Motoserce 2015 w Białymstoku. Motocykliści są słowni i solidarni. I nie lubią używać wielkich słów

Maryla Pawlak-Żalikowska [email protected]
Motoserce 2015: To już siódma edycja akcji umożliwiającej honorowe oddanie krwi, a organizowanej w całej Polsce przez   motocyklistów. Motoserca  organizują w porozumieniu z PCK  kluby zrzeszone wokół Kongresu Polskich Klubów Motocyklowych. W  Białymstoku  to No Name MC, Road Runners MC, Buddies Białystok FG, Vulcaneria FG, Doctor Riders, MKM Białystok FG, które współpracują z Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Białymstoku.
Motoserce 2015: To już siódma edycja akcji umożliwiającej honorowe oddanie krwi, a organizowanej w całej Polsce przez motocyklistów. Motoserca organizują w porozumieniu z PCK kluby zrzeszone wokół Kongresu Polskich Klubów Motocyklowych. W Białymstoku to No Name MC, Road Runners MC, Buddies Białystok FG, Vulcaneria FG, Doctor Riders, MKM Białystok FG, które współpracują z Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Białymstoku. archiwum
Udostępnij:
Dzięki wspaniałej współpracy z naszym centrum krwiodawstwa, nigdzie w Polsce Motoserce nie przynosi tak wielkich efektów jak w Białymstoku - cieszy się Piontek z klubu No Name MC, koordynator wielkiej akcji, która odbędzie się w następną sobotę.

Panie Profesorze, czy jest lub był Pan motocyklistą?

Profesor dr hab. n. med. Piotr Radziwon, dyr. Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Białymstoku: - Nie.

Wyobraźmy sobie, że idzie Pan ulicą i widzi: jadą; jak cyborgi - kaski, skórzane skafandry. I słyszy Pan, jak ktoś komentuje: O, dawcy nerek... Co Pan wtedy czuje?

Piotr Radziwon: - Wyjaśnię anegdotą. Wiele lat temu, zanim poznaliśmy się z naszymi klubami motocyklistów, miała miejsce sytuacja, która zaczęła się dosyć tragicznie... Wypadkowi uległ motocyklista. Tego dnia nie pobieraliśmy już krwi, był wieczór. I nagle pod drzwiami, w ciemnościach pojawiło się w naszym centrum z 20 odzianych w skóry, dość potężnie zbudowanych mężczyzn. Blady strach padł na pracownice.

Dziś ktoś sięgałby już po numer 112...

Piotr Radziwon: - Tak... napad nie napad? Okazało się, że byli to koledzy walczącego o życie, poszkodowanego tego dnia w wypadku motocyklisty. Pytali, czy nie mogliby dla niego oddać krwi. Ciśnienie już nam wtedy trochę spadło...

Czyli najpierw zagrał stereotyp, tak?

Piotr Radziwon: - Owszem. Ale to był właśnie początek zmiany naszego spojrzenia. Bo panie z Centrum wytłumaczyły, że w tym momencie pobranie krwi nie jest możliwe i zaprosiły tych wieczornych gości, żeby przyszli rano. I okazało się, że motocykliści to solidarna, ale i bardzo słowna grupa. Stawili się następnego dnia. I to w czterdziestu, nie dwudziestu.

Tak zaczęła się nasza dobra współpraca: zjawiali się dzień w dzień, żeby oddać krew i pomóc koledze, nie naraz w czterystu, bo by to trochę utrudniło sprawę, ale w sporych grupach. Od czasu zaczęliśmy na nich inaczej patrzeć - przekonaliśmy się, że to wspaniali ludzie, których ten nasz stereotyp bardzo krzywdzi. Bo owszem, jak w każdej grupie są osoby, które się gorzej zachowują. Ale jednak trzeba te zjawiska traktować marginalnie wobec tej fajnej reszty, która jest solą tego środowiska.

A Pan? Co czuje, gdy słyszy określenie dawcy nerek padające wobec motocyklisty?

Piontek, koordynator Motoserca z białostockiego klubu No Name MC: - Generalnie przejawów głupoty jest na świecie tyle, że jeden więcej czy jeden mniej nie wywołuje we mnie większych emocji.

Nie da się ukryć, że z czegoś to się wzięło. Sama patrzyłam podobnie, choć mój stosunek do motocyklistów kształtował film Easy Rider: Harleye, wolność, wiatr we włosach, muchy na zębach... te rzeczy a nie gangi motocyklowe, które zdominowały potem filmowe opowieści. Ale przyznam, że czułam zawsze ciarki grozy, gdy prostą, ale dziurawą i wąską drogą pod moim domem grzał na najwyższych obrotach silnika motocyklista. Słuchałam, czy zaraz nie rozlegnie się łoskot i nie usłyszę karetki na sygnale, która odwinie z drzewa szalonego rajdowca. Określenie dawca nerek do mnie przemawiało. Ale z drugiej strony, gdy zaczyna się sezon i ulicą jedzie kawalkada gości w motocyklowych uniformach, a silniki grają w oczekiwaniu na zmianę świateł, ciary też są, ale zupełnie inne. Cieszę się, że podczas Motoserca bardziej eksponujecie tę swoją inaczej podniecająca stronę.

Piontek: - Ten stereotyp dawcy nerek był także umacniany choćby sławetną akcją zainicjowaną przez Komendę Główną Policji pod hasłem "Idzie wiosna, będą warzywa" z pietruszką na motocyklu. Ta akcja nie ostrzegała: "O, mogę kogoś zabić", tylko umacniała w przekonaniu, że ginący na drodze motocykliści są sami sobie winni... Jak wsiadasz na motocykl, to znaczy, że chcesz umrzeć. Czyli każdy, kto popełnia wykroczenie względem jakiegokolwiek jednośladu, czuje się usprawiedliwiony.

Ostatnio to się zmienia. Coraz częściej podkreśla się, jak bardzo motocyklista, choćby najbardziej odpowiedzialny, wystawiony jest na lekkomyślność kierowców samochodów. Albo, że pod tym kaskiem i w skafandrze "transformersa" może się kryć fajny człowiek, twój znajomy, który jest na asfalcie trochę jak ślimak bez skorupy, bezbronny wobec bezmyślności czy braku umiejętności osoby siedzącej w aucie.

Piontek: - I na przykład skręcającej znienacka w lewo... To prawda, coś się w tym schemacie zmienia. A wynika to głównie z faktu, że mamy tych motocykli coraz więcej. Ludzie kupują nowe lub odkurzają stary sprzęt odstawiony do kąta. I coraz więcej osób ma przyjaciela, sąsiada, kogoś z rodziny motocyklistę i ten człowiek na motocyklu przestaje być anonimowy. Była nawet taka akcja z przesłaniem "nigdy nie wiesz, kto jeździ", podczas której grupa motocyklistów zdejmowała kaski. I okazywało się, że są to osoby znane, cenione, lubiane - mające własne motocykle. To uświadomiło, że motocykliści są w każdej grupie społecznej, zawodowej, wiekowej. Wśród niskich i wysokich, młodych i dojrzałych.

A sam fakt, że czasem lubią hałasować silnikami jadąc ulicą, nikogo nie przekreśla.

Piontek: - A wiecie państwo, że hałas jest elementem, który nas niejednokrotnie ratuje na ulicy. Sam się o tym przekonałem, gdy troszeczkę wydechy swoje rozkręciłem - przestali mi wyskakiwać pod koła i piesi, i rowerzyści. Po prostu mnie usłyszeli.

Panie Profesorze, czy 18.320 litrów krwi, które przez minione sześć lat zebrane zostały w całej Polsce podczas Motoserca, to dużo?

Piotr Radziwon: - W ciągu roku w całym kraju pobieramy ponad milion jednostek krwi. Jest to więc odsetek, który widać. Na naszym terenie podczas tej akcji pobieramy krew od 400 - 450 osób! W ubiegłym roku było ich 501.

A zaczęło się chyba od stu litrów?

Piontek: - Tak, na pierwszym Motosercu oddało krew dokładnie 47 osób.

Piotr Radziwon: - W skali naszego województwa to najwyższa ilość jaką kiedykolwiek osiągnęliśmy w tak krótkim czasie. Jest to też dla nas wyzwanie organizacyjne.

Piontek: - Dodam, że nigdzie w całej Polsce poza naszym Centrum Krwiodawstwa... trochę tu posłodzimy, ale trzeba oddać honory... nie udaje się osiągnąć takiej skali współpracy i efektów. To jest zaangażowanie ludzi od kierowcy autokaru i pani sprzątającej gotowej sprzątać w sobotę i tak uczestniczyć w Motosercu po pana dyrektora.

Piotr Radziwon: - Nam pomagają motocykliści tam, gdzie już nie dajemy rady: na przykład w kierowaniu dawców do jednego czy drugiego miejsca pobierania krwi. Bo mamy już ich kilka - w tym roku po raz pierwszy będą aż trzy: dwa, a nie jeden ambulanse i pomieszczenie w kuratorium na Rynku Kościuszki. Za to ostatnie jesteśmy bardzo wdzięczni pracownikom tej instytucji, że nie bali się, że im zdemolujemy pomieszczenia.

Już widzę, jak Pan Profesor demoluje pomieszczenia!

Piotr Radziwon: - Proszę zajrzeć w czasie akcji, tam jest naprawdę ogromny ruch... Ja to już porównuję do taśmy fabrycznej, gdzie pani wydająca czekolady krwiodawcom nie ma nawet czasu wypić pół szklanki herbaty, bo nie ma kiedy odejść od stanowiska.

Piontek: - Kolejka chętnych do oddania krwi liczy kilka setek ludzi. Staramy się, żeby to szło jak najsprawniej, ale wiadomo, że zawsze trzeba trochę odstać. Na naszą imprezę przychodzi łącznie parę tysięcy osób. I chcemy, żeby Motoserce było atrakcyjne zarówno dla krwiodawców, jak i pozostałych gości. Dla krwiodawców poza tradycyjnymi zestawami czekoladowymi mamy upominki zdobyte dzięki sponsorom. To koszulki, znaczki itp. które są potem pamiątką po akcji.

Cała akcja działa dzięki sponsorom? Nie dostajecie innego wsparcia?

Piontek: - My zawiązaliśmy najprostsze formalnie stowarzyszenie, dzięki któremu możemy odciążyć Centrum podczas organizacji tej imprezy. Ale to stowarzyszenie nie ma żadnych możliwości finansowych i nie chce mieć. Jeśli czegoś potrzebujemy, składamy zapotrzebowanie do sponsorów. A oni mają możliwość zaistnienia przed tysiącami uczestników Motoserca. Najczęściej są to firmy z branży motoryzacyjnej.

Piotr Radziwon:- Jednym ze sponsorów jest też nasze miasto, które w ten sposób jest współudziałowcem Motoserca. Ponadto, choć nie wszystkie pojazdy mogą mieć zgodę na wjazd na rynek, my nie mamy z tym żadnego problemu. Czyli patronat prezydenta jest więcej niż honorowy.

Piontek: - W skali kraju to wcale nie jest takie częste. Pamiętam, że u nas kiedyś była dyskusja, czy przystoi robić taką akcję u stóp pomnika marszałka Piłsudskiego. Było to akurat w roku, gdy w pobliżu Białegostoku odbywał się zlot Sokołów, przedwojennych polskich motocykli. Cennych krajowych konstrukcji, których dziś w ogóle nie mamy. Tych maszyn było kilkanaście z jeźdźcami w strojach wojskowych z epoki. Zaprosiliśmy ich do nas i myślę, że jeśli dusza Marszałka tam gdzieś krążyła, to się chyba ucieszył.

Czy tegoroczna parada będzie się czymś odróżniała od poprzednich?

Piontek: - Takich smaczków jak Sokoły tym razem nie mamy. Przejazd jest na tyle długi, żeby ta kolumna około 2000 motocykli nie zapętliła się.

Żeby czoło nie złapało własnego ogona?

Piontek: - Dokładnie. Przy czym podkreślam, że jest to parada motocyklowa. I choć wiele osób ma pokusę, żeby przy jej okazji pokazać się w starym wozie strażackim czy jakimś super samochodem, to przepraszam, ale nic z tego - to będą tylko motocykle.

Mamy też ogromną prośbę do młodzieży na skuterkach o pohamowanie emocji. Nie jest dobrym pomysłem podjeżdżanie pod motocykle ważące z 300 kg, warte nieraz 100 tysięcy złotych, wymalowane, wychromowane i trudniejsze w ogarnięciu niż ważący 100 kilo skuterek. Nie chcemy ani uszkodzeń motocykli, ani żeby komukolwiek puściły nerwy.

Piotr Radziwon: - Ale ambulans po znajomości przejedzie? Możemy jakoś wydechy podkręcić....

Piontek: - Ambulans duży, biały czy czerwony każdy zobaczy.... Zresztą on uosabia przewodnią myśl całej imprezy, więc jest na prawach specjalnych, wyjątkowo uprzywilejowany.

Motoserce to przede wszystkim akcja pobierania krwi. A na jakie imprezy towarzyszące można się nastawić?

Piontek: - Koncerty. To będzie najbardziej widoczne i słyszalne. One najbardziej przyciągają ludzi. Od kilku edycji opieramy się na zespołach lokalnych. W ubiegłym roku wpadł, całkiem przypadkowo i charytatywnie Closterkeller, ale generalnie otwieramy scenę - udostępnioną także niekomercyjnie - na lokalne kapele, które mają szansę się promować. Niektóre z nich początkowo chciały, żeby im coś zapłacić, ale dostosowały się do formuły, jaką proponujemy.

Zapraszamy więc w sobotę 18 kwietnia.

Piontek: - Od godziny 8 rano jesteśmy gotowi do pobierania krwi. Sponsorzy już wtedy wystawią swoje pojazdy... może nawet czołg postawimy... a o godz. 9 ruszy parada motocykli. Będą też animatorzy zabaw dla dzieci. A przy okazji apeluję, żeby pilnować maluchów: nas bardzo cieszy, gdy sprzęt się podoba; każdy z właścicieli motocykli wybłyszczy już i odchucha maszynę na wiosnę, ale uprzedzamy, że dotykanie ich nie zawsze jest lubiane przez właściciela, a czasem uwaga! grozi ostrym poparzeniem.

Czyli lepiej spytać, zanim posadzimy dziecko na ścigancie czy potężnym cruiserze?

Piontek: - Tak. Prosimy o trochę i ostrożności, i savoir vivre. Wiem, wiem, dziwnie to brzmi, gdy mówimy o motocyklistach...

Oj tam, oj tam... stereotypy już omówiliśmy.

Piontek: - Jak już mówiłem nie zwracam na nie uwagi. A imprezę robimy, bo chcemy i możemy. Nie ma co do niej dopisywać górnolotnych idei. Cel jest tak oczywisty. Każdy wie, jak potrzebna jest krew. I kropka.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

d
dryfus

słyszałem, że krwiobusik bahk bedzie 20 listopada w Białymstoku, czy ktos również sie wybria?

Dodaj ogłoszenie