Maturzyści zaczynają myśleć... pragmatycznie

Piotr Karol Suszczyński
Radosław Oryszczyszyn
Radosław Oryszczyszyn Fot. Wojciech Wojtkielewicz
Udostępnij:
Rozmowa z Radosławem Oryszczyszynem, socjologiem z Uniwersytetu w Białymstoku

Czy maturzyści potrafią zaplanować swoją przyszłość, a przede wszystkim wybrać odpowiedni dla siebie kierunek studiów? Czym najczęściej się sugerują?

Według ostatnich badań socjologicznych, maturzyści są coraz bardziej świadomi tego, jak ważna jest decyzja wyboru studiów. Świadczy o tym fakt, że najczęściej wybierają kierunki takie jak budownictwo czy informatyka. Przyszli studenci sugerują się więc w dużej mierze rynkiem pracy. Studia są dla nich kolejnym etapem, który należy ukończyć, aby podjąć następny. Z pewnością panujący obecnie kryzys stanowi punkt odniesienia, stąd świadome decyzje o podjęciu konkretnego zawodu. Można zatem stwierdzić, że ich świadomość o planowaniu swojej przyszłości jest większa niż jak to miało miejsce chociażby w latach 90.

Jak rozpoznać swoje predyspozycje, w kwestii podjęcia wyboru uczelni i czy warto studiować dwa kierunki jednocześnie?

Jeśli chodzi o podjęcie więcej niż jednego kierunku, wszystko zależy od możliwości samych studentów. Dla jednych studiowanie dwóch kierunków nie stanowi problemu. Dla drugich już niekoniecznie. Miernikiem określającym predyspozycje są na pewno oceny osiągane w liceum. Ważne są też wyniki z matury i zainteresowania.

Uczelnie oferujące humanistyczne kierunki często nazywane są fabrykami bezrobotnych. Z czego wynika więc wysokie zainteresowanie pedagogiką, socjologią czy kulturoznawstwem?

Jakiś czas temu w naszym instytucie prowadziliśmy badania. Pytaliśmy naszych studentów, co ich skłoniło do studiowania takich kierunków jak historia czy socjologia. Część ankietowanych stwierdziła, że to własne zainteresowania skłoniły ich do podjęcia określonych studiów. Z kolei inni studenci potraktowali swój wybór jako przedłużenie czasu na podjęcie tej właściwej decyzji. Podobnie jest z pozostałymi humanistycznymi kierunkami, także tymi, które pan wymienił.

Często pracodawcy są rozczarowani przygotowaniem studentów do pracy. Z badań przeprowadzonych przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości we współpracy z Uniwersytetem Jagiellońskim wynika, że 75 procent pracodawców miało trudności ze znalezieniem odpowiedniego pracownika. Skarżą się głównie na brak tzw. kompetencji miękkich czyli umiejętności komunikowania się i pracy w zespole.

Czy winę za to ponoszą szkoły wyższe i jak zmienić tę sytuację?

Kompetencje, o których pan wspomniał, nie muszą wynikać tylko z chęci danej osoby. Takich umiejętności jak komunikacja czy praca w grupie nie można się tak po prostu nauczyć. Wszystko zależy od charakteru i zdolności, przez co nie każdy kto ukończył marketing, może być dobrym menadżerem. Można oczywiście uznać, że część winy ponoszą uczelnie, ze względu na pewną archaiczność w nauczaniu. Odbywane zajęcia nie zawsze są dyskusją czy również samodzielnym pozyskiwaniem wiedzy. Wykładowca powinien być moderatorem w dyskusji. Nie zawsze jednak wywiązuje się z tej funkcji tak jak powinien.

Z czego wynika więc niewystarczające przygotowanie wykładowców do zajęć?

Jak już mówiłem, wynika to między innymi ze skostniałych sposobów nauczania. Niektórzy prowadzący nie są przekonani do nowoczesnych technologii. Do zawodu przygotowywali się w czasach, gdy były one jeszcze niedostępne. Nie wierzą, że można studiować przy pomocy Internetu, natomiast za około 20 lat praca na większości stanowiskach z wykształceniem wyższym będzie wymagała umiejętność korzystania z najnowszych nowinek technicznych.

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego stawia na kierunki ścisłe, zapewniając najlepszym studentom wysokie stypendia. Z kolei światowe firmy oferują miejsca pracy w swoich placówkach. Skąd wynika zapotrzebowanie na wykwalifikowanych specjalistów?

Specjaliści, którzy ukończyli ścisłe kierunki wpływają na dochód narodowy. Nic więc dziwnego, że ministerstwu zależy na dofinansowywaniu przyszłych inżynierów czy informatyków. Ten trend prawdopodobnie ulegnie zmianie. Z czasem może wyniknąć zapotrzebowanie nie na usługi czy produkcję, lecz na tak zwaną branżę kreatywną, która w dużej części będzie zasilać dochód narodowy, co już można zauważyć w Stanach Zjednoczonych. Mam tu na myśli dziennikarzy, malarzy, muzyków czy publicystów. Tworzenie nowych pomysłów może więc okazać się przyszłościową branżą.

Uczelnie często kuszą atrakcyjnymi ofertami, co niestety wynika ze strategii marketingowej, a nie z potrzeb rynku pracy.

W rzeczywistości promowane kierunki nie zapewnią pewnego zawodu, a tym bardziej konkretnego doświadczenia. Jak nie dać się zwieść reklamie i podjąć właściwą decyzję?

Dziś wykształcenie jest towarem i z tym trzeba się niestety pogodzić. Część uczelni, mimo wymyślnych strategii marketingowych będzie przegrywała. Wszystko dlatego, że maturzyści są coraz bardziej świadomi swoich wyborów.

Obecnie panuje trend studiowania, z kolei szkoły zawodowe nie cieszą się już takim powodzeniem, dlaczego i czy słusznie?

W chwili obecnej ta tendencja ulega zmianie. Bardzo wielu młodych ludzi zdaje sobie sprawę, że wykształcenie wyższe niekoniecznie może być im potrzebne. Również wyższe zarobki mają wpływ na podjęcie "fizycznego" zawodu. Można powiedzieć, że szkolnictwo zawodowe przeżywa renesans. Zmiany postępują, niestety wolno ze względu na to, że placówki uczące zawodu są własnością państwa, przez co są mniej elastyczne na obecne zapotrzebowanie rynku pracy.

Skąd taka zmiana w sposobie myślenia maturzystów?

Młodzi ludzie obecnie są o wiele bardziej pragmatyczni niż wcześniejsze pokolenia. Świadomie wybierają zawód, który chcą wykonywać. Również w mniejszym stopniu są rodzinni, a więc mniej oczekują od swojej rodziny. Chcą żyć na własną rękę i kreować własną przyszłość.

Licealiści coraz chętniej deklarują chęć studiowania poza Białymstokiem, często wybierając takie miasta jak chociażby Lublin, Łódź, Wrocław, Kraków, Poznań czy Warszawa. Zdarza się również, że tam pozostają ze względu na możliwość rozwoju swojej kariery.

Odsetek studentów w Białymstoku wynosi obecnie ok. 18 procent. Dla porównania Rzeszów - ponad 30 procent. W związku z tym, sieć usług w naszym mieście nie jest nastawiona tylko na studentów, gdyż ci są mniejszością. Z tego względu trudno jest mówić o szerokiej palecie możliwości. Z drugiej strony młodzi ludzie potrzebują zmiany w swoim życiu. Dlatego opuszczają swoje rodzinne miasto, aby się usamodzielnić i prowadzić własne życie. Moim zdaniem to naturalny proces związany z indywidualnym podjęciem decyzji. Poza tym w dzisiejszych czasach podróżowanie nie stanowi już takiej bariery jak kiedyś. Środki transportu i internet umożliwiają szybką komunikację, dzięki czemu odległości nie są aż takim problemem. Można przecież studiować w Białymstoku, mieszkając poza nim, dobrym przykładem są chociażby wymiany studenckie. Trudno zatem wywierać nacisk, aby było inaczej.

Dziękuję za rozmowę.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie