MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Nie żyje niemowlę porażone prądem. Sąd potwierdził, że to nie wina właściciela domu, ale podwyższył mu grzywnę za fatalny stan instalacji

Magdalena Kuźmiuk
Magdalena Kuźmiuk
Wojciech Wojtkielewicz
Przed Sądem Okręgowym w Białymstoku zakończył się w środę głośny proces dotyczący śmierci 10-miesięcznego chłopca porażonego prądem w domu na białostockim osiedlu Leśna Dolina. Sędziowie uznali apelację prokuratury tylko częściowo. Uznali, że Jan B. nie zawinił śmierci dziecka, ale za fatalny stan instalacji elektrycznej i narażenie lokatorów powinien zapłacić wyższą grzywnę.

Nie 1000 złotych grzywny, a 5000 złotych. Tyle będzie musiał zapłacić oskarżony Jan B. za fatalny stan instalacji elektrycznej i narażenie na niebezpieczeństwo lokatorów, którzy wynajmowali od niego piętro domu na osiedlu Leśna Dolina. Tak orzekł w środę Sąd Okręgowy w Białymstoku. Wyrok jest już prawomocny.

Do tragedii, której finał miał miejsce w środę w sądzie, doszło rankiem 21 czerwca 2017 roku w wynajmowanym domu przy ul. Bacieczki w Białymstoku. W mieszkaniu - oprócz raczkującego 10-miesięcznego Mattiasa - była jego matka, jej partner i jedna z córek. Kiedy mężczyzna wyszedł na chwilę do sklepu, a matka - jak twierdziła - kończyła pić kawę, dziecko z kuchni przeraczkowało do korytarza. To były ułamki sekund. Jak ustalili śledczy, chłopczyk chwycił wystające nisko nad podłogą niezabezpieczone kable od dzwonka. Został porażony prądem. Trafił do szpitala. Lekarze z UDSK walczyli o życie niemowlęcia przez ponad dwa tygodnie. Niestety 7 lipca chłopczyk zmarł.

Nie żyje niemowlę porażone prądem. Prokuratura chce, by za tę śmierć odpowiedział właściciel domu na Leśnej Dolinie (zdjęcia)

Sąd odwoławczy rozpoznawał apelację prokuratury, która nie zgodziła się z lutowym wyrokiem sądu pierwszej instancji. Orzekł wtedy, że właściciel domu nie powinien ponieść kary za nieumyślne spowodowanie śmierci dziecka. Drugim argumentem oskarżycieli było to, że kara grzywny wymierzona Janowi B. była zbyt łagodna. I tutaj sędziowie przyznali prokuraturze rację.

- Sąd rejonowy słusznie uznał, że oskarżony nie może ponosić odpowiedzialności za lekkomyślne zachowanie swoich lokatorów. Narażone było jednak życie i zdrowie czterech osób. Już na pierwszy rzut oka widać, że wymierzona przez ten sąd kara grzywny razi swoją łagodnością - podkreśliła w uzasadnieniu środowego wyroku sędzia Dorota Niewińska.

Mówiąc o lekkomyślności zachowania lokatorów Jana B., sędzia miała na myśli zdarzenie poprzedzające śmierć chłopca. Któryś z domowników - prawdopodobnie będąca wówczas pod wpływem alkoholu matka niemowlęcia - wyrwał gong ze ściany, ponieważ rodzinę denerwowało jego buczenie podczas burzy, jaka dzień przed tragedią przeszła przez miasto.

Policjanci winni śmierci Niemca w Kleosinie. Sąd: To przez nich zginął Robin H.

Rzeczywiście. Początkowo w sprawie zarzuty usłyszała 35-letnia matka Mattiasa. Prokuratura uznała, że niewystarczająco dobrze sprawowała opiekę nad dzieckiem. Po kilku miesiącach umorzyła jednak postępowanie wobec kobiety, a zarzuty postawiła właścicielowi domu.

W trakcie procesu kobieta przyznała, że dzwonek wydawał irytujący dźwięk. Chciała wyciszyć gong, próbowała coś odłączyć. Zdaniem sądu, mogła nieumiejętnie zdjąć obudowę. Gdy po śmierci chłopca do mieszkania przyszli policjanci, obudowy nie było na ścianie. Ktoś z domowników wyrzucił ją przez okno. Znalazła się na podwórku.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wideo
Wróć na poranny.pl Kurier Poranny