Marysię po narodzinach czeka skomplikowana operacja serduszka. Potrzeba jeszcze 200 tys. zł, a czasu do porodu jest coraz mniej

Magda Ciasnowska
Magda Ciasnowska
Marysia Lisiewicz wciąż jest jeszcze w brzuchu swojej mamy. Jednak już wiadomo, że od razu gdy tylko pojawi się na świecie, czeka ją skomplikowana i kosztowna operacja serduszka. Do porodu został niecały miesiąc, a do zebrania jest jeszcze prawie 200 tys. zł.
Marysia wciąż jest jeszcze w brzuchu swojej mamy. Jednak już wiadomo, że od razu gdy tylko pojawi się na świecie, czeka ją skomplikowana i kosztowna operacja serduszka. Do porodu został niecały miesiąc, a do zebrania jest jeszcze prawie 200 tys. zł.

Początkowo nic nie wskazywało na przyszły dramat dramat młodych rodziców w Białegostoku. Wiadomość o ciąży przyjęli z wielką radością. Pani Ania dbała o siebie, zdrowo się odżywiała, unikała wszelkich używek i stosowała suplementy. Początki ciąży były wręcz wzorowe. Problemy zaczęły się dopiero w 16 tygodniu.

- Lekarz prowadzący zasugerował, że coś jest nie tak z serduszkiem maluszka. Łzy kapały mi ciurkiem, nie mogłam wydusić z siebie słowa. Skierował nas na dodatkowe badania. Dni upływały mi na płaczu i rozmyślaniu, co jest źle. Czułam strach, którego nie da się opisać, który został ze mną do tej pory - przyznaje pani Ania.

Po echu serca przyszła diagnoza, która zwaliła rodziców z nóg. Okazało się, że ich córka ma szereg wad serca: bardzo duży ubytek w przegrodzie międzykomorowej, przełożenie wielkich pni tętniczych, zwężenie zastawki płucnej oraz zwężenie zastawki trójdzielnej z niedorozwojem prawej komory.

Ruszyli w podróż po Polsce, w poszukiwaniu specjalistów, którzy będą w stanie pomóc ich dziecku. Wszyscy twierdzili jednak, że taki zespół wad może być leczony tylko paliatywnie i polegać na szeregu operacji prowadzących do serca jednokomorowego

- A przecież nasza córeczka ma dwie pracujące komory! Tak to prawda, że prawa komora stanowi 1/3 wielkości lewej, że zastawka trójdzielna jest dwukrotnie za mała... Ale Marysia ma dwie komory... Z nimi ma większą szansę na życie!

Postanowili więc walczyć i zrobić wszystko, by dać swojej córce szanse na normalne życie. I w końcu znaleźli pomoc, 600 km od domu, w Krakowie. Po konsultacjach z prof. Edwardem Malcem znów płakali, jednak tym razem po raz pierwszy ze szczęścia. To on uznał, że Marysia ma szansę na zachowanie dwóch komór serca.

Taka operacja może odbyć jednak tylko w Niemczech, w klinice w Munster. Nie jest ona niestety w żaden sposób finansowana, a jej koszt znacznie przekracza możliwości rodziny.

Dlatego na stronie Siepomaga.pl ruszyła zbiórka pieniędzy.

Link do zbiórki TUTAJ

Czasu jest już coraz mniej. Termin porodu wyznaczono na 22 listopada, a brakuje wciąż prawie 200 tys. z potrzebnych 300 tys. zł.

- Do Niemiec wyjeżdżam już w ten weekend. Muszę tam oczekiwać, by "w razie co" być już na miejscu, żeby Marysia była bezpieczna - mówi pani Ania. - Drżę na samą myśl o porodzie...Musimy zapewnić jej najlepszą z możliwych opiekę tuż po narodzinach. Zegar nieubłaganie tyka. Mijają dni, tygodnie. Do porodu została już tylko chwila. Prosimy, z całych sił prosimy Was o wpłaty. O pomoc. O modlitwę. Jesteśmy już spakowani i czekamy. Gdy tylko uda się uzbierać środki wyruszamy w drogę do Niemiec, w drogę po zdrowie i życie dla naszego Skarbka, który siedzi u mnie w brzuszku.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

e
edi

Co kaczyński na to?

Dodaj ogłoszenie