Ponad rok temu , kiedy Neli jeszcze mieszkała na Białorusi, odwiedzili ją funkcjonariusze białoruskiej służby bezpieczeństwa KGB. Kobieta była tak przerażona, że przeszła zawał serca. Jej rodzina zaczęła więc poszukiwać legalnej możliwości, by Neli mogła jak najszybciej opuścić Białoruś. Udało się uzyskać wizę na Litwę.
Po wjeździe do Unii Europejskiej - na podstawie litewskiej wizy - Neli od razu przyjechała do córki do Polski i tutaj złożyła wniosek o ochronę międzynarodową.
Kilka miesięcy później szef Urzędu do Spraw Cudzoziemców zakończył postępowanie i zdecydował o przekazaniu Neli na Litwę. Zgodnie bowiem z tzw. rozporządzeniem dublińskim, kraj, który wydał cudzoziemcowi dokument uprawniający do wjazdu do strefy Schengen, jest odpowiedzialny za rozpatrzenie jego wniosku o ochronę międzynarodową. Jednak zgodnie z tym samym rozporządzeniem, państwa członkowskie UE mają prawo uwzględnić względy humanitarne, w tym więzi rodzinne.
Jesteśmy jej rodziną
30 września br. Neli otrzymała zawiadomienie o tym, że przekazanie jej na Litwę zostało wyznaczone na 6 października. Między otrzymaniem pisma a planowaną datą wyjazdu było zaledwie siedem dni. W tym czasie obrońcy Neli złożyli skargę do sądu.
3 października br. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie wstrzymał wykonanie decyzji o przekazaniu - do czasu rozpatrzenia sprawy merytorycznie. Posiedzenie wyznaczono na 28 października. Do tego czasu Neli pozostawała w Polsce pod ochroną sądu - decyzja o przekazaniu nie mogła zostać wykonana.
Przed sądem córka Neli - Katarzyna Vadanosowa - wystąpiła z listem, który wcześniej opublikowała na swojej stronie: „Moja mama ma 74 lata. Cierpi na wiele chorób - od artretyzmu po nadciśnienie, które często sięga 200 na 170. Jest wdową od 35 lat. Wychowywała mnie samotnie, ponieważ mój ojciec zmarł, gdy miałam cztery lata. Mama poświęciła całe swoje życie mnie, a później swoim wnukom. My - ja, moje dzieci i mąż - jesteśmy jej rodziną.
Mama uciekła z Białorusi po wizycie funkcjonariuszy KGB. Pewnie czytaliście w książkach o sowieckich represjach? W moim kraju dziś dzieje się to samo. Wczesnym rankiem do domu mamy przyszli ludzie po cywilnemu, przeprowadzili rewizję, grozili jej i poniżali. W ich obecności mama dostała zawału. Nie wezwali lekarza, za to później szantażowali mnie - pisali do mnie tutaj, do Polski, że jeśli nie zgodzę się na współpracę, moja mama umrze w więzieniu.
Powiedzieć, że się bałam, to nic nie powiedzieć. Oczywiście nie odpowiedziałam na ich groźby, ignorowałam listy, ale w tym samym czasie szukałam sposobu, by jak najszybciej wywieźć mamę z Białorusi.
Z Białorusi nie można wyjechać do Europy bez wizy. A Polska wtedy wiz nie wydawała - nikomu. Każdy mój poranek zaczynał się od pisania próśb o wizę dla mamy, ale nikt nie odpowiadał. A sprawa była pilna - jej serce nie przetrwałoby drugiej wizyty KGB.
W końcu, w rozpaczy, poprosiłam o wizę dla mamy przez jedną organizację praw człowieka. I udało się - ale otrzymała wizę litewską. Nie było jednak czasu na wybór - jaką dostała, na takiej musiała wyjechać.
Ja i moja rodzina mieszkamy w Polsce już trzy lata. Tutaj dowiedziałam się, że mam raka, tu przeszłam dwie operacje usunięcia piersi i węzłów chłonnych, chemioterapię, radioterapię, a obecnie jestem w trakcie hormonoterapii. Mój mąż ma cukrzycę typu 1 i jest insulinouzależniony. Moja córka to wzorowa uczennica, chodzi do ósmej klasy i kończy szkołę muzyczną. Mój jedenastoletni syn ma autyzm.
Pracuję jako dziennikarka i prezenterka telewizyjna, gram w amatorskim teatrze w Tykocinie, mam zespół muzyczny, w którym wykonuję własne piosenki oraz muzykę barokową. Zajmuję się również rekonstrukcją historycznych strojów - w Polsce miałam już trzy wystawy indywidualne, obecnie trwa czwarta, w Bielsku Podlaskim.
Moja mama przyjechała do nas ponad rok temu. Złożyła tu wniosek o ochronę międzynarodową, ponieważ nie może wrócić na Białoruś. Jest ciężko chora, a my jesteśmy jej rodziną.
Ale ma „grzech”: litewską wizę, na podstawie której wjechała do Polski. Z tego powodu jej sprawę o udzielenie ochrony międzynarodowej chcą przekazać do Litwy. A to oznacza, że również ją chcą tam odesłać. W Litwie nie ma nikogo. Walczymy o to, by mama mogła zostać z nami. Niedawno była o krok od deportacji do Litwy - tylko dzięki rozgłosowi i Waszemu wsparciu udało się ją zatrzymać.
Teraz znowu potrzebujemy Waszej pomocy, Waszej solidarności i człowieczeństwa. Proszę Was, byście przyszli na rozprawę sądową, która zadecyduje o naszym losie. Wierzę, że solidarność i humanizm potrafią czynić cuda. Proszę, bądźcie naszym wsparciem - bo boli mnie patrzeć, jak moja mama gaśnie ze strachu i rozpaczy, w których żyjemy już od roku. To wszystko jest bardzo bolesne i przerażające. Nie prosimy o nic więcej, tylko o to, by nasza rodzina mogła pozostać razem, by nas nie rozdzielano.
Obrona Neli Vadanosowej zakwestionowała zarówno legalność, jak i zasadność przekazania - sposób zastosowania kryteriów rozporządzenia dublińskiego oraz kwestie proceduralne. Ponadto, zdaniem obrońców, organ państwowy nie uwzględnił indywidualnych okoliczności sprawy.
Sąd zgodził się z tymi argumentami. Wziął pod uwagę wiek, stan zdrowia, a także fakt, że rodzina Neli mieszka w Białymstoku.
Podobny przypadek, ale z innym finałem
23 października br. Polska przekazała Litwie sprawę innej Białorusinki - 60-letniej byłej więźniarki politycznej Natalii Padleuskiej. Urząd do Spraw Cudzoziemców, tak jak w przypadku Vadanosovej, zdecydował o przekazaniu sprawy Litwie, która wcześniej wydała kobiecie wizę. Tymczasem Padleuska również ma silne związki z Polską: jej córka posiada polskie obywatelstwo, a matka - urodzona w Polsce - ma kartę stałego pobytu.
Padleuska - podobnie jak Vadanosova - zaskarżyła decyzję w sądzie. Jednak w jej przypadku Straż Graniczna nie dała siedmiu dni na reakcję i natychmiast wykonała decyzję o przekazaniu kobiety na Litwę.
24 października br. sąd orzekł, że sprawa o udzielenie ochrony międzynarodowej Natalii Padleuskiej powinna pozostać w Polsce. Teraz obrona Padleuskiej szuka sposobów, by sprowadzić kobietę z powrotem z Litwy.
Tekst został przygotowany we współpracy z MOST (media Białorusinów w Polsce). Więcej informacji na mostmedia.io
ZOBACZ TEŻ



