Narodowość nie jest żadną okolicznością, która mogłaby się przekładać na wymiar kary

Tomasz Maleta
Janusz Sulima: Narodowość nie jest żadną okolicznością, która mogłaby się przekładać na wymiar kary
Janusz Sulima: Narodowość nie jest żadną okolicznością, która mogłaby się przekładać na wymiar kary Wojciech Wojtkielewicz
Wydaje mi się, że każdy sędzia i prokurator potrafi ocenić, czy określona wypowiedź ma charakter ksenofobiczny lub rasistowski - mówi Janusz Sulima, rzecznik Sądu Apelacyjnego w Białymstoku. - Oczywiste jest, że w takich sprawach do wypowiadanych słów nie można podchodzić wyłącznie słownikowo, że należy brać również pod uwagę kryjące się w nich emocje. Przy ich ocenie istotne są też intencje tych, którzy je wypowiadają.

Obserwator: Niedawno białostockie środowisko prokuratorskie publicznie poskarżyło się, że z niepokojem obserwuje rozpętaną nagonkę medialną, której pretekstem stało się wydanie decyzji procesowej w sprawie namalowania symbolu swastyki na transformatorze. Chodziło o decyzję jednego z prokuratorów Prokuratury Rejonowej Białystok-Północ o odmowie wszczęcia dochodzenia w sprawie tej swastyki. W uzasadnieniu tego postanowienia znalazł się m.in. argument, że swastyka niekoniecznie musi być kojarzona z faszyzmem, bo w Azji jest powszechnie stosowanym symbolem szczęścia i pomyślności. W ubiegłym tygodniu równie kontrowersyjne uzasadnienie padło w białostockim sądzie rejonowym. Otóż sędzia uznała, że określenie użyte przez pogranicznika "pasożytnicze ścierwa" mieszczą się w granicach wolności wypowiedzi. Funkcjonariusz Straży Granicznej, określający tak w internecie Czeczenów, nie nawoływał więc do nienawiści na tle narodowościowym. To uzasadnienie spotkało się krytyką nie tylko opinii publicznej, ale taż autorytetów językowych czy prawnych. Czy uważa Pan, że środowisko sędziowskie też padło ofiarą nagonki medialnej?

Janusz Sulima: Myślę, że nie. Po pierwsze: ten wyrok jest nieprawomocny. Prokurator, z tego, co mi wiadomo, złożył wniosek o uzasadnienie. Zapowiedział tym samym złożenie apelacji od wyroku. Przedstawi w niej swoją argumentację. Później sąd okręgowy w składzie trzech sędziów oceni zarówno uzasadnienie Sądu Rejonowego w Białymstoku, jak i argumenty przedstawione przez prokuratora. Finał tej sprawy jest jeszcze nieznany.

Czy jednak finał tej sprawy nie jest już teraz pod pręgierzem opinii publicznej?

- Każdy ma prawo do własnego zdania, ale sędziowie również są niezawiśli od opinii publicznej i nie mogą się nią kierować przy ferowaniu wyroków. Sędziowie są natomiast związani przepisami prawa i zasadami prawidłowego rozumowania, wskazaniami wiedzy i doświadczenia życiowego. I dlatego nie można mówić o tym, że sędziowie mogą dowolnie oceniać materiał dowodowy i dowolnie wydawać orzeczenia.

Ale praktyka niektórych wyroków i uzasadnień zapadających w białostockich sądach w sprawach na tle ksenofobicznym i podżegania do nienawiści na tle narodowościowym, rasistowskim pokazuje taką sinusoidę. Pan sadząc osoby związane z tzw. IV Edycją nie miał oporów przed wymierzeniem kary bez zawieszenia, a także nazwaniem wprost, że mieli oni zdemoralizowane, prymitywne i budzące pogardę poglądy oraz obrażali prawdziwych patriotów. Z kolei w instancji odwoławczej sędzia postawił swoistą grubą kreskę. Nie tylko wydał wyroki w zawieszeniu, ale też przedstawiciele mediów usłyszeli, by jak najmniej pisali o takich wydarzeniach, bo tylko zachęca kolejnych ich inspiratorów do chęci zaistnienia w przestrzeni medialno-publicznej.

- Nie zgodzę się, że sąd apelacyjny przekreślił to uzasadnienie. W gruncie rzeczy orzeczenie sądu okręgowego zostało utrzymane w mocy - za wyjątkiem tego, że kary orzeczone wobec oskarżonych w tamtej sprawie zostały warunkowo zawieszone. Poza tym była tam drobna korekta polegająca na zmianie opisu czynu: sąd apelacyjny uznał, że istnieją wątpliwości, co do tego, że jeden z oskarżonych wykonał malunki swastyk na jednym z bloków. Natomiast generalnie sąd apelacyjny ocenił, że sąd okręgowy prawidłowo przyjął, że oskarżeni swoim zachowaniem wyczerpali znamiona przestępstw m.in. nawoływania do nienawiści na tle narodowościowym oraz do znieważania z tego powodu innych osób.

No, ale to podczas tamtego ustnego uzasadnienia padło zdanie, że za malowanie swastyk nie powinno się trafiać do więzienia.

- Nie byłem podczas ogłaszania ustnych motywów tego rozstrzygnięcia, znane jest mi uzasadnienie pisemne i w nim niczego takiego nie można znaleźć. Gdyby sąd apelacyjny stwierdził, że nikt za malowanie swastyk nie powinien pójść do więzienia, to w konsekwencji takiego stwierdzenia powinien zmienić wyrok sądu okręgowego i uniewinnić oskarżonych. A przecież tego nie uczynił. Oskarżeni zostali prawomocnie skazani na kary pozbawienia wolności. Tyle że z warunkowym zawieszeniem ich wykonania.

A nie jest tak, że w tej sprawie honor białostockiego wymiaru sprawiedliwości ratował poniekąd Sąd Najwyższy, który nakazał ponowne rozpatrzenie wątku, czy oskarżeni nie działali w grupie przestępczej. Zarówno Pan w pierwszej instancji, jak i sędzia w kolejnej, znamion takiego czynu się nie dopatrzył.

- Absolutnie się z tym nie zgodzę. Sąd okręgowy w tamtej sprawie uznał, że oskarżeni nie tworzyli grupy przestępczej w rozumieniu Kodeksu karnego, sąd apelacyjny tę ocenę podtrzymał. Owszem Sąd Najwyższy doszedł do innego przekonania, ale przecież ci oskarżeni zostali wtedy skazani za szereg innych przestępstw na tle właśnie rasistowskim.

Po ubiegłotygodniowym wyroku w sprawie pogranicznika z Łomży pojawiły się głosy, że być może w kodeksie Karnym nie powinno być paragrafów odnośnie podżegania do nienawiści na tle rasowym czy narodowościowym, bo wtedy wydawane postanowienia przez prokuratorów i wyroki sędziów nie będą narażać wymiaru sprawiedliwości na pośmiewisko.

- Nie oczekujmy tego, że w każdej sprawie, w której prokurator postawi zarzut popełnienia przestępstwa na tle rasistowskim, czyli np. nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych albo znieważania poszczególnych osób z powodu ich przynależności narodowej, etnicznej lub rasowej, zostanie wydany wyrok skazujący. W tego typu sprawach mogą zapadać różne werdykty. Od tego jest sąd, by w każdej sprawie samodzielnie ocenić materiał dowodowy i na tej podstawie wydać wyrok. Nie może być takiego automatyzmu, że jak prokurator wnosi akt oskarżenia, to sąd wydaje wyrok skazujący. Czy na tym ma polegać niezawisłość sędziowska? Oskarżony ma prawo do obrony, prokurator może nie przekonać sądu, że dana osoba, wobec której wniesiono oskarżenie, popełniła przestępstwo. To, że zapadają różne wyroki, świadczy o tym, że żyjemy w państwie demokratycznym i wymiar sprawiedliwości działa prawidłowo.

Po ubiegłotygodniowym wyroku sędzia w stanie spoczynku prof. Ewa Łętowska, była rzecznik praw obywatelskich, w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" powiedziała, że zarówno prokuratorzy, jak i sędziowie do spraw o podłożu ksenofobicznym podchodzą zbyt słownikowo, a przecież liczą się intencje, emocje, które stały za autorami tych czynów. I być może przedstawicielom wymiaru sprawiedliwości potrzebne są zajęcia z psychologii komunikacji.

- Wydaje mi się, że każdy sędzia i prokurator potrafi ocenić, czy określona wypowiedź ma charakter ksenofobiczny lub rasistowski. Oczywiste jest, że w takich sprawach do wypowiadanych słów nie można podchodzić wyłącznie słownikowo, że należy brać również pod uwagę kryjące się w nich emocje. Przy ich ocenie istotne są też intencje tych, którzy je wypowiadają.

Oj, nie tylko na anonimowych forach internetowych, ale także na portalach społecznościach internauci (opinia publiczna) trochę inaczej widzą ową zdolność oceny. Niektórzy wręcz sugerują dobroduszność i łaskawość białostockiego wymiaru sprawiedliwości i praworządności wobec sprawców tych czynów.

- Wydaje mi się, że nie wszyscy, co się wypowiadają na ten temat, znają materiał dowodowy, jaki został zebrany w danej sprawie. Być może, gdyby go znali, to ich wypowiedzi byłyby bardziej stonowane. W sprawie IV Edycji napisy wykonywane przez oskarżonych na murach były o jednoznacznej treści rasistowskiej oraz propagującej ustrój faszystowski. W innych sprawach wcale nie musi być to takie oczywiste. Sąd natomiast, skazując za przestępstwo, nie może mieć wątpliwości nie tylko, co do określonego zachowania sprawcy, ale również, co do jego zamiaru.

Właśnie przykład IV Edycji -mimo tych uwagach, z którymi Pan się nie zgadza - jest takim modelowym przykładem jak, białostocki wymiar sprawiedliwości poczynając od miejskiej policji, która powołała specjalną grupę operacyjną i wykryła autorów rasistowskich haseł, które w 2007 roku zalały centrum miasta, potrafił skutecznie doprowadzić sprawę do końca. Bez żadnych połajanek ze strony polityków czy urzędników w Warszawie. Dlaczego nie udaje się to samo z ostatnimi incydentami?

- Ta sprawa, w której orzekał Sąd Rejonowy w Białymstoku w ubiegłym tygodniu, dotyczy innego miasta.

Miałem na myśli incydenty o charakterze ksenofobicznym, na kanwie, których premier użył mocnych słów o "białostockim świecie publicznym, który jest blisko powiązany ze środowiskiem skinheadzkim"

- Nie jest mi wiadomo o jakichkolwiek powiązaniach pomiędzy osobami sprawującymi funkcje publiczne a światem skinheadzkim. Nigdy nie odniosłem też takiego wrażenia, żeby istniały jakieś powiązania pomiędzy skinami a osobami sprawującymi w Białymstoku władzę. W środowisku, w którym się obracam, ekscesy o podłożu rasistowskim spotykają się z oburzeniem i potępieniem. Natomiast to, czy będzie dochodzić do incydentów o charakterze rasistowskim w naszym mieście nie zależy wyłącznie od wymiaru sprawiedliwości.

To dlaczego dochodzi do tych incydentów?

- Sam jestem białostoczaninem i jest mi przykro, że w naszym mieście aż tyle takich ekscesów ma miejsce. Jakie są tego przyczyny, jest mi trudno jednoznacznie powiedzieć.

Gdy Pan sądził członków IV Edycji nie zastanawiał się skąd młodym ludziom przychodzi tak łatwe przyswajanie skrajnych ideologii czy postaw?

- Muszę przyznać, że ciężko to zrozumieć. W końcu hołdowali ideologii, która jest sprzeczna z zasadami racjonalnego rozumowania, której ofiarami mogli być ich dziadkowie lub pradziadkowie. Dla mnie jest zupełnie niepojęte, by dyskryminować kogoś z tego powodu, że ma inny kolor skóry, jest innego wyznania bądź narodowości. W przypadku IV Edycji, a tworzyli ją ludzie mający po 17-18 lat, to była grupa zafascynowana ideologią nazistowską: "nie lubimy dla samej zasady wszystkich tych, którzy są Żydami, Romami, Arabami. Nie lubimy ich i ich gnębimy, jeśli się pojawią". A przecież ci skazani byli w takim wieku, w którym powinni zajmować się przede wszystkim nauką. Zresztą w Białymstoku nie brakowało skrajnych grup, które tworzyły osoby znacznie starsze niż te z IV Edycji. Być może popełnione zostały gdzieś błędy edukacyjne, zawiodła szkoła, rodzina, Kościół, Cerkiew. Instytucje te powinny dawać wzorce, które zapobiegłyby takim incydentom. A tutaj chyba sprawcy tych czynów nie potrafią wartościować tego, co dobre, a co złe. Tym bardziej, że tych młodych ludzi zainteresowała ideologia bardzo prymitywna, bo oparta na niskich instynktach. Ale też trzeba pamiętać, że takie sytuacje zdarzają się nie tylko w naszym mieście czy kraju. Do tego dochodzą też uwarunkowania społeczne np. bezrobocie.

W sprawie pogranicznika z Łomży wydająca wyrok sędzia uzasadniała, że jego wpisów nie można oderwać od kontekstu całej dyskusji, w toku, której one padły. A ta dotyczyła m.in. nie całego narodu czeczeńskiego, ale czeczeńskich grup przestępczych działających m.in. w Anglii czy Szwajcarii. W ubiegłym tygodniu białostocka policja zatrzymała obywateli Rosji narodowości czeczeńskiej podejrzewanych o napad na drukarnię na Białostoczku i pobicie jej właściciela. Ta sprawa zapewne będzie bardzo mocno interesowała opinię publiczną. Bo jak w soczewce skupia dwa wymiary postrzegania obecności tej narodowości w mieście. Z jednej strony obywatelski, wolnościowy, którego emanacją jest wiele projektów edukacyjnych mających na celu ułatwienie emigrantom znalezienie swojego miejsca w Białymstoku. Z drugiej strony ukazuje - takie głosy w przestrzeni publicznej Białegostoku nie są odosobnione - że ten parawan uchodźstwa przysłania kwestie natury ekonomicznej, a niekiedy w skrajnych przypadkach pozaprawnej. Czy, gdy sprawa pobicia trafi na wokandę, sąd już na wstępie nie będzie pod presją tych dwóch wymiarów i wynikających z nich oczekiwań?

- Wierzę, że nie. Tak jak powiedziałem: opinia publiczna ma prawo do własnego zdania. Media też mogą wyrażać swoje zdanie, ale nigdy nie powinno to odcisnąć swego piętna na treści wyroku. Sąd powinien podejść do sprawców tego przestępstwa tak samo jak do innych sprawców, bez względu na to, jakiej są narodowości. To nie jest żadna okoliczność, która mogłaby się przekładać na wymiar kary. Przestrzegałbym też przed pewnym automatyzmem w takich sprawach, bo tu istnieje pewne niebezpieczeństwo. Jeśli w jakimkolwiek zdarzeniu będzie uczestniczyła osoba o innej narodowości, innego wyznania, koloru skóry, to już może nasuwać się podejrzenie, że ma ono kontekst rasistowski. A tak wcale nie musi być. Trzeba być ostrożnym i nie wpychać wszystkiego do jednego worka. Nie należy ferować wyroków już na wstępie.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie