Nie warto do niego wracać, czyli kilka słów o filmie Hel

Tomasz Mikulicz
Kadr z filmu Hel
Kadr z filmu Hel Fot. Mat. dystrybutora
Najnowszy film Kingi Dębskiej nie zachwyca. Poza kilkoma oryginalnymi wątkami, brakuje mu świeżości. Poza tym, za mało w filmie Macieja Maleńczuka.

Film opowiada o Piotrze (Paweł Królikowski), przykładnym lekarzu psychiatrze. Gdy na oddział trafia jego własny syn Kamil (nie widział go przez całe lata), Piotr postanawia nawiązać z nim kontakt. Zaprasza go na kolację i poznaje ze swoją piękną narzeczoną (Anna Geislerová). Ojciec postanawia też zabrać syna do babci. Wizyta nie kończy się jednak pomyślnie. Kamil odrzuca wyciągniętą rękę Piotra. W międzyczasie jedna z pacjentem oddziału psychiatrycznego popełnia samobójstwo. Piotr się załamuje i w efekcie wraca do nałogu, który trawi go od niemal 20. lat - brania kokainy.

Ktoś mógłby powiedzieć, że problem uzależnienia był już w kinie wałkowany wiele razy, więc trudno wymyślić na tym polu coś oryginalnego. No cóż, to pewnie prawda, ale moim zdaniem jak się chce, to wszystko można. I trzeba przyznać, że Kinga Dębska (reżyser i autorka scenariusza) próbuje to zrobić. Przede wszystkim jej film nie jest typowym obrazem o narkomanach, którzy zaczynają ćpać młodo i kończą w rynsztoku. Jej bohatera poznajemy, kiedy ma już co najmniej 40 lat i stara się ułożyć sobie życie z piękną narzeczoną. Poza tym, nie ma tu pokazywania nałogu jako czegoś przyjemnego, czy wręcz odrażającego. Jest on jakby złem koniecznym. Jeśli ktoś już raz się uzależni, narkotyki zawsze będą mu towarzyszyć, stają się częścią życia. Od człowieka zależy jak sobie z nimi poradzi.

Reszta wątków jest raczej przewidywalna - ojciec i syn znajdują w końcu wspólny język, przez narkotyki główny bohater traci narzeczoną, itd. Wszystko to sprawia, że film pozostawia po sobie pewien niedosyt. Chodzi tu również o niedostateczne wykorzystanie faktu, wśród aktorów znalazł się Maciej Maleńczuk. Jego rola sprowadza się niestety do dosłownie kilku ujęć. Przez cały film, Maleńczuk nie powiedział ani jednej kwestii. Tylko raz w tle leciała jego piosenka (i to dobrana ni w pięć ni w dziewięć). Moim zdaniem twórcy filmu powinni się pokusić o wiele więcej, tak jak to na przykład było z filmem: "Rozdroże cafe" Leszka Wosiewicza, gdzie głównym "opowiadaczem" historii jest Kazik (a właściwie jego piosenki).

No cóż, nie pozostaje mi nic innego jak wystawić filmowi tróję i położyć na półce wśród tych dzieł, do których nie warto wracać.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie