Leszek Balcerowicz: Stawiajmy na przedsiębiorczość zamiast rozdymać administrację

marylaZaktualizowano 
Pilnujmy polityków, żeby nie utrudniali działalności przedsiębiorców. I stawiajmy na siebie zamiast liczyć, że urzędnicy będą rozwiązywali nasze problemy – mówi prof. Leszek Balcerowicz w rozmowie o przedsiębiorczości promowanej przez Podlaską Fundację Rozwoju Regionalnego.

– Rok 1989 to zmiana ustroju politycznego i gospodarczego Polski. Czy pan uważa, że uwolniła ona przedsiębiorczość Polaków?
– W PRL-u nie było miejsca na prywatną przedsiębiorczość. Przypomnę, że socjalizm to był ustrój oparty na monopolu własności państwowej. To znaczyło, że prywatna przedsiębiorczość była co najwyżej tolerowana, i nie było możliwości rozwijania firm. Stąd zmiana ustroju na taki, w którym prywatna przedsiębiorczość jest legalna, była zupełnie przełomowa. Jednak socjalizm upadł w różnych krajach, nie tylko w Polsce, ale warunki dla przedsiębiorczości zmieniały się w różnym stopniu. Na Ukrainie, mimo że socjalizm też upadł w sensie politycznym, warunki dla przedsiębiorczości poprawiły się w niewielkim stopniu.
Można powiedzieć, że dotychczasowy sukces Polski jest rezultatem dwóch rzeczy: zmian ustrojowych, które spowodowały, że można w miarę swobodnie zostać przedsiębiorcą oraz wykorzystania tej szansy przez ludzi, którzy mieli do tego szczególne predyspozycje.
Bo przedsiębiorca w sensie psychologicznym to jest człowiek o szczególnych cechach. Musi mieć odporność na stres, musi umieć ciężko pracować a także mieć większą niż przeciętna skłonność do ryzyka. Wreszcie – musi mieć świadomość, że może przegrać. Czyli przedsiębiorczość jako działalność, to ciężka praca. Niezwykle dla społeczeństwa użyteczna. Bez prywatnej przedsiębiorczości nie ma miejsc pracy. Nie ma rozwoju gospodarki.
To jest rola ciągle  u nas niedoceniana.

– Czy to może być jedna z odpowiedzi na pytanie, dlaczego jest nam w Polsce tak trudno gonić średni  europejski dochód na głowę mieszkańca?
– W demokracji, jak sobie pościelisz tak się wyśpisz. W Grecji jest demokracja, czyli ustrój oparty na konkurencji politycznej, wyrażający się m. in. w tym, że za pośrednictwem mediów można zabiegać o  głosy wyborców. I tam głosowali głupio: przez wiele lat warunki dla prywatnej przedsiębiorczości się tam pogarszały, a jednocześnie rozrastał się sektor publiczny, który dławił prywatną przedsiębiorczość.
Przez ten przykład chcę powiedzieć, że to bardzo dobrze, że mamy demokrację, czyli konkurencję w polityce. Ale jakie ona będzie dawała wyniki, w ogromnym stopniu zależy od tego, ilu ludzi się zmobilizuje dla obrony wolności gospodarczej przed rozmaitymi naciskami, np. związków zawodowych i w konsekwencji także przed działaniami polityków.
Najświeższy przykład to państwowe kopalnie, w których, z braku reform, narastają ogromne straty, a jako rozwiązanie proponuje się z pieniędzy podatników, czyli innych ludzi te straty finansować. Jednocześnie chce się wprowadzić najgorsze z ograniczeń wolności gospodarczej, czyli koncesję na węgiel. To byłoby największe cofnięcie się, jeśli chodzi o wolność gospodarczą, od wielu lat.
Wniosek jest taki: tyle jest wolności gospodarczej, ile jej ludzie sobie wywalczą. Potrzebny jest o wiele silniejszy i systematyczny obywatelski nacisk na wszystkie partie polityczne, żeby nie ograniczały wolności gospodarczej.

– Czy widzi  Pan szansę, żeby województwa makroregionu Polski Wschodniej wcześniej niż za 80 lat osiągnęły ten średni w UE poziom PKB na głowę mieszkańca? Bo według danych Eurostatu w ciągu ostatnich 10 lat poziom PKB na mieszkańca w tych regionach wzrósł względem średniej unijnej o raptem 10 proc. !
– W rozważaniach na temat doganiania Zachodu trzeba rozróżnić dwie rzeczy: sytuację ludzi i miejsc. Bywa tak, że z niektórych  miejsc sporo osób emigruje gdzie indziej. Bo chcą lepiej żyć i tak  podwyższają swój standard życia. Ja pragnąłbym, żeby  przez odpowiednie ramy dla działania prywatnych przedsiębiorców i energię ludzi, w państwa  regionie było więcej przedsiębiorczości i rozwoju. Tak, aby – działając w ramach sektora prywatnego a nie  publicznego – ten region zaczął nadganiać zapóźnienia.

– Na razie to sektor  publiczny jest  podstawowym pracodawcą. Czy zatem np.  dopingowanie młodych Podlasian już w szkołach do brania życia w swoje ręce może przyspieszyć ten proces?
– To, jakie zawody i zajęcia wybierają sobie młodzi ludzie, zależy od wielu bodźców. Jeżeli łatwiej jest zostać urzędnikiem, bo administracja się rozrasta, to wielu ludzi tam pójdzie, szkodząc często działalności  przedsiębiorczej. Dlatego trzeba naciskać na polityków, aby nie rozdymali administracji. Bo ona przyciąga ludzi, a jednocześnie odciąga ich od o wiele bardziej pożytecznej dla społeczeństwa działalności przedsiębiorczej.
Oczywiście, warto pokazywać młodym, na czym polega działalność przedsiębiorcy i jakie ona przynosi efekty. Włącznie z tym, że trzeba ciężko pracować, narażać się na stres, ale z drugiej strony mieć w nagrodę świadomość sprawdzenia się czy w pewnej perspektywie – lepszego zarobku.
A najlepiej to robić przez konkretne przykłady – ludzi, którzy opowiedzą, jak oni stali się przedsiębiorcami, jakie koleje losu przechodzili, jak podchodzili do sukcesu. Takie opowieści są najlepszą metodą rozumnego zachęcania młodych ludzi, żeby nie szli w kierunku urzędniczenia, tylko w kierunku przedsiębiorczości.

– To o czym pan mówi można przekuć w przesłanie, że trzeba się bić  o siebie i  swoją przyszłość. I taki jest tytuł pana książki. Dlaczego właśnie teraz postanowił pan dać ludziom w Polsce jako przykład  swoją autobiografią?
–  „Trzeba się bić” to  autobiografia będąca odpowiedziami na pytania zadawane mi przez panią Martę Stremecką. Przedarłem  się przez tonę dokumentów i własnych notatek, żeby treści w niej zawarte były jak najbardziej prawdziwe.
Nie byłem synem dyplomatów. Oboje rodzice nie mieli wyższego wykształcenia. Sam nauczyłem się pięciu języków, choć nie mam fenomenalnej pamięci. Ważną częścią mojego życia był  też sport wyczynowy.
Gdy zrządzeniem losu Polska stała się wolna w 1989 roku, mogliśmy zacząć robić rzeczy przedtem niemożliwe ze względu na dyktat Związku Radzieckiego. Wcześniej interesowałem się reformami w innych krajach, założyłem nawet nieformalną grupę, która studiowała te przypadki hobbystycznie,  nie licząc się z możliwością, że za ich życia Polska będzie wolna. I że będzie można rezultaty tego zainteresowania  wykorzystać w praktyce.
A tak się stało. Polska wtedy rozpaczliwie potrzebowała reform i to przez nie tylko było  można odejść od socjalizmu. Ustroju, który nie stwarzał żadnych perspektyw. Mogło być tylko gorzej. Ale gdy chce się wprowadzić reformy, które są dobre dla ludzi, bo zapewniają rozwój, to trzeba się z niektórymi grupami zetrzeć. Nie fizycznie... Skoro podjąłem się naprawy polskiej gospodarki, to w sposób nieodłączny wiązało się to z hasłem: Trzeba się bić. Czyli narażać się na ataki, odpierać je, czasem samemu atakować, pokazując marnotrawstwo i dążyć do wygranej.  Bo wygrana w reformach była wygraną dla Polski.  Polegająca na tym, że dościgamy poziom życia Zachodu.
Im szybciej gospodarka się rozwija, tym więcej jest miejsc pracy i nie trzeba ich szukać zagranicą. Od rozwoju gospodarczego zależy też pozycja Polski w UE czy NATO. Czyli trzeba się bić o reformy, dzięki którym Polska gospodarka nie zastygnie w pół drogi, jaką musimy przejść i nie przestanie się rozwijać szybciej niż Zachód.
I to, co staram się robić również dzisiaj, to zachęcać ludzi, aby się zmobilizowali jako obywatele poprzez rozmaite organizacje i mocniej pilnowali, aby politycy skupiali się na prawdziwych problemach Polski, przedstawiali ludziom właściwe rozwiązania, a nie lekarstwa gorsze od choroby.

– Czy pan  nigdy nie miał wątpliwości, że obrana przez pana metoda reformowania Polski jest tą właściwą?
– Nigdy  nie żałowałem, że się zgodziłem na propozycję Tadeusza Mazowieckiego. Ale oczywiście były momenty, gdy przychodziło nawarstwienie ataków i wtedy byłem  zwyczajnie, po ludzku zmęczony. Chcąc reformować kraj... gdzie  były kolejki, a ceny rosły 30-40 proc. miesięcznie!... trzeba było bardzo wydajnie pracować. Pod presją, jak w komorze wysokich ciśnień. Inaczej się nie dało.  

Postawmy na siebie 
Pod takim hasłem od początku roku Podlaska Fundacja Rozwoju Regionalnego prowadziła kampanię promującą przedsiębiorczość w regionie i konieczność – od najmłodszych lat – brania spraw w swoje ręce oraz pracowania na podwyższenie poziomu własnego życia. Rozmowa z profesorem Balcerowiczem jest elementem tej kampanii. Jej finał odbył się 24 października w Operze I Filharmonii Podlaskiej. Najnowsza książka Leszka Balcerowicza „Trzeba się bić” trafi w ręce młodych uczestników konkursu filmowego pt. „Nakręć swój biznes”. 

polecane: 60 Sekund Biznesu: W internecie jest wygodniej i większy wybór.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3