Likwidacja szkół. Kurator to za mało, potrzebni są radni

Tadeusz Koszarski
Szkoły, które mają być uchronione przed likwidacją nie prowadzą rekrutacji
Szkoły, które mają być uchronione przed likwidacją nie prowadzą rekrutacji sxc.hu
Udostępnij:
Opinia kuratora Jerzego Kiszkiela daje nadzieję, że trzy białostockie szkoły uda się uratować, ale de facto może być to dla nich łabędzi śpiew. By tak się nie stało, radni muszą już teraz zebrać się na sesji i dać szkołom szansę na rekrutację, która w innych placówkach trwa już od połowy marca.

Podlaski kurator oświaty Jerzy Kiszkiel uważa, że XVI LO, szkoła zawodowa przy ul Pogodnej oraz ZSZ nr 6 przy ul. Transportowej powinny działać nadal. Czy jednak weźmie pod uwagę swoją opinię głosując nad uchwałą w tej sprawie w radzie miejskiej?

Oczywiście, pytanie to jest tylko retoryczne. Jerzy Kiszkiel zapowiedział, że nie będzie brał udziału w głosowaniu. Tak samo uczynił w lutym podczas debaty nad uchwałą intencyjną w sprawie wygaszenia tych trzech białostockich szkół. Być może gdyby wtedy nie zachował milczenia, to niepotrzebna byłaby cała ta batalia, nerwówka nauczycieli, uczniów i ich rodziców.

Jerzy Kiszkiel tłumaczy swoją absencję w głosowaniach tym, że w tym wypadku jest w konflikcie interesów. Tak, to prawda. Tylko że nie powinien nigdy dać powodu do zaistnienia takiej sprzeczności. I nie ma tu znaczenia, że prawo na to pozwala.

Wielokrotnie byliśmy świadkami tego, że prawo nie nadąża za życiem. Nie da się pogodzić pełnienia funkcji rządowej i samorządowej. Wcześniej czy później dojdzie do ich kolizji. Doprawdy trudno sobie bowiem wyobrazić sytuację, że z powodu tego dysonansu kurator nie wydaje opinii, bo jest radnym. Z drugiej strony nie chyba po to białostoczanie powierzyli mu mandat, by nie wywiązywał się z obowiązków radnego. A jednym z nich jest udział w głosowaniu. Można w nim się wstrzymać, być za lub przeciw, ale nie uchylać się od podjęcia decyzji.

Bez względu jednak na to, jak na sesji zachowa się radny Jerzy Kiszkiel, jego opinia jako podlaskiego kuratora oświaty obnaża decyzję jego kolegów klubowych o likwidacji tych trzech szkół. Pokazuje bowiem, że rachunek ekonomiczny nie może być jedynym kryterium przesądzającym o istnieniu szkoły.

To, co w biznesie wydaje się oczywiste, w oświacie samorządowej tak już nie jest. Bo szkoła gmina to instytucja zaspokajania ważnej potrzeby społecznej, a nie tylko pożerającą coraz więcej pieniędzy, na dodatek z widmem kataklizmu w postaci niżu demograficznego. Liczy się jakość kształcenia w szkole, jej znaczenie społeczne. Aspekty te odnajdziemy w opinii kuratora. Zarazem kładą się one cieniem na argumentacji radnych w sprawie likwidacji tych szkół. Bo wychodzi na to, że wygasili szkoły o dobrej, wynikającej po części także z potrzeb rynku pracy, oferty edukacyjnej.

Jeśli podtrzymają swoją decyzję zaprzeczą zdrowemu rozumowi, logice i przekonaniu, którym tak bardzo na ostatniej sesji w sprawie klikania szafowali, że ich decyzje wynikają z racjonalności. Jeśli zmienią zdanie uprawdopodobnią wersję, że to nie aspekty wynikające z owej racjonalności legły u podstaw podjętej przez nich w lutym decyzji.
Zarazem opinia kuratora przekreśla w zasadzie optymalizację sieci szkół przygotowaną przez magistrat. Jeszcze na sesji lutowej klub PO zapowiedział, że wszystkich propozycji magistratu nie poprze. Paradoks tak na dobre świadczący, że optymalizacja wymknęła się racjonalności, skoro własne zaplecze prezydenta jest przeciwko jego planom. W efekcie już wtedy dwie szkoły nie zostały wygaszone (liceum oraz wokalno-aktorska). Ostatnia opinia kuratora nie jest dla radnych PO i magistratu wiążąca, ale wytrąca im jakiekolwiek argumenty. Trudno sobie wyobrazić, by odstawali przy swoim, skoro radny PO mówi: nie idźcie tą drogą.

To dowodzi jak bardzo optymalizacja szkół była robiona w pośpiechu. Bo to, że demografia odciśnie swe piętno na kształceniu ponadgimnazjalnym (a w przyszłości na podstawowym) było wiadomo od dawna. Już kilka lat temu należało zacząć zmagać się z tym problem. Wymagało to powszechnych i w miarę wczesnych konsultacji społecznych. Nie trzeba być bowiem jasnowidzem z Człuchowa, by dostrzec, że brak takiej rozmowy, opóźnienie lub ograniczenie jej do wąskiego grona może rodzić dodatkowe napięcia i kontrowersje.

Potrzebna była nowa polityka informacyjna nie tylko wobec środowiska nauczycielskiego, ale uczniów i ich rodziców. I przede wszystkim przedstawienie kompleksowego pomysłu na miejską oświatę. Bo o jej przyszłości rozstrzygnie tak na dobrą sprawę wizja szkolnictwa podstawowego. Pod warunkiem oczywiście, że zapisy zawarte w strategii rozwoju miasta traktuje się poważnie, a nie tylko literalnie.

Problemy wynikające z procesów demograficznych powinny być nie tyle zagrożeniem, co wyzwaniem i impulsem do podniesienia jakości kształcenia w białostockich szkołach (przede wszystkim przez zmniejszenie liczby dzieci w klasach), a przez to zwiększenie szans uczniów w przyszłości. Nie chodzi o to, by podstawówki czy inne szkoły były na każdej ulicy.

Rachunek ekonomiczny nadal musi odgrywać tu ważną rolą, podobnie jak standardy kwalifikacyjne dla nauczycieli. Oba te czynniki powinny uzupełniać na zasadzie pomocniczości idę mało liczebnych klas, a nie być jedynym kryterium przesądzającym o ich powstaniu i funkcjonowaniu.
Na taką rozrzutność pozwolić sobie mogą samorządy, które dysponują znacznymi dochodami własnymi i stać je na pokrycie dodatkowych kosztów prowadzenia szkół z małą liczbą uczniów w oddziałach. Albo te, które mają odwagę szukać nowych alternatyw i zawarte chociażby w strategii zapisy o rozwoju traktują serio.

Tej odwagi w ostatnich latach w Białymstoku zabrakło. Grzechy zaniechania spowodowały, że pospieszna optymalizacja szkolnictwa ponadgimnazjalnego oparta w zasadzie na ekonomizacji, zakończyła się de facto fiaskiem.

To, co jej autorowi udawało się przy inwestycjach miejskich, nie wypaliło przy oświacie. Ona w odróżnieniu od podobnych do siebie budów ulic, jest inwestycją szczególnego rodzaju. Trzeba jednak też przyznać, że wiceprezydent Adam Poliński otrzymał w spadku po swoim poprzedniku dziedzinę, w której niewiele się zmieniało. Bo niezależnie od uwarunkowań subwencyjnych czy prawnych wynikających z Karty Nauczyciela, dużo zależy też od norm i wzorców, którym hołdują osoby kreujące politykę oświatową zarówno na szczeblu gminnym, jak i szkolnym. Także po to, by żadne inne aspekty niż te wynikające z racjonalności nie odcisnęły swojego piętna na optymalizacji.

Opinia kuratora Jerzego Kiszkiela daje nadzieję, że szkoły uda się uratować, ale de facto może być to dla nich łabędzi śpiew. By tak się nie stało, radni muszą już teraz zebrać się na sesji i dać szkołom szansę na rekrutację, która w innych placówkach trwa już od połowy marca.

Przykład nadzwyczajnej sesji w sprawie stadionu pokazuje, że jest to możliwe w każdej chwili. W przypadku szkół nie wolno czekać do ostatniego możliwego terminu. Byłby to grzech znacznie cięższy niż ten popełniony nie tylko w lutym, ale i w ostatni poniedziałek.

Czytaj e-wydanie »

Nieruchomości z Twojego regionu

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

j
jrkwjep
Gratuluję.
Kwintesencja polityki oświatowej Białegostoku!
Dodaj ogłoszenie