MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Marek Malinowski: Moje drogi z PiS się rozeszły

Andrzej Kłopotowski
Andrzej Kłopotowski
Marek Malinowski odszedł z PiS i wszedł - jako radny niezależny - do wojewódzkiej szerokiej koalicji "jasnej strony mocy". Dostał fotel wicemarszałka.
Marek Malinowski odszedł z PiS i wszedł - jako radny niezależny - do wojewódzkiej szerokiej koalicji "jasnej strony mocy". Dostał fotel wicemarszałka. fot. Wojciech Wojtkielewicz
Przez lata związany był z Prawem i Sprawiedliwością. Obecnie jest wicemarszałkiem woj. podlaskiego w koalicyjnym zarządzie, na czele którego stoi Łukasz Prokorym, lider białostockiej PO. Po tym, jak Marek Malinowski przeszedł na „jasną stronę mocy”, starzy koledzy nazwali go „zdrajcą”, a na głowę jego – i Wiesławy Burnos, która też weszła do nowego zarządu – wylała się fala hejtu.

Jak się panu pracuje w nowym zarządzie?

- Dziękuję, dobrze. Obecnie nadzoruję departamenty: infrastruktury i transportu, edukacji i sportu oraz innowacji i przedsiębiorczości. Sprawuję też pieczę nad Podlaskim Zarządem Dróg Wojewódzkich. To trudny i odpowiedzialny zakres obowiązków, ale lubię wyzwania i wiem, że w tym obszarze jest wiele do zrobienia dla naszego regionu.

Pan był związany z PiS-em od lat.

- Od 2001 roku. Do PiS wprowadzali mnie śp. Krzysztof Putra i Krzysztof Jurgiel. Wewnętrzne tarcia w partii zawsze były. Ale to, co stało się w ostatnim czasie, było przekroczeniem pewnej czerwonej linii. Decyzja o odejściu była dla mnie trudna, ale narósł we mnie bunt wobec tego, co się dzieje.

Do przekroczenia czerwonej linii jeszcze wrócimy. Mam wrażenie, że struktury PiS zamieniono na spadochroniarzy.

- Struktury były silne. Był prowadzony wewnętrzny dialog. Obecnie większość decyzji jest narzucana. Podam przykład: podczas jednego z posiedzeń zarządu wojewódzkiego PiS w okresie przed wyborami samorządowymi został wprowadzony zakaz zabierania głosu przez pełnomocników powiatowych. To przykład braku demokracji w partii. Jacek Sasin, który nadzoruje PiS w województwie, nie znał ludzi z terenu. Przez to nie mógł poznać ich opinii dotyczącej ważnych dla regionu spraw.

Między panem a Jackiem Sasinem i byłym marszałkiem Arturem Kosickim nie grało?

- Nie grało przede wszystkim między mną a Kosickim. Jedyną pretensję do Sasina mam taką, że zatwierdzał pomysły Kosickiego, a innych nie słuchał. W zarządzie województwa Kosicki skupił większość kompetencji wokół siebie. Ignorował i pomijał członków zarządu. Zarząd to organ kolegialny, inaczej niż w przypadku prezydentów czy burmistrzów miast, którzy pochodzą z bezpośrednich wyborów i jednoosobowo tworzą organ wykonawczy. Już prawie trzy lata temu mówiłem również, że od reprezentowania samorządu województwa są członkowie zarządu, a nie sekretarz, dyrektor gabinetu czy rzecznik prasowy.

Wróćmy na chwilę do czasu sprzed wyborów. Zaczyna się układanie list do samorządu. Co panu zaproponowano?

- Niewygodne osoby, które mogły być zagrożeniem, były wycinane lub przesuwane na dalsze miejsca. Nie było na liście Jadwigi Zabielskiej, nie było Krzysztofa Kondraciuka, który raz źle zagłosował i podpadł Kosickiemu. Podobnie Piotr Modzelewski z Łomży. Błędem było wystawienie Mariusza Gromki na południu regionu, a nie w Białymstoku. Ja też mówiłem niewygodne rzeczy i okazało się, że mam być na liście czwarty. To chytra i pokraczna logika, ale – jak zostało stwierdzone – „Marek sobie poradzi”. Idąc tym przewrotnym sposobem myślenia np. Marek Olbryś czy Artur Kosicki też powinni postawić się na piątym, szóstym czy siódmym miejscu, bo też by sobie poradzili. Jeżeli jednych się popiera, a innych zwalcza, to jak później współpracować? Wielu to widziało, ale zagryzało wargi.

Wyniki ostatnich wyborów są dla PiS takie, jakie są. Zaczynacie rozmowy o tworzeniu koalicji większościowej. Wszyscy skupiają się na Stanisławie Derehajło…

- Po wyborach w 2018 roku w naszej szesnastce były szczere rozmowy. Dogadaliśmy się wtedy z pominięciem góry partyjnej. Teraz rozmów w naszej piętnastce nie było. Od początku wiadomo było, że z kimś trzeba się dogadać, bo PiS samodzielnej większości nie miał. Na początku maja nic nie było dogadane. Rozmowy z Derehajło, Platformą i PSL zakończyły się fiaskiem. Z kolei Sasin twierdził, że prawie wszystko jest dogadane. Tylko jak wszystko jest prawie dogadane, to nie wnioskuje się o odłożenie sesji na trzydzieści parę dni, tylko na tydzień, żeby dograć jedynie pewne sprawy wewnątrz.

Pan był już wtedy dogadany z drugą stroną?

- Moja rozmowa trwała około 15 minut. To było w dniu sesji. Nie chcę zdradzać kulis tych rozmów.

Co pana przekonało? Coś musiało zaiskrzyć, żeby człowiek z PiS przeszedł na drugą stronę i dał swoją twarz, swoje poparcie Łukaszowi Prokorymowi i szerokiej koalicji PO, PSL i Polski 2050.

- My, jako samorządowcy, jesteśmy od tego, żeby budować drogi, remontować szpitale, stwarzać warunki, by mieszkańcom województwa podlaskiego żyło się lepiej, wygodniej i bezpieczniej. Wielką politykę zostawmy posłom w Sejmie i rządowi. My mamy mieć wpływ na to, co dzieje się w naszym regionie.

I nowa koalicja w sejmiku dała panu taką możliwość?

- Oczywiście, że tak. Po to jest się radnym czy wicemarszałkiem, żeby mieć istotny wpływ na to, co dzieje się w województwie. Wyborcy w moim okręgu wyborczym mówili mi często, że głosowali na konkretnego człowieka, a nie na partię.

Po tym, co się zdarzyło, w mediach pojawiło się dużo hejtu, został pan nazwany „zdrajcą”. Jak pan to odbierał?

- Nie czułem, że zrobiłem tak, jak zostało to ujęte. W polityce często tak jest, że dochodzi do różnicy zdań i drogi się rozchodzą. Obecnie moje drogi z PiS się rozeszły. Oczywiście takiej reakcji ze strony kolegów się nie spodziewałem, ale ta reakcja utwierdziła mnie w przekonaniu, że zrobiłem słusznie.

Jak pan powiedział – odejścia z partii to codzienność. Na polu białostockim np. mieliśmy transfery w drugą stronę.

- Pan marszałek Artur Kosicki zaczynał pracę w urzędzie miasta, był pracownikiem prezydenta Tadeusza Truskolaskiego. I z tego co wiem, był nawet doradcą prezydenta Truskolaskiego. Dyrektor jego gabinetu Robert Jabłoński był w Platformie, Mariusz Nahajewski był w Platformie, Katarzyna Siemieniuk, Piotr Jankowski, Jacek Chańko też. To wszystko osoby obecnie związane z PiS. Jeden z tych, który najgłośniej krzyczał – Sebastian Łukaszewicz – też dokonał transferu z PiS do Solidarnej Polski, m.in. dlatego, że będąc członkiem Solidarnej Polski mógł liczyć na stanowisko wicemarszałka województwa.

Wróćmy na gorącą sesję sejmiku. Łukasz Prokorym mówi, że godzi się, by zostać marszałkiem, a na wicemarszałków proponuje Wiesławę Burnos i Marka Malinowskiego. Jak zapamiętał pan reakcję koleżanek i kolegów z pana dawnej partii?

- Reakcja była nerwowa.

Sasin i Kosicki próbowali coś zrobić?

- Kosicki i kilku radnych próbowało z nami rozmawiać. Chcieli zatrzymać dalszy bieg zdarzeń. Ale – jak widać – nie udało się. Brakowało szczerej, otwartej rozmowy wśród 15 radnych, a wiem, że rozmowy w mniejszym gronie były i tylko zastanawiano się, jak do swojej wersji przekonać pozostałych radnych.

W PiS-ie pan już nie jest?

- Złożyłem rezygnację z członkostwa w PiS z dniem 7 maja.

Jest pan bezpartyjny?

- Tak. Jestem bezpartyjny. Tak jak Wiesława Burnos. Mamy obecnie zarząd koalicyjny, w którym są osoby z Platformy Obywatelskiej, PSL i niezależni. Natomiast w sejmiku w koalicji jest jeszcze radny Polski 2050.

Niezależny i tak zostaje?

- Obecnie tak. Czas pokaże, co będzie później.

Czy PiS jest jeszcze partią demokratyczną?

- Jeśli chodzi o województwo podlaskie, ma to z demokracją coraz mniej wspólnego m.in. poprzez działania Sasina i Kosickiego –  były i są narzucane rozwiązania odgórne. To oni z Jurgiela zrobili kozła ofiarnego. Za to, co działo się w sejmiku, odpowiada głównie Kosicki. Odsuwał starych działaczy, forsował dawnych członków Platformy Obywatelskiej, „ziobrystów” i swoich najbliższych współpracowników. Natomiast Sasin firmował pomysły Kosickiego przy prowadzeniu kampanii do sejmu i senatu a później do samorządu, czego efektem okazał się brak większości w sejmiku. Ale ja już członkiem PiS-u nie jestem, to już nie moje zmartwienie. Chciałbym się teraz skupić na pracy na rzecz województwa.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Ślubowanie olimpijczyków - wywiad Przemysław Zamojski

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na poranny.pl Kurier Poranny