Marian Kmita: Jerzy Brzęczek -„Lis pustyni”? (Komentarz)

Marian Kmita, dyrektor Polsatu Sport
Bartek Syta
Tydzień temu pisałem w tym miejscu, że polscy piłkarze i ich trener nie wiedzą dlaczego wygrali w Skopje. Takie wtedy miałem wrażenie, a teraz dodam, że po izraelskiej euforii, dalej nie jestem pewien, czy nasz sztab szkoleniowy ma patent na kontynuowanie zwycięskiej passy w następnych meczach - pisze w swoim felietonie Marian Kmita, dyrektor Polsatu Sport

A ten brak zaufania do logicznych podstaw działania naszych trenerów opieram na kolejnej przypadkowości zdarzeń na Stadionie Narodowym. Oczywiście - zwycięstwo 4:0 smakuje wspaniale z każdym przeciwnikiem i czepiać się nie ma co. Chodzi jednak o to, co się stanie z naszym zespołem na wypadek awansu do turnieju finałowego ME, a raczej w jakim stylu tam zagra. Wszak cały czas w pamięci mamy nie francuskie, udane Euro Adama Nawałki, a jego tragiczny - rosyjski Mundial i raczej tego samego boimy się w roku 2020. A tam przeciwnicy nie będą już z półki Izraela, który ostatnio dwa raz z rzędu kończył eliminacje do wielkich turniejów na czwartym miejscu w grupie. Tam znowu możemy trafić na Niemcy, Portugalię czy Włochy a chciałoby się być dumnym z naszych chłopców jak w ostatni poniedziałek na Narodowym.

A propos Portugalczyków, to miałem okazję obejrzeć w Porto ich mecz przeciwko Holendrom, w finale Ligi Narodów. I nie powiem, że to był futbol z innej galaktyki i że naszych graczy, przy odpowiednim prowadzeniu taktycznym i elementarnej odpowiedzialności na boisku, nie stać na taką grę. Oczywiście, że stać, bo co najmniej czterech z nich, czyli Robert Lewandowski, Krzysztof Piątek, Arkadiusz Milik i Piotr Zieliński - w różnych specjalistycznych zestawieniach stale znajduje się w pierwszej setce najdroższych piłkarzy świata.

Na tym można i trzeba już coś mądrego budować. Pytanie tylko kto i kiedy to zacznie robić. Złośliwi twierdzą, że ten proces już trwa, a jego głównym inżynierem jest Robert Lewandowski, a nie Jerzy Brzęczek, i to właśnie za jego sprawą kadra zagrała w końcu na dwóch napastników z Piątkiem na „9” i kapitanem narodowej drużyny na „10”. I powiem szczerze, jest mi zupełnie obojętne co tam w środku kadry się dzieje i jakie są relację pomiędzy selekcjonerem a Lewandowskim. Liczy się jak skorzystamy z naszych teoretycznych możliwości. Mamy przecież gigantyczny potencjał ofensywny i to w skali całego piłkarskiego świata. Dlatego powinniśmy z niego korzystać w każdym meczu.

Tak jak z Izraelem przećwiczyliśmy skutecznie dwa warianty z Lewandowskim i Milikiem na „10”, i Lewandowskim i Piątkiem na „9” to jeszcze jest wariant rezerwowy Piątek „9” z Milikiem „10” i to też kiedyś trzeba sprawdzić. Jeśli dodamy do tego ustabilizowanie formy Zielińskiego, a myślę, że to niestety będzie najtrudniejsze, to niech się nas boją wszyscy wielcy.

W poniedziałkowy wieczór wymieniliśmy z Olafem Lubaszenko kilka sms-ów, ciesząc się ze zwycięstwa drużyny Brzeczka. W ostatnim Olaf napisał: „..zawód trenera ciekawy - w piątek trener bez pomysłu, koncepcji, charyzmy - w poniedziałek strateg i przywódca niczym Erwin Rommel, słynny „Lis pustyni”. I tak to już było, jest i będzie. I moim zdaniem, używając porównania Olafa, lepsze dwa „Lisy pustyni” w naszej kadrze niż żadnego.

UEFA przygotowała ściągę dla komentatorów

Wideo

Materiał oryginalny: Marian Kmita: Jerzy Brzęczek -„Lis pustyni”? (Komentarz) - Polska Times

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie