Młody Białystok - co to znaczy?

Radosław Oryszczyszyn redakcja@poranny.pl
Radosław Oryszczyszyn jest pracownikiem naukowym Instytutu Socjologii Uniwersytetu w Białymstoku.
Radosław Oryszczyszyn jest pracownikiem naukowym Instytutu Socjologii Uniwersytetu w Białymstoku.
Hasło "Wschodzący Białystok" jest równocześnie obiecujące i ryzykowne, ponieważ odwołuje się do młodości. To prawda, tymi, którzy mogą zmieniać to miasto, są wyłącznie młodzi, trudno jednak przewidzieć, co wykluje się z tego żółto-czerwonego jajka.

Wschodzący Białystok" - za pomocą takiego hasła będzie promowany Białystok. Na razie wśród jego mieszkańców, ale niebawem również w całej Polsce. W słowniku języka polskiego czytamy, że "wschodzić" oznacza "kiełkować, krzewić się, rosnąć". Jest więc Białystok przyrównywany do nieukształtowanej, młodej rośliny, która - jeśli dać jej odpowiednie warunki - urośnie, wzejdzie, pokaże swoje piękno i wartość. Metafora ta - przyznajmy - nie jest pozbawiona uroku.

Należy się zgodzić z dla niektórych trudnym do zaakceptowania, a dla innych oczywistym faktem, iż Białystok jest trudny do rozreklamowania. Promocja to trudna sztuka akcentowania zalet i ukrywania wad. Nasze miasto nie jest pod tym względem wdzięcznym obiektem promocji. Nie jest miastem, którego kluczem marketingowym może być atrakcyjna zabudowa, nigdy też nie staniemy się potentatem inwestycyjnym ani międzynarodowym centrum turystycznym. Specjaliści od promocji naszego miasta, stosując podobną metodę wykluczania, doszli do wniosku, że tym, co nam pozostaje, tym, co powinno być owym marketingowym kluczem, jest młodość.

Czy mieli rację? Czy Białystok rzeczywiście jest młody? I czy młodość może być wartością? Spróbujmy na te pytania odpowiedzieć.

Młody metryką

Kiedy mówimy o Białymstoku, że to młode miasto, możemy mieć na myśli wiele różnych rzeczy. Po pierwsze, miasto może być młode metryką, czy to liczoną od momentu założenia, czy też od uzyskania praw miejskich. W tym rozumieniu młodości nasze miasto na pewno jest młode. Początki zwartego osadnictwa sięgają dopiero XV wieku, a prawa miejskie - co wszyscy wiedzą - Białystok uzyskuje dopiero w wieku XVII. Wiemy na pewno, że miasto posiadało je w 1692 roku, ale ile lat wcześniej, trudno stwierdzić, na pewno nie przed XVII wiekiem. Ciekawostką niech będzie fakt, że spośród miast wojewódzkich w Polsce tylko Katowice uzyskały prawa miejskie po Białymstoku, bo w 1865 roku.

Kryterium metrykalne nie jest jedynym, za pomocą którego możemy mówić o młodości bądź starości miasta. Tym bardziej powinniśmy się porozglądać za innymi kryteriami, że losy wielu ośrodków miejskich układały się różnie, niezależnie od swojej zamierzchłej, pięknej przeszłości. Metrykalna młodość Białegostoku nie musi więc wpływać na jego obecny rozwój lub regres.

Młody demograficznie

Drugim narzucającym się kryterium, do którego możemy się odwołać, są dane demograficzne. Według Rocznika Demograficznego 2007, publikowanego przez Główny Urząd Statystyczny, Białystok jest jednym z najmłodszych dużych miast w Polsce, jeśli chodzi o odsetek osób przed 25. rokiem życia. W skali kraju ten odsetek wynosi 27,50 proc, zaś w naszym mieście - 30,60 proc.

Oznacza to, że prawie co trzeci mieszkaniec naszego miasta nie osiągnął jeszcze ćwierćwiecza. Wśród miast wojewódzkich tylko Rzeszów i Olsztyn są pod tym względem "młodsze" od Białegostoku. Nasze miasto ma natomiast najniższy spośród wszystkich miast wojewódzkich odsetek osób po pięćdziesiątce. Dane statystyczne nie pozostawiają wątpliwości: pod tym względem Białystok jest bez dwóch zdań "młody".

Młody edukacją

Kiedy przyjrzymy się jeszcze wnikliwiej danym statystycznym, przekonamy się, że Białystok posiada jeden z największych spośród dużych miast w Polsce współczynnik osób pobierających naukę w szkołach różnego szczebla. Jeśli wyszlibyśmy na ulicę, to ponad co czwarty przypadkowo napotkany przechodzeń byłby uczniem czy to szkoły podstawowej, czy gimnazjum, czy to szkoły średniej lub wyższej. Co dziesiąty mieszkaniec naszego miasta jest studentem - żaków mieszkających w Białymstoku mamy prawie trzydzieści tysięcy. Do tego trzeba doliczyć prawie drugie tyle studentów zamieszkałych poza Białymstokiem, dojeżdżających tu na studia z różnych zakątków regionu i Polski.

Białystok pod tym względem niewątpliwie jest miastem akademickim. Odsetek osób w wieku studenckim zamieszkujących Białystok jest porównywalny z miastami takimi jak Kraków czy Wrocław, zaś wyższy niż w Łodzi czy Warszawie.

Młodość jako niedostateczność i niższość

Ktoś mógłby w tym miejscu przerwać i słusznie zapytać, na ile demografia i statystyczne wskaźniki mają się do rzeczywistości. Czy z tego, że mamy w mieście tak wielu młodych, miałaby wynikać jakakolwiek wymierna wartość, na tyle istotna, aby traktować ją jako sztandarowe hasło promocji Białegostoku na zewnątrz? Wielki Witold Gombrowicz wątpił, by z młodością mogło iść w parze coś więcej poza nią samą. Pisał wręcz: "Dla mnie młodość jest niedostatecznością i niższością we wszystkim, oprócz w jednej jedynej rzeczy: w tym, że się jest się młodym, w młodości jako takiej".

Oto wielki pisarz idzie w sukurs naszym specom od wizerunku, twierdząc, że z młodością nie może iść nic dobrego, poza niedostatecznością i niższością, dowodząc, że młodość jest wartością, rzekłby filozof, autoteliczną. Nie jest w niej nic wartościowego, poza nią samą. Filozof powiedziałby, że młodość jest czystą potencjalnością - możemy mieć wobec niej określone oczekiwania, lecz dopóki nie wytworzy czegokolwiek, jest wyłącznie niezrealizowaną możliwością.

Gdyby młodość wiedziała, gdyby starość mogła

Białystok jest miastem o wysokim współczynniku osób z wyższym wykształceniem. Badania przeprowadzone niedawno w Instytucie Socjologii Uniwersytetu w Białymstoku wskazują, że to właśnie ta grupa ma największy wpływ na budowanie kapitału społecznego miasta. Być może Gombrowicz nie miał racji, pisząc o niedostateczności i niższości młodych, być może młodość Białegostoku, jak chcą specjaliści z Eskadry, w końcu wykiełkuje, rozkwitnie i może warto eksponować ją na plakatach, spotach i billboardach?

Jak na razie, widać, że młodzi mieszkańcy Białegostoku, szczególnie studenci, ochoczo podchwycili hasło "Wschodzącego Białegostoku". Z dotychczasowych obserwacji wynika też, że młodym w większości podobają się zmiany urbanistyczne w centrum miasta. Jeżeli wybierzemy się wieczorem na miejski rynek, to bez trudu zauważymy, że ożywa on nie - jak się można było początkowo spodziewać - zbyt drogą jak na studencką kieszeń kawiarnią przy Ratuszu, ale młodzieżą przesiadującą na ławkach wzdłuż Lipowej czy gimnazjalistami na deskorolkach.

Warto od czasu do czasu przysiąść na jednej z tych ławek, by już po chwili przekonać się, że to właśnie młodzi przełamują psychologiczne bariery, zakodowane w pokoleniach mieszkańców miasta pozbawionego deptaka i rynku. To właśnie młodzi coraz liczniej paradują środkiem do niedawna zapchanej samochodami Lipowej, to oni również, idąc od pomnika Marszałka w stronę Delikatesów, nie przemykają pierzejami rynku, ale coraz śmielej przemierzają go samym środkiem.

Gdyby młodość wiedziała, gdyby starość mogła" - mówi stare (sic!) powiedzenie. Jego wydźwięk jest pesymistyczny nie tylko dlatego, że pokazuje odwieczne ograniczenia wynikające z upływającego czasu, ale również w jakimś sensie odpowiada na problem postawiony na samym początku, na który nie dał nam odpowiedzi nawet Gombrowicz. Choć nie wiemy, czego się po młodych spodziewać, pomimo ich, jak pisał twórca "Ferdydurke", niedostateczności, to młodzi białostoczanie mają największy wpływ na to, w jakim kierunku rozwija się miasto. I choć być może jeszcze nie do końca wiedzą, to jako jedyni mogą.

Bądź młody i siedź cicho!

Kiedy w maju 1968 roku na paryskie ulice wyszli studenci protestujący wobec powojennego porządku ustanowionego, ich zdaniem, bez ich wpływu i udziału, jednym ze sloganów wykrzykiwanych przez nich szczególnie często były słowa: Sois jeune et tais-toi! (Bądź młody i siedź cicho!). Na popularnej grafice z tych czasów, opatrzonej tym hasłem, widzimy potężny cień w czapce przypominającej nakrycie głowy De Gaulle'a, zakrywający usta stojącego na pierwszym planie młodzieńca.

Zmiany dokonujące się w ostatnim czasie w Białymstoku i tlący się pod ich powierzchnią konflikt pokoleń przypominają nieco sytuację sprzed czterdziestu lat. I wtedy tam, i dziś tu mieliśmy do czynienia z ugruntowanym status quo: stanem rzeczy być może nie najlepszym z możliwych, ale stanem, którego należało bronić dla świętego spokoju. Ustalony porządek został podważony przez młodych. Ci zbuntowali się przeciwko temu porządkowi i dzięki przewadze ilościowej oraz nadmiarowi energii, zapragnąwszy nowego, zburzyli stary ład. Tyle że, jak w tym powiedzeniu, choć mogli, nie wiedzieli, jak".

Wydaje się, że na tym właśnie polegają jednocześnie szansa i ryzyko hasła "Wschodzący Białystok". Tym, co może zmieniać to miasto, są wyłącznie młodzi, trudno jednak przewidzieć, co wykluje się z tego żółto-czerwonego jajka.

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

t
tomasz

Tekst się ewidentnie nie udał tym razem. Dużo formy, mało treści, poetyka niestety przypomina najgorsze czasy "Trybuny Ludu". Mam nadzieję, że nastepnym razem będzie lepiej

G
Gabrysia

Tym razem trochę nudno. I tekst zbyt przeestetyzowany. Ostatni akapit powinien być jak uderzenie młota. Niech Pan trochę popiszę następnym razem tym młotem. Zamiast Gombrowiczem. No i cały czas czekam na tych młodych, którzy coś zrobią i nie poprzestaną tylko na:
- narzekaniu
- narzekaniu i wyjeżdżaniu,
- karierze politycznej,
- tańczeniu,
- chodzeniu do kościoła,
- wyśmiewaniu Kaczyńskich i chodzenia do kościoła,
- promowaniu siebie w miejsce działania społęcznego.

że nie wspomnę o tej anonimowej masie popijaczy piwa, siedzących w oparach dymu w beznadziejnie urządzonych dyskotekach, przewalających się po Alfie i Białej w poczuciu "bycia europejczykiem", o tych wszystkich pożal się studentach rożnych niedorobionych kierunków ekonomicznych, dla których szczytem szczęścia jest nażreć się, napić się, pobzykać i jeszcze potem przez tydzień tym żyć. Świetlicki kiedyś pisał , że teraz ludzie żyją jak zwierzęta - aby było ciepło i brzuch pełny. Ciężko będzie z tym buntem. A najgorsze jest to, iż młodzi nawet nie wiedza, że starym taka sytuacja po prostu odpowiada, bo nie muszą martwić się o swoje stołki bo żadnej konkurencji nie mają, vide dyrektorstwo różnych instytucji kultury, liderzy partyjni, szefowie działów w różnych pismach, itp.

...

wschodzaca mlodziez kiedy chce cos
chce chociaz troszke i to czyni
tzn ze sie nudzi?
czy czyni to ze sie nie nudzi?
a moze to zwyczajna nadgorliwosc, i nalezy jej wyjsc na przeciw kontemplujac jesien
przez okno?

W
WWW.ZIELONI.REPUBLIKA.PL

....

Dodaj ogłoszenie