MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Mąż tyran terroryzuje rodzinę. Sąd i prawo nie pomogą

Janka Werpachowska [email protected] tel. 85 748 95 44
Lidia i jej córka Marzena z mężem i dzieckiem mieszkają w cichym, spokojnym domu. Niestety, nie swoim. Ten, który ogromnym wysiłkiem wybudowała Lidia, zajmuje mąż. I nie ma sposobu na to, żeby zmusić go do wyprowadzenia się.
Lidia i jej córka Marzena z mężem i dzieckiem mieszkają w cichym, spokojnym domu. Niestety, nie swoim. Ten, który ogromnym wysiłkiem wybudowała Lidia, zajmuje mąż. I nie ma sposobu na to, żeby zmusić go do wyprowadzenia się. Andrzej Zgiet
Cztery osoby musiały opuścić rodzinny dom w strachu przed agresją męża i ojca. Od kilku lat żyją w wynajętych mieszkaniach. Nie wierzą, że kiedyś odzyskają swoją własność.

Za kilka dni Lidia i Zdzisław spotkają się na sali sądowej, na pierwszej sprawie rozwodowej. Lidia cały czas boi się męża. Chociaż już nie mieszkają razem, nie grozi jej przemoc fizyczna z jego strony, krzyki i przekleństwa. Strach towarzyszy jej przez większość dorosłego życia.

Syndrom ofiary

Jak trzeba kochać - a może jak trzeba się bać - żeby trwać przy mężu tyranie przez długie lata, chociaż już od pierwszych miesięcy po ślubie było jasne, że niczego dobrego raczej się po nim nie można spodziewać.

Lidia była w ciąży, kiedy jej mąż został oskarżony o pobicie i próbę gwałtu na innej kobiecie. To było pół roku po ślubie. Jedyna córka Lidii, Marzena, urodziła się, kiedy ojciec odsiadywał trzyletni wyrok.

Dzisiaj Lidia przyznaje, że była naiwna, gdy zdecydowała się na trwanie przy mężu na dobre i na złe, tak jak przysięgała. I że uwierzyła w jego obietnice, że wszystko zmieni się na lepsze.

- Po wyjściu z więzienia nieraz podnosił na mnie rękę - opowiada Lidia. - Milczałam, starałam się schodzić mu z drogi. Myślałam, że tą taktyką coś osiągnę. Że on się uspokoi.
Wszystko na nic. Taktyka zawiodła. Któregoś dnia pobił ją mocniej niż zwykle. Trafił do więzienia. Wtedy pierwszy raz Lidia złożyła pozew rozwodowy. Niestety, szybko go wycofała, Bo Zdzisiek potrafił ją przekonać, że nie wiedział co robi po pijanemu, że to ostatni raz, że już teraz to będzie w ich domu tylko zgoda i miłość.

Ten nowy rozdział życia Lidia postanowiła rozpocząć w nowym domu. Miała oszczędności na mieszkanie dla córki. Wycofała je i kupiła działkę pod budowę. Akurat Zdzisław pracował, ona też, wydawało się, że wspólnie podołają trudowi wzniesienia od podstaw własnego domu.

Nadzieje spełzły na niczym. Mąż przestał pracować, za to zaczął regularnie pić, awanturować się, znęcać się fizycznie i psychicznie nad żoną i córką. A Lidia nie dawała za wygraną. Zaciągała kredyty, które sama musiała spłacać. Każdy grosz inwestowała w budowę wymarzonego domu.

W tych warunkach, kiedy utrzymanie rodziny, wychowanie córki, pilnowanie budowy i ponoszenie wszystkich kosztów z nią związanych spoczywało jedynie na barkach kobiety, jakimś cudem udało się zakończyć inwestycję. Po piętnastu latach, w roku 1994 rodzina wprowadziła się do własnego domu.

Terror zamiast sielanki

Zdzisław był zadowolony. Miał dom, żonę, która pracowała, dorastającą córkę. Uznał, że w tych warunkach nie opłaca mu się wychodzić do pracy. Za to otoczył szczególnego rodzaju opieką swoją pracującą żonę. Codziennie odwoził ją do pracy a potem przywoził z powrotem, do domu. Pilnował każdego jej kroku. Przejął całkowitą kontrolę nad pieniędzmi, które zarabiała Lidia.

Kiedy się ją pyta dzisiaj, dlaczego na to wszystko się godziła, kobieta ma jedną odpowiedź:
- Bałam się. I dalej się boję.

Wkrótce córka Lidii i Zdzisława wyszła za mąż. Zięć wprowadził się do nich. Urodziła się wnuczka. Poza tym wszystko było jak dawniej: Zdzisław rządził, awanturował się po pijanemu, brał się do bicia. A oni, jak zaczarowani, schodzili mu z drogi, starali się nie odpowiadać na zaczepki. Spłacali kredyty, Marzena z mężem partycypowali w utrzymaniu domu, bo ojciec nawet żądał, żeby za mieszkanie płacili mu dwa tysiące złotych miesięcznie.

Miarka się przebrała, kiedy agresja Zdzisława skierowała się przeciwko wnuczce. Lidia zrozumiała, że dziewczynkę czeka los taki sam, jaki Zdzisław zgotował swojej córce Marzenie, która od urodzenia żyła w atmosferze strachu i terroru.

Blisko pięć lat temu po raz pierwszy uciekli od Zdzisława. Odnalazł ich. Zaczął szantażować samobójstwem. Wnuczkę straszył, że widzi go ostatni raz. Prosił, żeby odwiedzała jego grób. Płakał, przyrzekał, że nie weźmie już alkoholu do ust, że pójdzie do pracy, będzie dbał o dom i rodzinę. Uwierzyli. Wrócili. Po to, żeby przekonać się, że te wszystkie obietnice nie były warte funta kłaków.

- Powtarzało się to z dziesięć razy - wspomina dzisiaj Lidia. - Uciekaliśmy i wracaliśmy. A on, chociaż błagał, żeby nie odchodzić, to kiedy już byliśmy z powrotem, zaczynał wyganiać z domu, awanturować się. Coraz częściej wzywałam policję. Po takich interwencjach na jakiś czas był spokój.

W październiku 2009 roku doszło do kolejnej awantury. Zdzisław uderzył Lidię tak mocno, że niemal przefrunęła przez pokój i półprzytomna upadła pod przeciwległą ścianą. Córka stanęła w obronie matki. Też oberwała. Jej obrażenia tak opisane zostały w wyroku, jaki zapadł w marcu 2012 roku: "Dokonał uszkodzenia ciała Marzeny Z. w ten sposób, że uderzył ją pięścią w twarz, co spowodowało u pokrzywdzonej obrażenia ciała w postaci sino-żółtawego podbiegnięcia krwawego w powiece dolnej oka lewego przechodzącego nieco na grzbiet nosa i policzek lewy i bolesność uciskową grzbietu nosa, nieznaczne skrzywienie grzbietu nosa w lewą stronę, co spowodowało naruszenie czynności narządu ciała na czas nieprzekraczający siedmiu dni".

Zdzisław został skazany na karę sześciu miesięcy pozbawienia wolności, której wykonanie warunkowo zawieszono tytułem próby na dwa lata.

- To już jego piąty czy szósty wyrok w zawieszeniu na dwa lata - mówi oburzona Marzena. - Wszystkie dotyczyły praktycznie tego samego, czyli znęcania się nad rodziną. W jednym przypadku chodziło o zniszczenie samochodu mamy - w ramach zemsty za to, że wyprowadziła się z domu.

- Niestety, to jest mit, że kolejny czyn przestępczy dokonany w okresie trwania zawieszenia, odwiesza automatycznie wyrok - mówi mecenas Wojciech Wójcicki, który prowadzi sprawy Lidii i Marzeny przeciwko Zdzisławowi. - Ale jestem pewien, że prędzej czy później ten człowiek trafi za kratki. A teraz te kolejne wyroki powinny ułatwić Lidii uzyskanie rozwodu z orzeczeniem winy męża.

Bo w końcu dojdzie do sprawy rozwodowej. Wprawdzie pozew był już złożony około trzech lat temu, jednak w związku z oczekiwaniem na kolejne wyroki w trwających procesach o znęcanie się nad rodziną, nie można było rozpocząć rozprawy. Po to, żeby nie odwlekać jej po raz kolejny, adwokat odradził Lidii rozpoczynanie teraz starań o zlikwidowanie wspólnoty majątkowej. Chociaż fakt, iż wspólnota wciąż trwa powoduje, że Lidia musi spłacać wszelkie zobowiązania finansowe. Zdzisław może dalej nic nie robić i spokojnie żyć w domu teoretycznie wspólnym.

Eksmisji nie będzie

Lidia z córką, zięciem i wnuczką mieszkają pod wspólnym dachem, jak najdalej od agresywnego męża, ojca i dziadka. Mają trochę spokoju, chociaż nie opuszcza ich niepokój o dom.

- Zrobił z niego hotel - mówi płacząc Lidia. - W każdym pokoju mieszka lokator. Mąż nie pracuje, więc to jest jedyny dochód. Wiem, że wyprzedaje nasz wspólny dobytek.
W związku z tym złożyła do sądu wniosek o eksmisję męża z ich wspólnego domu. Kilka dni temu zapadł wyrok: eksmisji nie będzie.

- Nie mamy jeszcze uzasadnienia na piśmie, ale sędzia powiedziała, że mama musiałaby mieszkać tam i być narażona na przemoc ze strony ojca, żeby mógł zapaść wyrok o eksmisji - mówi Marzena, która nie jest w stanie zrozumieć tego orzeczenia.

A mecenas Wójcicki dodaje:

- Niestety, litera prawa często rozmija się z duchem prawa. Sąd nie bierze pod uwagę tego, że mieszkając z katem, ofiara może nie doczekać korzystnego dla siebie wyroku.

Czytaj e-wydanie »

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na poranny.pl Kurier Poranny