Ludzie uwierzyli, że mają siłę i mogą wiele zmienić

Redakcja
To był czas odwagi, wiary, że potrzeba zmian, że warto o to walczyć. Domagano się m.in. zniesienia cenzury i wolnych sobót.

Historia

Był sierpień 1980 r, rozpoczęły się strajki na Wybrzeżu - opowiada Roman Wilk, który wówczas pracował w białostockim zakładzie Unitra Biazet. - Informacje o tym docierały do nas głównie z radia Wolna Europa czy Głosu Ameryki.

W zakładzie szybko pojawiła się inicjatywa, by tworzyć związki zawodowe. Niemal 100 proc. załogi zapisało się do nowego związku, w nazwie którego później pojawiła się Solidarność . Biazet był wówczas jednym z większych zakładów - zatrudniał około 3 tys. osób. Wszelkie postulaty, które pojawiały się na szczeblu krajowym były przenoszone do białostockich zakładów pracy. Związek zabiegał o wiele spraw, m.in. wolne soboty, poprawę stosunków i warunków pracy a także, jako, że był to wielki ruch społeczny, w którym umieścili Polacy swoje nadzieje, o zniesienie cenzury i uwolnienie więźniów politycznych.

- Utworzyliśmy komisję informacyjną na terenie zakładu, wywalczyliśmy pełny dostęp do radiowęzła i poligrafii. W cyklicznych audycjach przedstawialiśmy sytuację w kraju i w regionie. Podawaliśmy informacje wolne od propagandy - opowiada Wilk.

Ludzie z Biazetu uczestniczyli w różnych inicjatywach, które powstawały na szczeblu regionu i miasta. Dużo działo się w pierwszych miesiącach 1981 r. Trwały rozmowy z władzami województwa i miasta m.in. o złej sytuacji w służbie zdrowia, oświacie i wychowaniu przedszkolnym. Na te cele Solidarność proponowała adaptować źle wykorzystywane budynki. Pojawiały się prowokacje: podpalenie Simoniuka, podpalenie mieszkań mec. Niemotki i przewodniczącego Gołębiewskiego, pobicie przez MO w Kuźnicy Białostockiej, którego efektem było pogotowie strajkowe w całym regionie.

- Wszystko co działo się w kraju, odbywało się i u nas - mówi Roman Wilk. - Kiedy podczas pogotowia strajkowego Wałęsa "dogadał się" z władzą i nie doszło do strajku, wielu ludzi reagowało na tę decyzje negatywnie.

Gotowość i napięcie były tak duże, że pracownicy uważali, że strajk musi się odbyć. Sądzili, że stracili szansę na zdecydowane zmiany w kraju.

- Ludzie, którzy urodzili się po tych wydarzeniach nie będą w stanie wyobrazić sobie atmosfery jaka panowała w wMKZ, tego zaangażowania, aktywności - wspomina Wilk. - Pracowaliśmy od świtu do nocy, do Międzyzakładowego Komitetu Założycielskiego przychodziły tłumy ludzi z różnymi problemami: osobistymi, społecznymi, zakładowymi. Ludzie uważali, że tylko Solidarność może coś zrobić. Trwało to aż do stanu wojennego.

Kiedy 21 czerwca 1981 r. Solidarność wyświęcała swój sztandar w uroczystościach, które odbywały się na Dziesięcinach, uczestniczyły tłumy. Później kilkanaście tysięcy przeszło w marszu na ul. Świętojańską, gdzie mieścił się MKZ.

- Ludzie wierzyli, że mogą wpływać na sprawy, które ich dotyczą - wspomina nasz rozmówca. - Niestety później generał w ciemnych okularach te nadzieje zniszczył.

We wrześniu 1980 r. na Politechnice Białostockiej powstał Niezależny Samorządowy Związek Zawodowy, który później przekształcił się w NSZZ Solidarność.

- Ale nie wszystkie osoby do niego przeszły, szło to dość opornie, bo nie wszyscy chcieli być w Solidarności - opowiada Tadeusz Waśniewski, który wówczas pracował na Politechnice Białostockiej.

- O co walczyliśmy? O to samo co Węgrzy w 1956 r. - opowiada. - Chcieliśmy zwiększyć niezależność od Związku Radzieckiego. Nam nie chodziło o typową działalność związkową, istniał przecież ZNP, do którego wszyscy byli zapisywani z automatu. Ale dzięki nowemu związkowi można było przyspieszyć proces demokratyzacji. Chodziło o poszerzenie marginesu wolności, demokracji. Chcieliśmy ukrócić dyktatorską władzę PZPR, oddzielić władzę polityczną od gospodarczej.

Dodaje, że na topie był wówczas program ekonomiczny prof. Stefana Kurowskiego, w którym znalazły się elementy gospodarki wolnorynkowej. Program ten zakładał odejście od centralnego sterowania.

- Kiedy generał Jaruzelski został sekretarzem,można już było przewidzieć co się stanie - wspomina Waśniewski. - Nawoływał on do 100 dni pokoju, ciszy, a w tym czasie sprowadzał tarcze i pałki dla milicji.

Kalendarium podlaskiej Solidarności

20 III 1982 r. Powstała Tymczasowa Komisja Regionalna NSZZ "Solidarność" Region Białystok, będąca kontynuacją RMKS. Tworzyli ją ukrywający się działacze NSZZ "Solidarność", m.in.Roman Wilk, Dariusz Boguski, Jerzy Rybnik, Stanisław Marczuk oraz Krzysztof Burek. TKR wezwała do tworzenia zakonspirowanych struktur zakładowych, udziału w regionalnych akcjach protestacyjnych. TKR zorganizowała w Białymstoku spacery w porze dziennika telewizyjnego, manifestację 31 VIII 1982 r. brutalnie rozbitą przez Zmotoryzowane Odwody Milicji Obywatelskiej.

1 VI 1982 r. TKR w ramach działalności wydała drukiem pierwszy (i jak się okazało - jedyny) numer "Rzeczpospolitej Samorządnej", który miał pełnić rolę miesięcznika związkowego. Czasopismo zredagowali Krzysztof Burek i Dariusz Boguski. Jego tytuł nawiązywał do sformułowanej uchwały programowej I Krajowego Zjazdu Delegatów. Wydawanie przerwało aresztowanie Dariusza Boguskiego w sierpniu 1982 r.

19 X 1984 r. Ks. Jerzy Popiełuszko, duszpasterz "Solidarności", został uprowadzony i bestialsko zamordowany przez trzech funkcjonariuszy SB IV Departamentu MSW. Początkowo oficjalne komunikaty podawały, że ksiądz zniknął. Dopiero 27 października minister Spraw wewnętrznych gen. Cz. Kiszczak poinformował, że zbrodni dokonali funkcjonariusze MSW. Aby rozładować nastroje władze poświęciły trzech funkcjonariuszy SB, bezpośrednich sprawców zbrodni i ich zwierzchnika. Proces odbył się jesienią i zimą 1984-1985 r. i zakończył się wyrokami od 14 do 25 lat więzienia. Zabójstwo kapłana spowodowało mobilizację opozycji i napięcie, jakiego nie było od 1982 r.

20 V 1987 r. Ukazał się100. podziemny numer "Biuletynu Informacyjnego" NSZZ "Solidarność" - jednego z pierwszych podziemnych pism w kraju. Fakt ten odnotowały rozgłośnie zachodnie, a Radio "Wolna Europa" obszernie cytowało wyjątki z pierwszych "Biuletynów". Pismo drukowane na prymitywnym powielaczu białkowym, ukazywało się w miarę regularnie co tydzień od początku 1982 roku.

30 I 1989 r. Białostocka "Solidarność" poniosła kolejną bolesną stratę. Zmarł tragicznie ks. Stanisław Suchowolec. Zwłoki kapłana znaleziono w mieszkaniu na plebanii w Dojlidach. Wiadomość o jego śmierci obiegła miasto i całą Polskę. Prowadzący śledztwo ustalili, iż było to zaczadzenie spowodowane awarią grzejnika elektrycznego "Farel". Prokuratura w specjalnym oświadczeniu stwierdziła, iż nie ma podstaw do przypuszczeń, iż zgon nastąpił przy udziale osób trzecich. W śledztwie pominięto wątek polityczny - nie wspomniano o kontaktach księdza z opozycją, a także licznych groźbach (kartki z narysowanymi szubienicami, uszkodzenie hamulców w samochodzie), kierowanych pod adresem kapłana.

14 IV 1989 r. W Białymstoku odbyło się spotkanie Regionalnej Komisji Wykonawczej z delegatami istniejących już komitetów organizacyjnych (założycielskich) zakładowych struktur "S". Dokonano wyboru części (15 osób) zakładowych struktur Tymczasowego Zarządu Regionu. Przewodniczącym TZR został Stanisław Marczuk. Przystąpiono do organizowania regionalnego Komitetu Obywatelskiego. 15 kwietnia 1989 r. ukonstytuował się przy NSZZ "Solidarność" i NSZZRI "Solidarność" Komitet Obywatelski "Solidarność" Ziemi Białostockiej, z przewodniczącym Stanisławem Marczukiem. Komitet wydawał "Dobro Wspólne". Pierwszy numer wydrukowany został pod koniec kwietnia 1989r. W gazecie zaprezentowano kandydatów na posłów i senatorów.

4 czerwca 1989 r. Odbyły się wybory do Sejmu i Senatu, w trakcie których wybierano 460 posłów i 100 senatorów. Frekwencja wyniosła 62,32%. Wszystkie mandaty zdobyli kandydaci promowani przez Komitet Obywatelski "Solidarność" i rekomendowani przez Lecha Wałęsę. Z Białostocczyzny senatorami desygnowanymi przez "Solidarność" zostali Andrzej Kaliciński i Andrzej Stelmachowski, posłami zaś Jan Beszta Borowski, Krzysztof Putra. Wynik wyborów okazał się szokiem dla strony rządowej. W pierwszej turze, przy ponad 60% frekwencji wybrani zostali tylko kandydaci desygnowani przez opozycję. Kandydaci popierani przez PZPR musieli wystartować ponownie.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Wolne soboty są chyba tylko w urzędach państwowych i samorządowych, a robotnik pracuje praktycznie na " rozkaz", czyli tyle czasu i w terminie w jakim zażyczy tego pracodawca. 

Dodaj ogłoszenie