Marcin Burkhardt nie odstawia nogi

Tomasz Dworzańczyk
Marcin Burkhardt pod koniec sezonu złapał formę i pokazuje się z dobrej strony. Przeciwko Górnikowi należał do silnych punktów Jagiellonii
Marcin Burkhardt pod koniec sezonu złapał formę i pokazuje się z dobrej strony. Przeciwko Górnikowi należał do silnych punktów Jagiellonii Anatol Chomicz
W końcówce sezonu bardzo dobrze zaczął grać Marcin Burkhardt, który dotychczas nie był ulubieńcem kibiców. 29-letniego pomocnika schodzącego po godzinie gry z Górnikiem Zabrze żegnała tym razem burza braw.

Fani żółto-czerwonych w ten sposób docenili zaangażowanie Burkhardta, który popisał się kilkoma udanymi zagraniami, nie unikał walki i co ciekawe, wykonał nawet kilka wślizgów, a jeśli chodzi o tego piłkarza jest to dość rzadko spotykany wyczyn.

- Te wślizgi to jeszcze pozostałość po występach w szwedzkiej lidze, gdzie sporo gra się właśnie w ten sposób. Ale przede wszystkim chciałem też udowodnić, że nie jestem wcale papierowym zawodnikiem, że nie odstawiam nogi, jak często się o mnie pisze, czy mówi - tłumaczy Burkhardt.

O tym, że rozgrywający Jagiellonii ma talent nie trzeba nikogo przekonywać. Niestety, jego kariera nie nabrała takiego rozpędu, jak powinna. W Białymstoku, do którego trafił ponad dwa lata temu, ma jak dotąd lepsze i gorsze momenty. Po w miarę udanym początku, przyszły trudne chwile. Na tyle, że zimą tego roku piłkarz nosił się nawet z zamiarem zmiany barw klubowych. Kolejną szansę Burkhardt otrzymał jednak od trenera Tomasza Hajto.

Marcin Burkhardt dograłby do końca, jeśli trzeba

I choć wiosnę piłkarz zaczął nieszczególnie, to w spotkaniach z PGE GKS Bełchatów i ostatnio z Górnikiem należał do najlepszych graczy na boisku. Przeciwko zabrzanom wybiegł nawet w podstawowej jedenastce.

- Dostałem szansę i okaże się, czy ją wykorzystałem. Pod względem fizycznym czułem się całkiem dobrze, choć w poprzednich meczach grałem tylko końcówki, po 10-15 minut. Trener mnie zmienił pół godziny przed końcem, ale jakby trzeba było, to pewnie dograłbym spotkanie bez problemu. Pewnie jednak z boku widać więcej, bo w miarę upływu czasu mogły zacząć się robić już odstępy i dziury w środku boiska. Stąd szkoleniowiec postawił na Łukasza Tymińskiego, który mnie zastąpił - tłumaczy Burkhardt.

Końcówka sezonu to czas, w którym piłkarze grają o swoją przyszłość w klubie i kontrakty - tak zapowiedział zresztą niedawno trener Hajto. Pierwszy szkoleniowiec Jagi wraz z pomagającym mu Dariuszem Dźwigałą z pewnością myślą już o przyszłości. Czy Burkhardt dobrym finiszem zapewni sobie miejsce w kadrze białostockiego zespołu na następny sezon?

- Ja mam ważny kontrakt z klubem jeszcze przez półtora roku, natomiast nie wiem, jak inni widzą moją przyszłość w Białymstoku. O to trzeba byłoby zapytać szefów klubu - kwituje pomocnik Jagi.

Trzy szanse, żeby coś udowodnić

Przed Burkhardtem, jak zresztą innymi piłkarzami Jagi, mającymi coś do udowodnienia, jeszcze trzy mecze tego sezonu. Najlepszą okazją, żeby pokazać swoją wartość będzie choćby najbliższe spotkanie w Warszawie z aspirującą do tytułu mistrzowskiego Legią.

Czytaj e-wydanie »

Zaplanuj wolny czas - koncerty, kluby, kino, wystawy, sport

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

n
nikt
Nikt już się nie nabierze na te twoje zwyżki formy Marcinku.
p
pcjent
Całą rundę zerowy poziom, a tu jeden mecz coś się chciało. Podziękować. Tyle kasy za wykup, teraz perwnie ok 30 tys. miesięcznie.

Na zieloną trawkę!!! pa
Dodaj ogłoszenie