Listopadowe przemyślenia

Adam Czesław Dobroński
Jak przywrócić radość temu świętu, dodać mu atrakcyjności, zachęcić do uczestnictwa w nim młodych?
Jak przywrócić radość temu świętu, dodać mu atrakcyjności, zachęcić do uczestnictwa w nim młodych?
Nie trzeba chyba nikogo przekonywać do znaczenia rocznicy 11 listopada.

Mija 90 lat od odzyskania przez Polskę niepodległości. Dostatecznie dużo, bo odeszli na wieczną wartę bohaterowie tamtych zdarzeń i - jak się okazuje - dostatecznie mało, by utrwalić prawdę o tamtych zdarzeniach.

Kłopoty z datą

Prestiż 11 listopada w Polsce rodził się w bólach, bo niemal wszyscy liderzy II Rzeczpospolitej mieli swoje ulubione rocznice. Józef Piłsudski też nie krył wątpliwości, czy dzień ten zasługuje na tak wysokie honory. Wolał przemilczeć fakt, że przejął wówczas władzę od zrodzonej z woli Niemców Rady Regencyjnej. I pewnie było mu też nie w smak, że w chwili decydującej nie miał przy sobie ukochanych legunów, za to stanęła do walki Polska Siła Zbrojna, zwana przez piłsudczyków pogardliwie polskim Wehrmachtem. Nic więc dziwnego, że 11 listopada został ogłoszony oficjalnie świętem państwowym dopiero po śmierci Marszałka. Nie zmienia to oczywiście w niczym faktu, że był Piłsudski ojcem II Rzeczpospolitej. I tylko Stańczyk mógłby sobie pozwolić na chichot tego właśnie dnia pod tym właśnie pomnikiem.

Temat to ciekawy, ale już wielokrotnie prezentowany, więc nie będę go rozwijał. Zapytajmy natomiast, jak to było w naszym regionie? 11 listopada odzyskało wolność Łomżyńskie, w Białymstoku podjęto nieskutecznie taką próbę, a im dalej na wschód, tym słabszy był odzew mieszkańców na zakończenie I wojny światowej i cudowną wręcz klęskę naszych zaborców. Często jednak z przyczyn obiektywnych. Proces odrodzenia państwowego zaczął się w granicach obecnego województwa podlaskiego 11 listopada 1918 roku, a zakończył dopiero 26 sierpnia 1919 roku, wraz z powstaniem w Sejnach. Niektórzy idą jeszcze dalej i wskazują na 1924 rok, bo wtedy ostatecznie ustalona została granica z Litwą (Kowieńską).

Łomżyńskie

Było oczekiwanie i trwała mobilizacja, a dziełu temu przewodziła Polska Organizacja Wojskowa. Czekano na hasło do powstania narodowego, liczono dni i godziny. Zapalczywe młode umysły chciały walki i doszło do strzelaniny, zginęło 11 listopada w Łomży sześciu peowiaków, w tym ich dowódca Leon Kaliwoda (Łuczycki). Trzeba docenić tę ofiarę, choć okazać się miało, że nie będzie w Polsce powtórki z powstania listopadowego. W Warszawie zdołano bowiem doprowadzić do ugody ze zrewoltowanym dowództwem wojsk niemieckich, ustalono zasady ewakuacji żołdaków w pikielhaubach (to takie śmieszne hełmy) do Vaterlandu. Peowiacy łomżyńscy nie chcieli czekać. Notabene, ta tragedia miała i wymiar osobisty, Halinka Januszkiewiczówna, ukochana Leona Kaliwody, odebrała sobie życie 21 stycznia 1919 roku. U stóp pomnika i grobu kawalera Virtuti Militari jest maleńki grób Halinki…

Niepotrzebne okazało się w Łomżyńskiem powstanie, za to bezcenna była ofiarna mobilizacja, szybko formowały się kompanie 33. pułku piechoty, piękną kartę zapisała młodzież wiejska, strażacy. I była wola, by nieść wolność do sąsiadów od wschodu.

Białostockie

Mimo że Polacy stanowili ledwie jedną czwartą część mieszkańców Białegostoku, to zdołano zespolić siły. Peowiacy z miasta i okolic, dowborczycy (żołnierze z rozwiązanych Korpusów Polskich na Wschodzie), harcerze (skauci) i gimnazjaliści, ich starsi opiekunowie zorganizowali oddział Samoobrony. Mieli szczęście, bo komendant miejscowej niemieckiej Rady Żołnierskiej - Polak Lewandowski - dał nieco broni. Czekano jeszcze na posiłki z Łap, Tykocina, Łomży. Niestety, znów zadecydowały uzgodnienia "na górze". Bano się, że circa pół miliona żołdactwa niemieckiego, przemieszczającego się z terenów ukraińskich i białoruskich przez Warszawę na Berlin, zachwieje młodą państwowością polską. Postanowiono więc, że będą oni się ewakuować koleją z Kijowa i Brześcia, przez Bielsk - Białystok -
Grajewo, do Ełku i Królewca.

Wyrok zapadł. Białystok i Bielsk na wolność czekać musiały do 19 lutego 1919 roku. Sokółka do 28 kwietnia, podobnie jak i Grodno, gdzie swe racje objawili także Białorusini i Litwini. Tak tracono bezcenny czas, a siły przeciwne lansowały projekt stworzenia Wolnego Miasta Białegostoku.

Suwalszczyzna

12 listopada 1918 roku powstała Tymczasowa Rada Obywatelska Okręgu Suwalskiego, potem i tymczasowe rady miejskie w Augustowie oraz Suwałkach, natomiast Niemcy wsparli Litwinów i zablokowali wszelkie polskie inicjatywy w powiecie sejneńskim. Tymczasem w rokowaniach paryskich zanosiło się na rozgraniczenie terytorium polskiego i litewskiego wzdłuż Kanału Augustowskiego. Patrioci pojechali z walizkami wypełnionymi zebranymi podpisami do Piłsudskiego, ten pomógł w wyprawie do Paryża. To długa opowieść o linii Focha, wspomnianym już powstaniu sejneńskim, krwawych walkach, dramatach w tak zwanej strefie neutralnej. Większość Suwalszczyzny znalazła się w Polsce we wrześniu 1919 roku.
Dzięki tym wysiłkom i sukcesom, także łomżyńskim i suwalskim, mógł Białystok zostać stolicą nowego województwa. Dopiero 19 listopada 1919 roku naczelnik państwa Józef Piłsudski mianował pierwszego wojewodę białostockiego, ten przybył do swej siedziby w lutym następnego roku.

Kłopoty z obchodami

Białystok musiał zdobyć się na gigantyczny, szybki wysiłek. Powiększono terytorium miasta, przeprowadzano wybory, powstał garnizon, trzeba było zorganizować aprowizację, szkoły, administrację. Dawny "Manchester Północy" niemal od podstaw wskrzeszał przemysł, czekano na powroty wypędzonych. Jedną z trudności było porozumienie się mieszkańców, bo mieszały się języki, nie brakowało, niestety, i złej woli. A już w końcu lipca 1920 roku zaczęła się okupacja bolszewicka i dopiero zwycięski bój o miasto, stoczony przez 1. Dywizję Piechoty Legionów w dniu 22 sierpnia, przyniósł stabilizację.

Nic więc dziwnego, że upamiętniono w następnych latach pokoju przede wszystkim zdarzenia 1920 roku, a nie 1918 lub początku 1919. Pod patronatem Kościoła i narodowych demokratów świętowano 3 maja, lewica wychodziła na ulice 1 maja, wojsko defilowało 15 sierpnia, piłsudczycy pamiętali o Józefowych imieninach 19 marca, czczono rocznice powstań dziewiętnastowiecznych, władze miejskie starały się honorować 19 lutego i 22 sierpnia. Na 11 listopada brakowało czasu w kalendarzu. Złośliwcy mawiali, że jeśli już, to dzień ten najstosowniejszy był dla mniejszości i rzeczywiście w Wielkiej Synagodze na zapleczu Suraskiej, kirsze św. Jana przy ul. Warszawskiej i soborze św. Mikołaj Cudotwórcy przy ul. Lipowej odprawiano "państwowe nabożeństwa".

Kłopoty z pomnikami

Gdy już rocznica 11 listopada okrzepła i zyskała więcej zwolenników, to powstało kolejne pytanie: gdzie ją w Białymstoku święcić? Wybór był, moim zdaniem, bardzo trafny - na cmentarzu wojskowym na Zwierzyńcu. Tam były groby bohaterów, a w 1932 roku został ustawiony pomnik przypominający "świątyńkę o założeniach równoramiennego krzyża" z czterema małymi ołtarzami. Wiodła zaś na tę wyjątkową nekropolię, w pobliżu wielkich koszar, aleja 11 Listopada. Chyba najliczniej przybywali tu harcerze, po mszy wieczornej maszerowali z pochodniami na Zwierzyniec, przy ognikach świec i zniczów płynęły ku górze ich śpiewy. Przyszli tam nawet 11 listopada 1939 roku i padli wówczas ofiarą prowokacji sowieckiej.

Z 11 listopada, ale również z 19 lutego, kojarzyła się białostoczanom Płyta Nieznanego Żołnierza, położona najpierw na obecnym Rondzie Katyńskim, a potem przeniesiona pod Ratusz, tu ładnie ogrodzona. Do dziś nie znamy wszystkich szczegółów jej powstania, a potem uchronienia przed Sowietami poprzez przeniesienie na cmentarz wojskowy. Najważniejsze, że ocalała, nie uległa zniszczeniu i w okresie powojennym, a obecnie obie listopadowe świętości są razem. Niestety, rzadko odwiedzane. Co się tyczy płyty, to zwano ją także Grobem Nieznanego Żołnierza. Ostatnio znów słyszałem opowieści o złożonych pod Ratuszem szczątkach Adama Piszczatowskiego, uczestnika konspiracyjnej wyprawy Józefa Zaliwskiego, rozstrzelanego w Białymstoku w 1834 roku. Wątpię, ale byłbym rad, gdyby ktoś ten fakt potwierdził.

Co dalej?

Nie trzeba chyba nikogo przekonywać do znaczenia rocznicy 11 listopada, choć pamiętać należy i o lokalnych datach odzyskania niepodległości w latach 1918-1919. Ważniejsze pytanie brzmi: Jak przywrócić radość temu świętu, dodać mu atrakcyjności, zachęcić do uczestnictwa w nim młodych? Może właśnie przez powrót na Zwierzyniec. Przypomniano - niestety, z niezbyt efektywnym skutkiem - o położonym w pobliżu zielonym (dęby, lipy, klony) pomniku 3 maja. Zrodził się pomysł ustawienia przy głównej alei pomnika ułanów z białostockiego 10. pułku (jest pomnik piechurów z 42. pułku). Były już postulaty ustawienia dodatkowych tablic na cmentarzu. Gdyby to wszystko połączyć, opisać i oznaczyć, ustawić stacje edukacyjne dla młodzieży szkolnej. Gdyby...

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
Ana

Czczenie rocznicy 11 listopada na cmentarzu to chyba nie najlepszy pomysł. Harcerze maszerowali na cmentarz. Skąd? Z kościoła? Płytę położono 15 sierpnia 1925 r. Przeniesiono ją ze Zwierzyńca, były wielkie uroczystości, o czym pisał m.in. "Dzienik Białostocki". Inne wielkie uroczystości odbyły się na początku sierpnia 1935 r., kiedy spod Płyty (zwanej też Pomnikiem lub Grobem) uroczyście pobrano ziemię na wznoszony właśnie Kopiec Piłsudskiego. I zawsze w kościele farnym, kościołach protestanckich i synagodze odbywały się uroczyste nabożeństwa z udziałem władz miejskich i wojewódzkich w uroczystości państwowe. A co to znaczy, że Stańczyk mógłby chichotać pod pomnikiem Piłsudskiego? Chyba dlatego, że przeniesiono go w pobliże Archiwum i pod kościół. Moim zdaniem jego miejsce jest na Rynku, w centrum.

J
Jan Kamiński

To wstyd, ze POranny promuje TAJNEGO WSPÓŁPRACOWNIKA SŁUZBY BEZPIECZEŃSTWA POLSKIEJ RZECZYPOSPOLITEJ LUDOWEJ Gustawa profesorka Dobrońskiego. To hańba dla waszej PO - gazety. Zeszliście już na dno, taplacie się w SB - ckim gównie. Wstyd !!!

K
Krzysztof Hukałowicz

Dlaczego, Poranny z taką determinacją promuje pana Dobrońskiego, człowieka o bardzo wątpliwej reputacji .
Czy naprawdę nie mamy w Białymstoku historyków, którzy nie byli zarazem agentami SB . Pan Dobroński z całą pewnością z SB współpracował (został on w 1974 roku zarejestrowany jako TW o pseudonimie Gustaw )

Dodaj ogłoszenie