Metamorfozy Lalek. Hop Signor Theatre, Grodzieński Obwodowy Teatr Lalek, Wrocławski Teatr Lalek (zdjęcia, wideo)

Jerzy Doroszkiewicz
Jerzy Doroszkiewicz

Wideo

Zobacz galerię (56 zdjęć)
Hop Signor Theatre, Grodzieński Obwodowy Teatr Lalek, Wrocławski Teatr Lalek przedstawiły swoje spektakle podczas 3. Międzynarodowego Festiwalu Teatrów Lalek dla Dorosłych "Metamorfozy lalek".

Trzy teatry z trzech stron świata i trzy zupełnie różne sposoby narracji. Fascynujące, urzekające, wykorzystujące laski i ożywioną formę.

"Tabula Rosa" Hop Signor Puppet Theatre to miniaturowe przedstawienie greckich mistrzów. Zamknięta w pudełku sceneria pokoju pisarza i zmniejszający się główny bohater były osią narracji tego urzekającego spektaklu bez słów. Z idealnie dobraną muzyką, animacją marionetką wstrzymał oddech u widzów w różnym wieku i o różnej znajomości teatru lalek. Mistrzowie nie zawodzą.

Pozytywnie rozczarował Grodzieński Obwodowy Teatr Lalek i to pod wieloma względami. Tym razem postawił na komedię. To znacznie bardziej sensowny, niż egzaltowany, jak ostatnio można było oglądać na ekranie, pokaz inspirowany książką pamiętnikiem Romaina Gary'ego "Obietnica poranka". Starsi aktorzy starali się grać po polsku, pozostali grali po rosyjsku, wplatając polskie słowa. O białoruskim w tamtejszym teatrze nikt chyba nie słyszał. Mimo braku tłumaczenia, zamieniona w komedię o "nadmatce" opowieść oszałamiała ilością i pomysłowością w wykorzystaniu rekwizytów, plastycznością scen zbiorowych, szczególnie manufaktury kapeluszy. Ale też wykorzystanie szkieletów walizek do budowy wieży Eiffla czy aeroplanu albo czołgu była wręcz brawurowa. Publiczność, mimo pewnej bariery językowej, bawiła się chyba najlepiej na tym właśnie spektaklu.

W porównaniu do komedianckiego, farsowego charakteru "Obietnicy poranka", "Pomnik" wydawał się być pilnie odrobioną pracą inspirowaną pomysłami niezapomnianego Adama Słodowego. Ponieważ Wrocławski Teatr Lalek wraz z reżyserem Jiřím Havelką postanowił na scenie monument ze Stalinem na scenie pokazać, scenografia z natury musiała założyć pewne konstrukcje. I Wszystko właściwie zadziałało, tylko sama opowieść nie była porywająca. Znaczna część narracji odbywała się za prezydialnym stołem, a za komentarz robiły archiwalne zdjęcia. Apogeum zabawy były kolaże ukazujące możliwe warianty pomnika Stalina. Wreszcie kolejne etapy budowy, jeżdżące ciężarówki, robotnicy przy pracy - to wszystko idealnie wymyślone, ze spójną wizją graficzną, tylko... powtarzalne w pomyśle. Ale też i reportaż Mariusza Szczygła, który stanowił podstawę do stworzenia scenariusza "Pomnika" to królestwo słowa, gdzie dynamika nie jest istotna. W skrócie - aktorom udało się pomnik wznieść, zburzyć, ale trzęsienia ziemi nie było.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.