Miłka w teatrze TrzyRzecze. Wystąpił Krzysztof Grabowski

(uk)
Krzysztof Grabowski za każdym razem stara się grać "Miłkę" inaczej. Zmienia się scenografia i warunki, ale wysoka jakość gry pozostaje bez zmian. Aktor wprowadza nas w inny, szalenie wciągający świat.
Krzysztof Grabowski za każdym razem stara się grać "Miłkę" inaczej. Zmienia się scenografia i warunki, ale wysoka jakość gry pozostaje bez zmian. Aktor wprowadza nas w inny, szalenie wciągający świat. Urszula Krutul
Co się stanie, jeśli z dramatu na dwie osoby zabierzemy jedną, a tekst przedstawimy jako monodram? Jeśli zrobi to Krzysztof Grabowski, wiadomo, że będzie dobrze.

Kunszt tego (zdecydowanie jednego z najlepszych, jeśli nie najlepszego polskiego monodramisty ostatnich lat) aktora sprawia, że widz jest urzeczony. Grabowski przy pomocy samej modulacji głosu i gry świateł sam jeden na scenie potrafi zagrać wiele różnych postaci (świetnie to widać w "Patryku K."). Po raz kolejny na scenie białostockiego TrzyRzecza mogliśmy zobaczyć Grabowskiego, tym razem m.in. z "Miłką". To monodram oparty na "Piaskownicy" Michała Walczaka - dramacie pisanym na dwie osoby. Grabowski pokazuje, co pozostanie, kiedy zabierzemy Miłkę, jedną z głównych bohaterek, a zostawimy tylko Protazka.

Ciekawie robi się już na początku, kiedy aktor na scenę wchodzi oknem. Uprzednio wprowadza widzów w lekką konsternację, uderzając okiennicami, jakby chciał włamać się do teatru.

Później na scenę lecą zabawki - tworząc swoiste cmentarzysko - poduszka i Batman. Na końcu pojawia się Grabowski, jako Protazek - bohater dramatu. Ubrany jest cały na biało, w strój sterylny, od razu przywodzący na myśl piżamę. Poduszka zamienia się w Miłkę, drugą bohaterkę "Piaskownicy". Przyglądając się wnikliwie jednej z kobiet na widowni Grabowski rysuje twarz Miłki. Jest niczym malarz, stwórca. Sam aktor, poprzez prosty zabieg (przyłożenie głowy do sfatygowanego korpusu plastikowej zabawki) momentami staje się Batmanem.

Kiedy za oknem przejeżdżają samochody lub ktoś przechodzi, Grabowski sprawia wrażenie schizofrenika, któremu dźwięki przeszkadzają, bo usiłują wyrwać go z jego własnego świata. Świata fantazji, w którym ma Miłkę. Idealną kobietę, taką z którą można się bawić. I którą można się bawić. Kobietę, która mimo że pojawiająca się w wyobraźni Protazka, rozmawiająca z nim w jego głowie, stworzona przez niego, też potrafi zranić. Jej zdrada boli nawet bardziej niż zdrada realnej osoby. Bo jest to zdrada samego siebie.

Po kilkudziesięciu minutach goszczenia nas w swoim świecie, Protazek wychodzi, praktycznie bez słowa. Tą samą drogą, którą pojawił się na scenie - przez okno. Miłka zostaje unicestwiona, ponosi karę za zdradę. A jeśli nie ma już Miłki, to nie ma czego więcej szukać. Nie ma z kim więcej rozmawiać. Świat wyobrażeń znika. A Grabowski zostawia widzów z głębokimi przemyśleniami.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie