Matura za 5 złotych

Joanna Klimowicz
Nauczyciel zarobi tyle co nocny stróż. Egzaminator będzie sprawdzał maturalne prace w pośpiechu, przez dwa dni, zamknięty w szkole z innymi nauczycielami. - To warunki nie do przyjęcia - mówią białostoccy poloniści i odmawiają udziału w maturach.

Od miesięcy podlascy egzaminatorzy nie mogli doprosić się o szczegóły swego zadania. Do 10 lutego mają zadeklarować Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej w Łomży czy będą sprawdzać prace, a dopiero przedwczoraj w Białymstoku usłyszeli, co ich czeka. Większość wyszła z narady oburzona.

Nie chcecie, to nie pracujcie
Wreszcie, na tej naradzie - wprawdzie nieoficjalnie - padła cena sprawdzenia jednego arkusza: 7 złotych brutto. Ten arkusz to zarówno test, jak i wypracowanie. W ciągu dwóch dni (a raczej popołudni) egzaminatorzy będą musieli sprawdzić 50 arkuszy. Wypada 45 minut na arkusz. Stawka? Jakieś 6 złotych za godzinę. Dwa razy tyle dostają egzaminatorzy prawa jazdy. Nawet instruktorzy mają więcej - 8 złotych na godzinę.
Do tego na spotkaniu padła propozycja, by egzaminatorzy na własny koszt wyrobili sobie pieczątki z PIN-ami. Na głosy sprzeciwu przedstawiciel łomżyńskiej OKE zareagował: - Jeżeli państwu to nie odpowiada, możecie nie pracować jako egzaminatorzy.
- Nasza praca jest bardzo nisko ceniona. Na pewno nie zdecyduję się na podpisanie umowy. Te warunki są dla mnie nie do przyjęcia - otwarcie mówi Anna Kamionowska, polonistka z I LO w Białymstoku.
Wielu innych białostockich polonistów także odmawia. Ankiety wypełniło przedwczoraj tylko 10. Większość z nich przygotowuje dokumenty do awansu zawodowego na stopień nauczyciela dyplomowanego i muszą wykazać się pracą egzaminatora. Ale urzędnicy OKE nie obawiają się, że zabraknie im fachowców. Twierdzą, że mają mnóstwo zgłoszeń. Nie podają, ile.

Galop po arkuszach
- 7 złotych to tylko szacunki. Minister jeszcze nie ustalił stawek, a my nie będziemy podawać niesprawdzonych informacji - studzi emocje Jolanta Gołaszewska, wicedyrektor Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej w Łomży.
Na pytanie, czy egzaminatorzy mają zgłaszać się do pracy "w ciemno", nie wiedząc, za jakie pieniądze, odpowiada: - Jeżeli dla nauczyciela najważniejsze jest to, ile zarobi, to chyba minął się z powołaniem.
Nie tylko wynagrodzenie nie odpowiada egzaminatorom. Twierdzą, że sprawdzenie 50 prac w ciągu 15 godzin nie jest możliwe bez szkody dla ucznia.
- To wbrew higienie pracy umysłowej. Ja nigdy nie sprawdzam prac mojej 35-osobowej klasy w ciągu jednego dnia, bo w połowie przestałabym być obiektywna - mówi Maria Bartnicka, metodyk języka polskiego, która także nie będzie w tym roku pracować jako egzaminator.
Do krótkiego czasu trzeba doliczyć stłoczenie nauczycieli w dwóch lub trzech pomieszczeniach wynajętej szkoły, brak słowników, posiłku.
- Uważam, że 45 minut to dobry czas. Tylko pierwsze prace sprawdza się wolniej. Można się zmieścić w tym czasie - kwituje dyrektor Gołaszewska.
Poloniści kontrują: - Uczeń ma prawo wglądu do pracy i może egzaminatora pozwać do sądu. Spoczywa na nas ogromna odpowiedzialność.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie