Firma to ludzie - pracodawcy już dawno zauważyli, że to nie frazes…

Andrzej Parafiniuk, prezes Podlaskiej Fundacji Rozwoju Regionalnego: - Ale za kilka lat podlascy przedsiębiorcy mogą mieć kłopot z kandydatami do pracy. Codziennie bowiem od dwóch do czterech osób w wieku produkcyjnym opuszcza nasz rynek pracy. Wyjeżdżają na stałe poza granice naszego województwa. Jeśli taka sytuacja się utrzyma, za 15-20 lat na Podlasiu będziemy mieli około 20 proc. mniej ludzi. I wtedy przedsiębiorcy staną przed sytuacją, że nie tylko nie mają ludzi odpowiednio wykwalifikowanych, ale w ogóle nie mają kandydatów do pracy. W takiej perspektywie warto o tym rynku pracy myśleć już dziś.

A może za kilkanaście lat tak wielu wykwalifikowanych pracowników wcale nie będzie potrzebnych. Firmy są coraz bardziej zmechanizowane.

- Wprowadzanie nowoczesnych rozwiązań, technologii to też droga, przed którą stoi bardzo wielu podlaskich przedsiębiorców.

Bo dzisiaj ciągle jednak ich przewaga konkurencyjna opiera się przede wszystkim na relatywnie tanim koszcie pracy. A to się zmienia. Dzisiejszy rynek pracy zaczynamy już nazywać rynkiem pracownika. To on zaczyna decydować jakie warunki pracy go interesują i czego oczekuje od pracodawcy. To też inny pracownik niż kiedyś. To przede wszystkim tzw. pokolenie Y, które rodziło się na początku lat 80. To ludzie, którzy niespecjalnie się przywiązują do miejsca, do pracy, do firmy. Bardziej są nastawieni na tzw. targety - cele do zrealizowania. A ambicjonalnie są związani z sukcesem po ich osiągnięciu. Jeśli pracodawca nie zapewni mu tych wyzwań, to pracownik będzie szukał pracy gdzie indziej. I nic go nie zatrzyma.

Jest jeszcze jedna rzecz, z którą pracodawca musi się liczyć. To pokolenie, które pracuje od do. O godzinie 16 kończy i ma zupełnie inne zadania do wykonywania: ma rodzinę, ma znajomych, ma swój czas.

W ten sposób działają teraz firmy.

- Bo tak się zmienili pracownicy. Pracodawca swoją strategię i działanie dostosowuje do tego, jak świat się zmienia. A ten świat to pracownicy - ci młodzi ludzie, którzy przychodzą inaczej kształceni. Jeszcze do tego ta zmiana jest błyskawiczna. Bo teraz charakterystyka grup pokoleniowych wchodzących na rynek pracy zmienia się już prawie co kilka, a nie -dzieścia lat.

No właśnie. Na rynek pracy wchodzi nowe pokolenie. Ludzie urodzeni w latach 90.

- To nowa generacja, tzw. pokolenie Z. Ludzie wykształceni w zupełnie innych warunkach. I mający zupełnie inne oczekiwania. Z jednej strony to ludzie bardzo otwarci. Genialnie posługują się Internetem. Świat wirtualny jest bardzo często ich światem realnym.

Otwarci na nowinki techniczne, otwarci w sieci, ale rozmowa czy współpraca z drugim człowiekiem już nie zawsze idzie im tak dobrze.

- Otóż to. Naukowcy twierdzą, że nie potrafią sobie radzić w tzw. realu. Przez komunikatory, sms-y czy w mediach społecznościowych robią to idealnie. W Internecie poruszają się bezbłędnie, błyskawicznie znajdą każdą informację. Ale komunikacja i praca w zespole to dla nich już znacznie większa trudność. I z tym muszą się liczyć przyszli pracodawcy. Bo już niedługo - za rok, dwa, pięć - ci ludzie będą najbardziej aktywni na rynku pracy. Warto przewidzieć to, że może trzeba będzie im dać możliwość pracowania np. na smartfonie, ale nie w dotychczas rozumianym zespole ludzkim. Że każdy będzie musiał mieć bardzo jasno wyznaczone cele. I to jest wyzwanie dla pracodawców, którzy będą musieli trochę swoje sposoby planowania działalności, rozwijania jej, zaadaptować do takiego, a nie innego wykonawcy ich misji czy strategii. Ten zaś chętnie by tę misję realizował z domu i w „swoim czasie”.

Skorzystają na tym firmy?

- Jeśli będą potrafiły się zaadaptować do tych nowych warunków i nowych wymagań pracobiorców, to na pewno, zmniejszając choćby koszty. Jeśli stworzą odpowiednie narzędzia komunikacyjne i sprawią, że wiele czynności i zadań pracownicy będą mogli wykonywać zdalnie, właśnie w tym wirtualnym świecie, to zdobędą konkurencyjną przewagę.