Nadleśnictwo zabrało im dom. Teraz walczą o niego w sądzie.

Agata Sawczenko
Fot. Wojciech Wojtkielewicz
Halina Wilk: Pójść i kupić dom w lesie może każdy, tylko trzeba mieć układy. Nadleśniczy: Zarządzam prawie stu lokalami i jedynie z Wilkami są problemy.

Wszystko się zaczęło od nieszczęścia. W 1988 roku Henryk Wilk, znany artysta grafik, miał wylew. Wiadomo - dla grafika, artysty, niemoc w rękach to podwójne nieszczęście. Najskuteczniejszą rehabilitacją będzie praca fizyczna - poradziła pewna profesor. I zapytała: Macie działkę?

Pan Henryk zarządził: "Jedziemy do lasu". Mieli z żoną takie miejsce, przeurocze, gdzie całe życie jeździli, w Majówce. Dużo tam w lesie stało starych domów. A że to były czasy, kiedy nie każdy miał samochód, ludzie z lasu uciekali. Bo to i dzieci do szkoły, i pracy już tam tyle nie było. Dom, który wybrali, został już nawet wyrzucony z ewidencji, zupełnie, widać, leśnikom niepotrzebny. Strasznie zapuszczony, ale pan Henryk uparł się: ten i koniec.

I jak był chory, tak zaraz ozdrowiał. Pojechał najpierw do nadleśnictwa, potem do generalnej dyrekcji na Lipową.

I dom Wilkom wynajęli

Na dom pracy twórczej. - W sierpniu 1988 roku podpisaliśmy umowę na pięć lat - pamięta jego żona Halina.

Po pięciu latach Lasy przedłużyły im umowę. Potem pan Henryk tylko aneksy podpisywał. Ostatni - do stycznia 2010 roku.

Ale raptem okazało się, że sąsiedzi kupują swoje domy, więc i Wilkowie też się oczywiście tym zainteresowali.

- W nadleśnictwie wtedy pracował taki pan Tomasz - opowiada pani Halina. - Przyjaciel nasz się nagle zrobił. Przyjechał do nas w lipcu 2003 roku i mówi, że Jeremi Szklarzewski - bo on już wtedy był w nadleśnictwie Dojlidy - wzywa nas. I niby w tajemnicy dodaje, że Szklarzewski będzie proponował sprzedaż domu. My cali w skowronkach, że nareszcie.

Pojechali.

- Nadleśniczy zaczyna od tego, że jest naszym przyjacielem, że wie, ile żeśmy pracy tam włożyli. Że on zrobi wszystko, żebyśmy ten dom przejęli na własność. I że ujmuje nas na wykazie do sprzedaży, ale będziemy musieli ponieść koszty. Do jutra wpłacić pieniądze: 1700 złotych.

Wpłacili 2 tysiące

W sierpniu znów do Majówki przyjechał pan Tomasz. Znów po przyjacielsku: z żoną, z dzieckiem. Na kolację zostali. Wyjeżdżali, jak już ciemno było. Tuż przed wejściem do samochodu gość dał panu Henrykowi kwitek do podpisania.

- Na drugi dzień rano patrzymy, a to umowa najmu z określeniem do 2005 roku! Czyli pięć lat krócej niż ta, którą podpisaliśmy wcześniej! Ile myśmy się nastarali, żeby w końcu znów nam na komputerze przerobili ten rok na 2010 - denerwuje się pani Halina. - Umowa jest zresztą z datą 1 stycznia 2000 roku, a on nam ją przywiózł w sierpniu 2003 - dodaje.

Potem były dwa lata ciszy. Ale wieści zaczęły dochodzić do Wilków: że sąsiadka dom kupiła, jeszcze ktoś kupił.

- Więc ja zaczęłam w 2004 roku pisać. Najpierw do Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Białymstoku - opowiada pani Halina. - A oni, że my niezameldowani, że dyrektor nie ujął nas w spisie. Myślę: kłamią, kręcą. Wniosłam sprawę do sądu, przekonana, że sąd to sprawiedliwość. No i zaczęły się procesy.

Pani Halina przegrała wszystkie sprawy. Ale jakie to były sprawy. Jednej przewodniczył sędzia Marek Chojnowski.

- A to przecież sąsiad nadleśniczego Szklarzewskiego. W jednej wiosce mieszkają, więc jak się mają nie znać - denerwuje się pani Halina. I opowiada o rozprawie: - Przyszła radca prawny z nadleśnictwa i ja przyszłam ze swoim radcą. My wystąpiliśmy z płomienną mową. Gdy przyszła kolej na wystąpienie nadleśnictwa, sędzia Chojnowski mówi: Pani nie musi mówić, bo my sprawę dokładnie znamy. I za 5 minut ogłaszają wyrok. Innej rozprawie przewodniczyła Małgorzata Głos. Sprawa trwała 15 minut.

- Ja nawet nie zaczęłam mówić, jak już się rozprawa skończyła. I na następny dzień pani sędzia w trzy minuty odczytała wyrok i nawet nie pozwoliła nic powiedzieć.

Potem przegrali sprawę o 2 tysiące.

- Z tych całych procesów to tyle pożytku było, że zdobyłam wykaz mieszkań, który notabene leśniczy 31 lipca, czyli zaraz po naszej wpłacie, przekazał do zarządu lasów przy Lipowej. My oczywiście w nim jeszcze ujęci, dom wyceniony na 15 tys., ale przecież mielibyśmy zniżkę - mówi Halina Wilk.

Udało jej się też uzyskać mapę z wyrysowanymi domami. Już była zmieniona. Domu Wilków nie było na działce budowlanej, ta została włączona w działkę 10 ha lasu.

Lasy założyły Wilkom sprawę o czynsz

- Bardzo młoda sędzia jej przewodniczyła. Niczego nie mogła z tej sprawy zrozumieć. I w pewnym momencie zadała pytanie: To czemu oni nie sprzedali pani tego domu? Ja mówię: Właśnie!

W 2005 roku pani Halina skończyła pisanie skarg do Białegostoku. Napisała do dyrekcji Lasów w Warszawie. Potem była jeszcze korespondencja z Ministerstwem Środowiska, z posłem Czepe, rzecznikiem spraw obywatelskich, marszałkiem sejmu, premierem, ministrami: spraw wewnętrznych i administracji, sprawiedliwości, środowiska, szefem centralnego biura antykorupcyjnego, z Julią Piterą.

- Niby czytali, niby odpisywali, ale nic z tego nie wynikało. Ja ich próbowałam przycisnąć, zadawałam pytania. To w końcu przestawali odpisywać - kiwa głową pani Halina. - Z tej całej sprawy to ja wyciągnęłam taki wniosek: pójść i kupić dom w lesie może każdy, tylko trzeba mieć układy.

Sędzia Chojnowski swoich wyroków komentować nie chce. - Mamy takie zasady - tłumaczy. Ale o znajomości z nadleśniczym Szklarzewskim porozmawiać może.

- Pochodzimy z tej samej wsi. On jest dużo starszy ode mnie. Więc mogło tak być, że w dzieciństwie kilka razy powiedziałem mu dzień dobry. Ale ja się stamtąd wyprowadziłem 30 lat temu. I to wszystko. Nie rozmawiałem z nim co najmniej od 20 lat - przekonuje. - Przed sprawą nie rozmawialiśmy również. Nie mam takiego zwyczaju, a wręcz jest to wbrew zasadom. Absolutnie do takich rzeczy nie dochodzi i nie może dochodzić.

Chojnowski przekonuje też, że nie ma żadnego układu między Lasami a sądem.

- To chyba oczywiste. Wszystko staramy się rozstrzygać zgodnie z przepisami.

Kontaktujemy się tylko w czasie rozpraw i poprzez pisma procesowe - zapewnia.

O umowie z datą wsteczną też nie chce rozmawiać. - Obie strony ją podpisały - wzrusza ramionami.

A jak się tłumaczą Lasy?

- To do moich kompetencji nie należy - mówi Jeremi Szklarzewski, nadleśniczy nadleśnictwa Dojlidy. To dyrektor regionalny sporządza listę domów do sprzedaży. I dyrektor regionalny nie umieścił tego domu na liście. I na tym stanęło.

Że Wilkowie nie mają racji, walcząc o dom w Majówce, jest przekonany w stu procentach.

- Przecież wszystkie sądy i instytucje odrzucają ich skargi - przypomina. A on sam żadnych kłód pod nogi im nie rzuca.

- Przecież Wilkowie nie spełniają wymogów ustawy o lasach państwowych! A w artykule bodajże 40. jest wyraźnie napisane, że lokal musi mieć umowę na czas nieokreślony. Tu już są zdyskwalifikowani. I na cele mieszkalne powinni mieć tę umowę.

Co będzie, jak się skończy Wilkom umowa?

- Wilkowa spokojnie siedzi, to i ja spokojnie siedzę. Bo czy to ode mnie powinna wyjść inicjatywa? Jeśli złoży podanie o przedłużenie umowy, to rozpatrzymy. Jak?

Za wcześnie o tym mówić.

I dodaje, że choć zarządza prawie stu lokalami, to jedynie z Wilkami miał problemy.

- Te sprawy sądowe, te skargi. Tyle życia i zdrowia nam napsuli.
Bo to tylko pani Wilkowej zdanie, że osada w Majówce jest lasom niepotrzebna.

Dom w lesie pójdzie na przetarg

- Tak to jest, że gdy ludzie zwracają się z jakąś sprawą i spotkają się z odmową, to są niezadowoleni - komentuje sytuację Ryszard Ziemblicki, dyrektor Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Białymstoku. Dyrektorem jest od niedawna, więc sprawę zna jedynie ze słyszenia i z dokumentów.

- My musimy się kierować przepisami, obowiązującym prawem, bo to przecież chodzi o majątek skarbu państwa.

Dom w lesie można sprzedać na podstawie ustawy o lasach, art. 38., 40. I według tej ustawy postępują i w przypadku państwa Wilków.

Fakt, na pierwszym wykazie ich dom był przeznaczony do sprzedaży. Ale procedury wyglądają tak, że najpierw oczywiście decyzję podejmuje nadleśniczy.

Ziemblicki zapewnia, że o żadnym przekręcie nie ma tu mowy. Bo to przecież sprawa zbyt nagłośniona, o której wiedzą wszystkie instytucje. I dodaje, że wie już, jaka jest decyzja Szklarzewskiego. - Po wygaśnięciu umowy najmu dom zostanie wystawiony na przetarg - kończy.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie