Ross Ulbricht jest libertarianinem. Libertarianizm to radykalny nurt neoliberalizmu amerykańskiego postulujący minimalizowanie wpływu władzy państwowej na życie jednostki, aż do zupełnego jej zniesienia – zastąpienia mechanizmami wolnorynkowymi prowadzącymi do całkowitej prywatyzacji. I od tego się wszystko zaczyna. Młody, niezwykle inteligentny człowiek, ze wspierającymi rodzicami, lubi zapalić trawkę albo sprawdzić, co się dzieje po zażyciu LSD. Że to nielegalne? No właśnie dlatego propaguje libertarianizm, bo chce żeby państwo nie przejmowało władzy nad tym, co robi ze swoim ciałem – nawet jeśli się sam zabija. A przy tym jest zdeklarowanym fanem kapitalizmu. Chciałby się dorobić – mieć dużo pieniędzy i jak najszybciej. Nie na auta i rezydencje – po prostu, żeby mieć. Nie wierzycie? Mając już miliony potrafi spać w hostelach i jeździć z małym plecakiem. On nie potrzebuje pieniędzy – potrzebuje poczucia władzy. A co mu je da? Coś, co w normalnym świecie nazywamy start-upem.
Ross Ulbricht wymyśla sobie sklep internetowy z narkotykami. Nielegalne? Nie dla niego. Służby amerykańskie nic o tym nie wiedzą, bo o darknecie, systemie TOR – szyfrowania danych nie mają za wielkiego pojęcia. Poza tym – komu się chce łakomić na kilka pastylek wysłanych pocztą – przechwycić kilogram kokainy, to jest dopiero coś. Co ciekawe – Ulbricht rozpoczyna handel dopiero wtedy, kiedy sam wyhodował w wynajętym mieszkaniu kilka kilogramów halucynogennych grzybków. A potem lawina ruszyła. Okazało się, że jego strona – Silk Road to taki Amazon czy Allegro dla narkotyków. Wkrótce pojawia się broń. Wszystkie transakcje prowadzone są w bitcoinach – nienamierzalnej kryptowalucie. Ross zatrudnia współpracowników, poznaje przez sieć speca od zabezpieczeń. Wkrótce utrata z konta kilkuset tysięcy dolarów przestanie być problemem finansowym, ale stanie się ambicjonalnym. I tak inteligentny student, wciąż szukający miłości, stanie się bandziorem zlecającym zabójstwa. Ale służby też nie śpią. Wystarczy jeden nieopatrzny wpis na internetowym forum i tak… internety niczego nie zapominają. Ross w końcu wpadnie i to z… otwartym laptopem. Inaczej nie dałoby się go według amerykańskiego prawa skazać.
W opowieści pojawią się szantażyści, na pieniądze Ulbrichta połaszą się nawet przedstawiciele służb, a jego sława – dzięki dociekliwości dziennikarzy będzie mu tylko przysparzała nowych klientów. Jak wpadł, kiedy popełnił błąd, kto prowadził śledztwo – o tym wszystkim opowiada Nick Bilton tak, jakby pisał scenariusz sensacyjnego filmu. Tylko tak naprawdę napisało go za niego życie. Bilton jedynie ubrał opowieść w porywającą formę, nasycił fantastycznymi dialogami, opisami osób i otoczenia, uczynił gotowym scenariuszem. Zanim bracia Coen sfilmują tę historię, bądźcie pierwsi i sięgnijcie po książkę. Nie da się od niej oderwać przed przeczytaniem ostatniego słowa.
Tulia znowu w kwartecie i to jakim! Mlynkova zasila zespół!
Dołącz do nas na Facebooku!
Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!
Dołącz do nas na Twitterze!
Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.
Kontakt z redakcją
Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?