanie - mówi Grzegorz Żochowski. - To jeden z powodów, dlaczego zgodziłem się na udział w tym projekcie.

    Musiał przerobić swój program komputerowy do potrzeb stworzenia wzoru. Z jednej strony chodziło o rozmiar obrazu do wyszycia, a z drugiej o możliwość podzielenia wzoru na części. Dla hafciarza jest to swego rodzaju mapa.

    - Dostosowanie programu zajęło mi kilka dni - opowiada Grzegorz Żochowski. - Stworzenie surowego wzoru trwało zaledwie 45 minut. Ale później każdą część trzeba było jeszcze ręcznie poprawić, dostosować, wyostrzyć kolory, żeby wszystko ładnie wyglądało. I to trwało już kilkanaście miesięcy.
    Efektem jego pracy było kilka tysięcy stron wzoru. Powstało 50 książek po kilkadziesiąt stron.

    Żelazna dyscyplina hafciarzy

    Do haftowania zabrały się 33 osoby, w tym dwóch mężczyzn. Każdy do wyszycia miał przynajmniej jedną część, na którą przypadało ponad 187 tysięcy krzyżyków. Niektórzy uczestnicy projektu wyhaftowali nawet po dwie i trzy części.

    - Sama wyszyłam chyba z cztery metry kwadratowe - mówi Janina Panek. - Jak nie było nikogo chętnego, to zaczynałam haftować kolejną część. A gdy znajdowałam kogoś, to oddawałam to zaczęte i zabierałam się do kolejnej części.

    Pierwsze hafciarki przystąpiły do projektu po konkursie na haft krzyżykowy zorganizowany w Działoszynie. Warunkiem była nieodpłatna praca. Organizatorzy zapewniali jedynie materiały do wyszywania.

    - Zgłosiłam się bez wahania. Chciałam zrobić coś nie tylko dla siebie i rodziny, ale i dla potomnych - opowiada Aleksandra Filocha z Pajęczna. Swoją część wyszywała przez ponad półtora roku, codziennie po kilka godzin. Musiała narzucić sobie taki reżim, żeby wyrobić się w założonym terminie.
    Podobnie żelazną dyscyplinę trzymały też inne hafciarki. - Wracałam po trzeciej z pracy, jadłam obiad i siadałam do haftowania. I wyszywałam tak do północy - opowiada Joanna Gałkowska z Pajęczna. - A w piątek czy sobotę siedziałam nawet do czwartej nad ranem. W nocy miałam święty spokój. Nikt mi nie przeszkadzał.

    Wzajemna motywacja

    Uczestnicy projektu spotykali się raz w miesiącu. Oceniali postępy prac, doradzali sobie wzajemnie i pomagali.

    - Przywoziłyśmy nasze prace, nie tyle do konsultacji i kontroli, co do porównania, ile która zrobiła - tłumaczy Aleksandra Filocha. - Był przecież termin. Te spotkania motywowały nas nawzajem.
    Zawiązały się przyjaźnie i znajomości. Kontakty utrzymują do dziś. Pojawiały się jednak i problemy. Okazało się, że jedna z hafciarek jest mało solidna. Nie przychodziła na spotkania i trzeba było odebrać jej część wyszywanego obrazu. Inna pani zachorowała. Mimo różnego rodzaju kłopotów i trudności jednak się udało.

    - Było to duże wyzwanie logistyczne - przyznaje Adam Panek. - Miało powstać coś, co trudno trafiało do wyobraźni ludzi, więc pozyskiwanie sponsorów, to była naprawdę droga przez mękę.

    Łatwiej stało się dopiero, gdy pierwsze elementy były już gotowe. Były też jednak i momenty, kiedy po prostu na rynku brakowało nici. Ostatnia część obrazu była gotowa 30 sierpnia. Pozostało jeszcze tylko zszycie wszystkich elementów w jedną całość. To też nie lada wyczyn. Podjęła się go Wanda Humieniuk, która zszywała hafty w swoim niewielkim mieszkaniu. Potem trzeba było jeszcze usztywnić wyhaftowany obraz.

    Obraz oficjalnie odsłonięto 25 września w Dobryszycach w woj. łódzkim. A od połowy stycznia to wyjątkowe dzieło będzie można zobaczyć w Białymstoku w Galerii Podlaskiej.

    Natomiast hafciarze już myślą o kolejnych obrazach. - Na pewno będzie to Matejko - mówi Janina Panek. - Przez cały czas haftowania interesowałyśmy się jego malarstwem. Był malarzem zaniedbywanym przez historię i chcielibyśmy go przywrócić do świetności.


    Czytaj e-wydanie »

    Czytaj treści premium w Kurierze Porannym Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Poranny.pl poleca

    Wideo