Miłość silniejsza niż śmierć. Niezwykła historia Przemka i Moniki

Monika Tatarczak [email protected]
Uczucie Moniki i Przemysława dało im siłę do walki i przywróciło radość życia.
Uczucie Moniki i Przemysława dało im siłę do walki i przywróciło radość życia. Monika Tatarczak
Kilka miesięcy życia - tyle dawali lekarze choremu na glejaka Przemkowi. A on wraca do zdrowia. Oto jak silna potrafi być miłość.

Guz pnia mózgu, operacja, niedowład, kolejne zabiegi, zakażenia, szpitale, ból, modlitwa, miłość i wiara, która przywraca życie, rehabilitacja i powolne wymazywanie z pamięci złych wspomnień. Taki ciężar spadł na skromne młode małżeństwo.

Ona pochodzi z Sienna w powiecie lipskim na Mazowszu, on z Ostrowca Świętokrzyskiego. "Przemysław Wielgus. Lat 25. Guz pnia mózgu" - ta krótka diagnoza zatrzymała czas w miejscu dla Moniki i Przemka.

Lęk i rozpacz kołatały małżeństwem z niespełna rocznym stażem, które dopiero układało życiowe plany. Miał być dom, samochód, praca, później dzieci i zwyczajne szczęśliwe życie - takie normalne, jak ma każdy.

Jeden cel: ratować życie

Aż nagle wizja śmierci. Tak nieoczekiwanej, tak niechcianej. Fakt, Przemek miał problemy z chodzeniem, drżeniem rąk, czasem miewał zawroty głowy i zmiany nastroju, ale lekarze podejrzewali co najwyżej miastenię, a po jej wykluczeniu - nerwicę.

W ten sposób po wielu miesiącach nieskutecznego leczenia zdezorientowany Przemek znalazł się w Klinice Psychiatrycznej w Łodzi. Dopiero tam poznał prawdziwą przyczynę swoich dolegliwości.

To właśnie psychiatrzy, a nie neurolodzy, zrobili mu rezonans głowy, który jednoznacznie wykazał guza rdzenia przedłużonego, do tego w miejscu nieoperacyjnym. Tylko jeden profesor zgodził się podjąć tak trudnego zabiegu.

- Mieliśmy wtedy tylko jeden cel - wspomina przez łzy Monika. - Ratować życie. Wspólnie podjęliśmy tę jakże ciężką, i wydawałoby się, jedyną słuszną wtedy decyzję.

Już nie ma szans

2 grudnia 2009 roku, po prawie dziesięciogodzinnej operacji, wywieziono Przemka z sali operacyjnej Kliniki Neurochirurgii w Sosnowcu. Guz częściowo został wycięty, jednak Przemek już nie wstał. Niedowład czterokończynowy i wizja przykucia do łóżka załamała nie tylko jego, ale całą rodzinę i ich bliskich.

- Gdy zobaczyłem Przemka po operacji, aż musiałem usiąść - ze smutkiem w głosie wspomina jego najlepszy przyjaciel Radek. Znali się od dziecka i zawsze mogli na siebie liczyć. Dziś Radek zapewnia, że nigdy to się nie zmieni i regularnie odwiedza Przemka nie tylko w domu, ale też w każdym szpitalu.

Bo od tego momentu minęło ponad dwa lata. Dwa lata cierpienia, niesłychanego bólu i walki o życie. Przemek przeszedł wiele zabiegów, w tym implantację zastawki komorowo-otrzewnowej, jej rekonstrukcję, rewizję stawów kolanowych z założeniem drenażu przepływowego oraz tracheotomię. Groziła mu nawet amputacja obu nóg.

Konsekwencją zabiegów były zagrażające życiu powikłania - zapalenie płuc z ropniakiem opłucnej, posocznica, ropień miednicy małej, ropień mózgu i trwające kilka miesięcy zapalenie stawów kończyn dolnych. Ponadto w kwietniu 2010 roku Przemek przeszedł wycieńczającą radioterapię.

Były momenty, że lekarze przygotowywali Monikę i rodzinę Przemka na najgorsze. Tłumaczyli, że jeszcze parę dni, że już nie ma szans, że stan jest beznadziejny, że nic się już nie da zrobić.
W tym czasie żona Przemka modliła się i wiernie nim opiekowała. W każdym szpitalu była z nim niemal dzień i noc. Karmiła go, pielęgnowała, czytała, uspokajała w chwilach załamania.
- Po prostu kocham go najbardziej na świecie. To mój mąż - tłumaczy krótko Monika.
Spotkał mnie dziś Pan

To dla niego zaczęła jeździć na msze święte z modlitwą o uzdrowienie, które są odprawiane w niektórych parafiach. Prosiła Boga o drugą szansę dla nich. Czy wysłuchał jej błagań? Przemek nigdy nie zapomni wizji, jaką otrzymał, kiedy Monika modliła się o jego uzdrowienie w oddalonych o 100 kilometrów Kielcach.

- Zobaczyłem Jezusa. Naprawdę! - opowiada niemal jednym tchem z promiennym uśmiechem na twarzy. - Pojawił się tak nagle przy moim łóżku, obszedł je dookoła i pochylił nade mną. Wyglądał niesamowicie.

W tym samym czasie scenę tę widziała Monika, będąc na mszy. Wracała do domu ze łzami radości w oczach. Zdążyła tylko wyjąkać: Pan cię dotykał. Przemek jej przerwał: Wiem, widziałem Go, czułem, On tu był.

Wiara czyni cuda

Od tego czasu Przemek jakby ożył. Wracała sprawność w rękach i nogach. A wcześniej, mimo rehabilitacji, efekty były mizerne. Według rodziców Przemka, zarówno fizjoterapia, jak i wiara w wyzdrowienie sprawiły, że to co kiedyś było prawie niemożliwe z punktu widzenia medycyny, stało się realne i to na ich oczach!

- Bóg zadziałał w życiu mojego syna - mówi z przekonaniem Ewa Wielgus, matka Przemka. - Widzę, że on powoli wraca do zdrowia, choć maleńkimi kroczkami, ale wraca. Cały czas wierzyłam, że tak będzie.

Dom, syn, drzewo

Tak ogromna poprawa stanu zdrowia Przemka zadziwiła lekarzy i fizjoterapeutów. Rehabilitant Jan Kowal pamięta, jaki był Przemek, kiedy poznali się w szpitalu po dwóch miesiącach od operacji.

- Jego stan był bardzo ciężki, nie mógł utrzymać pozycji siedzącej, nie mógł się obrócić, często następowały komplikacje. W krytycznych momentach rehabilitacja odbywała się nawet, kiedy był prawie nieprzytomny. Od czterech miesięcy jego stan diametralnie się poprawił. A co najważniejsze, jest zmotywowany, chętnie współpracuje.

Przemek przechodzi codziennie kosztowną rehabilitację. Monika znalazła fundację, która pomaga w zbiórce pieniędzy. W organizowanie pomocy angażują się bliscy i przyjaciele. - Przemek potrzebuje stałej specjalistycznej rehabilitacji i leczenia, a koszty znacznie przekraczają nasze możliwości - martwi się Monika. - Pozostaje mi tylko nadzieja, że jego walka i determinacja poruszą szlachetne serca.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

c
czeskiPilkarz
czasem chciałbym mieć w sobie tyle zapału i energii by kochać
M
Moderator
Dobry artykuł, daje do myślenia, dlatego podczepiłem.
Takich obrazków życiowych jest naprawdę mało.

ps. Przemek wracaj do zdrowia, na ile to się da.
p
piotr
zgadzam się w pełni z przedmówczynią
E
Eliza
Bardzo dziękuję Redakcji KP za ten artykuł, za piękne świadectwo wiary i miłości dwojga młodych ludzi. Takie historie też się dzieją obok nas, ale media rzadko o tym mówią.
Dodaj ogłoszenie