Muzeum Sybiru bez względu na cenę

Tomasz Maleta
wizualizacja Jana Kabaca
wizualizacja Jana Kabaca
Czy bez wsparcia zewnętrznego Białystok powinien wznosić Muzeum Sybiru za wszelką (każdą) cenę? Czy jest to ten rodzaj obowiązku, którego wypełnienie nie powinno być rozpatrywane przez pryzmat kosztów?

Tak, jak każdy muzułmanin raz w życiu powinien odbyć pielgrzymkę do Mekki, tak każdy Polak raz w życiu powinien nawiedzić dawne Kresy Wschodnie - zachęca w swojej reklamie jedno z biur świadczących usługi hotelarskie w Wilnie.

Przenosząc to drugie porównanie na białostocki grunt można powiedzieć, że każdy białostoczanin przynajmniej raz w życiu powinien iść w Marszu Żywej Pamięci Polskiego Sybiru. I nie dlatego, że kazali rodzice, ksiądz zachęcał z ambony, zmusiła szkoła, delegowała firma, dyscyplinę nałożyła podstawowa organizacja partyjna czy też zbliżają się wybory i dobrze się pokazać. Uczestnictwo w marszu nie powinno wynikać z obawy przed konsekwencjami naruszenia powyższych nakazów, ale z poczucia obowiązku.

Z tego samego, który co roku w kwietniu nakazuje młodym Żydom z całego świata przyjechać do Auschwitz i wyruszyć sprzed bramy nazistowskiego obozu trzykilometrową drogą śmierci. By upamiętnić zamordowanych przez hitlerowców i powiedzieć "Nigdy więcej". Przez lata wydarzenie to zyskało niesamowitą oprawę medialną.

Bo jest w Polsce i drugi marsz, może mniej medialny, mniej znany w świecie, ale równie liczny, a może i liczniejszy. Marsz, który idzie ulicami Białegostoku - Marsz Żywej Pamięci Polskiego Sybiru. Obok tych, którzy przeżyli zsyłkę, podążają młodzi ludzie. Trzykilometrowy pochód, który idzie od placu Katyńskiego do kościoła św. Ducha, jest nie tylko Marszem Żywych i Pamięci, ale wartością samą w sobie, która daje Białemustokowi powód do dumy. Nie tylko jak długo żyć będą jeszcze Sybiracy i pamięć o nich, ale tak długo jak oprze się on pokusie uczynienia z niego narzędzia marketingu historycznego.

Równolegle Białystok ostatnio bardzo prężnie promuje ideę powstania przy Węglowej Muzeum Sybiru, które swoim niepowtarzalnym, także multimedialnym charakterem, przyciągałoby zwiedzających nie tylko z kraju. Po wielu latach marazmu miasto podpisało w końcu umowę na zaprojektowanie muzeum w jednym z dawnych magazynów wojskowych. W sierpniu prezydent Białegostoku odwiedził obwód Tomski i położony w nim syberyjski Białystok, gdzie przedstawił pomysł takiej placówki.

Kilka miesięcy temu lobbowały za nim w Sejmie władze miasta i Muzeum Wojska licząc na wsparcie finansowe projektu. Co, jeśli jednak go nie będzie? Nie tylko z powodu skromniejszych funduszy unijnych na taką działalność czy trudności budżetowych państwa.
W styczniu rząd przyjął wieloletni program "Budowa Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku". Zakłada ona przeznaczenie z budżetu państwa na ten cel prawie 360 mln zł. Program będzie realizowany w latach 2011-2014 pod nadzorem ministra kultury.

- Warto zauważyć, że chociaż od wybuchu wojny minęło ponad 70 lat, to na świecie nie powstało muzeum całościowo ukazujące przebieg największego w XX wieku konfliktu zbrojnego, który przyniósł ludzkości niewyobrażalne cierpienia. Należy podkreślić, że za granicą życzliwie przyjęto pomysł utworzenia muzeum w Polsce, w kraju, który pierwszy stawił zbrojny opór Hitlerowi, i usytuowania go w Gdańsku, w symbolicznym miejscu rozpoczęcia działań wojennych - napisano w komunikacie po styczniowym posiedzeniu Rady Ministrów.

Przy takiej ontologii (niektórzy obserwatorzy widzą w tym jeszcze polityczne tło - muzeum ma być dla PO tym, czym dla PiS jest muzeum Powstania Warszawskiego), trudno sobie wyobrazić, aby w gdańskiej placówce nie było ekspozycji poświęconej deportacjom na Wschód. Przecież bez przedstawienia tego fragmentu historii II wojny światowej muzeum na Wybrzeżu byłoby niekompletne. To wyklucza wsparcie rządowe dla idei innego muzeum, w gruncie rzeczy dublującego pewien fragment wojennej historii. Tym byłaby białostocka placówka.

I tu przed Białymstokiem pojawia się dylemat, który jest fundamentalny dla idei Muzeum Sybiru: czy bez jakiegokolwiek wsparcia zewnętrznego powinien wznosić go za wszelką-każdą cenę? Czy jest to ten rodzaj obowiązku, którego wypełnienie nie powinno być rozpatrywane przez pryzmat kosztów?

Władze miasta powinny już teraz rozwiązać te dylematy. Ewentualne późniejsze tłumaczenia, że zamiary przerosły nasze siły będą taką samą krzywdą dla Białegostoku, jak ewentualne promowanie się na dzisiejszym marszu kandydatów do parlamentu. Mają prawo w nim iść (mam nadzieje, że ich udział wynika z obowiązku, o którym pisałem powyżej). Powinni jednak pamiętać, że to nie oni są w nim najważniejszy i raczej podążać bliżej końca niż wysuwać się przed pierwszy szereg. Bo są takie rocznice i święta, na których lans nie przystoi. Nie wszystkie te wydarzenia są na sprzedaż. Dziś jedno z nich.

Czytaj e-wydanie »Lokalny portal przedsiębiorców

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie