Lekarze w powojennym Białymstoku

Alicja Zielińska azielinska@poranny.pl
Wojna spowodowała ogromne straty w kadrze medycznej Białegostoku. W 1944 roku, po przejściu frontu doliczono się tylko 21 lekarzy.
Wojna spowodowała ogromne straty w kadrze medycznej Białegostoku. W 1944 roku, po przejściu frontu doliczono się tylko 21 lekarzy. Andrzej Zgiet
Po wojnie było w Białymstoku tylko 21 lekarzy. Często jeden lekarz obsługiwał cały oddział. Trudno dziś sobie wyobrazić jak ta garstka lekarzy z pomocą równie małej liczby pielęgniarek i salowych potrafiła wówczas zapewnić choćby minimalną opiekę tysiącom mieszkańców zniszczonego miasta. - podkreśla prof. Jan Stasiewicz, który opisał sytuację białostockich szpitali tuż po wojnie.

Na cmentarzu wojskowym w Białymstoku jest pomnik postawiony w 1994 roku dzięki staraniom Okręgowej Izby Lekarskiej. Znajduje się na nim napis: "W mogile tej i obok dr Konrad Fiedorowicz z kapelanem szpitala ks. Piotrem Maziewskim, z pomocą harcerzy i społeczeństwa miasta pochowali około 100 obrońców Białegostoku nocą z 15 na 16 września 1939 roku. Chowano ich w stanie rozpadu na skutek działania niemieckich dywersji".

- Teraz w 75. rocznicę tych wydarzeń, z kolegami z Okręgowej Izby Lekarskiej chcemy tam się spotkać, oddać hołd poległym oraz uczcić pamięć bohaterskich obrońców Białegostoku - mówi prof. Jan Stasiewicz.

Wojna spowodowała ogromne straty w kadrze medycznej Białegostoku. W 1944 roku, po przejściu frontu doliczono się tylko 21 lekarzy. W kilku zachowanych budynkach natychmiast uruchomiono szpitale. Pierwszy szpital miejski mieścił się przy ulicy Warszawskiej 15, w pomieszczeniach dawnego szpitala żydowskiego.

Znajdowały się tam oddziały położniczo-ginekologiczny oraz chirurgii. W dobudowanym baraku powstał wkrótce oddział dziecięcy, jedyny wówczas w województwie oraz oddział chorób wewnętrznych. Szpital liczył 205 łóżek, dyrektorem został dr Józef Hamerla.

Pomagali mu lekarze: Władysław Giedrojć-Juraha, Kazimierz Domosławski i Antoni Tołłoczko. Oddział położniczo-ginekologiczny prowadzili dr Wacław Dzieszko oraz dr Aleksander Krawczuk, zaś oddział dziecięcy dr Anna Ellert i dr Irena Białówna (po powrocie z obozu koncentracyjnego.

Drugi Szpital Miejski przy ulicy Sosnowej 5, ocalał dzięki bohaterskiej postawie dyrektora Henryka Rożkowskiego. W ostatnich dniach okupacji niemieckiej specjalna grupa żołnierzy przyjechała z zamiarem podpalenia go. Dr Rożkowski narażając życie własne i najbliższych współpracowników przeciwstawił się temu, prosząc o czas na ewakuację.

Oficer dał się przekonać, zapowiedział jednak, że szpital zostanie bezwzględnie spalony. Na szczęście Niemcy już nie wrócili i szpital ten mógł rozpocząć pracę już w pierwszych dniach sierpnia 1944 r. Znajdował się tu oddział chorób zakaźnych i przez dłuższy czas dr Rożkowski był jedynym lekarzem.

III Szpital Miejski (PCK) znajdował się przy ul. Warszawskiej 29. Tu również warunki lokalowe (zwłaszcza zaplecze laboratoryjne - jeden pokój o powierzchni zaledwie 20 mkw) nie zabezpieczały nawet minimalnych potrzeb do leczenia chorych.

Prof. Jakub Chlebowski tak wspominał po latach tamten okres: Pomieszczenia szpitala stanowiły dwie dwupiętrowe czynszowe kamienice połączone ze sobą, przez przebicie drzwi we wspólnej ścianie oraz dorobienie schodków dla wyrównania różnicy poziomu poszczególnych pięter. Klinika zajmowała w tych budynkach całe pierwsze piętro, gdzie mieścił się też gabinet kierownika oraz sekretarki, a także pięć sal na parterze (w tym pokój asystentów) oraz pokój pielęgniarek połączony z pokojem zabiegowym.

Sytuację kadrową poprawiła w dużym stopniu repatriacja z Kresów w latach 1944-46. Wędrujący na zachód lekarze zatrzymywali się po drodze w Białymstoku, bo tu był główny węzeł kolejowy, i niekiedy pozostawali na zawsze.

Motywy takiej decyzji były różne: czasami spotkanie dawnych kolegów, możliwość natychmiastowego zatrudnienia, swojskie klimaty otoczenia zbliżone do tych wileńskich - opisuje prof. Jan Stasiewicz. - Niektórzy całkiem poważnie uważali, że stąd będzie najbliżej do Wileńszczyzny, do której z pewnością wrócą.

Właśnie nieliczni lekarze repatrianci zza wschodniej granicy oraz kończący służbę wojskową i ci, którzy przeżyli wojnę stanowili bazę służby zdrowia. Przykładem może być chirurg dr Antoni Tołłoczko, który przybył z Wilna i objął stanowisko naczelnika miejskiego wydziału zdrowia. Podobnie w marcu 1945 r. przyjechał z Lidy dr Witold Stasiewicz, internista, od 1947 roku naczelnik wojewódzkiego wydziału zdrowia.

Zasłużonym organizatorem ochrony zdrowia był też dermatolog dr Antoni Żuk, który wrócił z Anglii po demobilizacji, czy doktor Irena Ambroszkiewicz-Pawlikowska, która przyjechała z Kresów do Białegostoku z córkami już w styczniu 1945 r. jeszcze przed oficjalną repatriacją. Ten pośpieszny wyjazd z Wilna pani doktor wynikał zapewne z obawy przed represjami sowieckimi, bowiem jej mąż sędzia Witold Pawlikowski był delegatem rządu londyńskiego. I za to został aresztowany przez NKWD i przewieziony do Moskwy.

Dr Pawlikowska była jedyną w mieście okulistką, a choroby oczu, zwłaszcza groźna jaglica jako konsekwencje wojny zbierała swoje żniwo. Pracowała po 14 godzin na dobę. Podjęta przez nią akcja zwalczania jaglicy dała rezultaty. W 1960 roku już nie można było w żadnej poradni znaleźć przypadku tej choroby.

Przykładem medycznych losów repatrianckich jest także dr Witold Stasiewicz.
- Ojciec był lekarzem w Lidzie. Tam spędził całą wojnę zarówno podczas okupacji sowieckiej jak i niemieckiej, wykonywał obowiązki lekarza powiatowego, był ceniony przez wielonarodowościowe społeczeństwo Lidy, a nawet przez okupantów za ogromną pracowitość i życzliwość do ludzi - opowiada prof. Jan Stasiewicz.

Opowiada również co działo się jesienią 1944 roku:
- Wraz z grupą lidzkich lekarzy został aresztowany przez NKWD. Po miesiącach przesłuchań zwolniono go.Prawdopodobnie pomogły dowody udzielanej pomocy rosyjskim partyzantom. Inni mieli mniej szczęścia, przyjaciel ojca, dr Bolesław Dziczkaniec został zesłany do syberyjskich łagrów, gdzie przez ponad rok pracował jako drwal.

Profesor wspomina chwile po zwolnieniu ojca z aresztu:
- W tej sytuacji, bojąc się ponownego aresztowania, jak najszybciej wyjechaliśmy całą rodziną do Polski - wspomina prof. Stasiewicz. - Jechaliśmy pociągiem towarowym do Krakowa, tam czekało na nas mieszkanie i przebywał brat ojca, z którym mieliśmy kontakt. Jednak na dworcu w Białymstoku niespodziewanie wyładowano wszystkich z pociągu na peron, bo wagony okazały się być potrzebne do celów wojskowych.

- Ojciec szczęśliwie w ciągu kilku godzin odnalazł w mieście wileńskich kolegów i otrzymał propozycję natychmiastowej pracy, a także możliwość zamieszkania przez kilka tygodni w powstającym właśnie domu dziecka przy ul. Orzeszkowej. I tak ojciec związał się z Białymstokiem, pracując zawsze na kilku posadach. Przez dwa lata pełnił obowiązki kierownika Przychodni Specjalistycznej przy ul. Legionowej, jednocześnie pracował jako lekarz rejonowy w Ubezpieczalni Społecznej, a później przez wiele lat jako lekarz w fabryce włókienniczej. - kontynuuje prof. Stasiewicz.

Profesor opisuje również co działo się z Jego ojcem po wojnie:
- W latach 1947 -53 był naczelnikiem wydziału zdrowia i jako lekarz wojewódzki koordynował odbudową i rozbudową przychodni oraz szpitali w Białymstoku i województwie. Należał do inicjatorów i współtwórców Akademii Medycznej.

Poprawa sytuacji w obsadzie lekarzy nastąpiła dopiero na początku lat 50. gdy do Białegostoku przybyła grupa absolwentów po studiach w Warszawie i Łodzi. A w późniejszych latach problem znikał w miarę jak już białostocką uczelnię opuszczali kolejni absolwenci.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

s
sledzik

ALE TO BYLI LEKARZE Z ZACIĘCIEM . Pamietam ja mnie mama zaprowadziła małego do dentysty/tak stomatologów wtedy nie było ,byli dentyści/, lekarz przyjmował do godziny chyba 14 , przyszliśmy o 13 a wszedłem do lekarza z mamą o godzinie 16 , bo byli pacjenci  i lekarz przyjmował.

      Miesiąc temu byłem w GIGANCIE na ,wizycie kontrolnej po odbytym zabiegu, miesiąc po wyjściu ze szpitala i ........lekarz przyjął 6 pacjentów w DOKŁADNIE 5 minut, łącznie z zamknięciem drzwi.

Padało pytanie , jak się pan czyje ......lepiej,dobrze , to dobrze dziękuję.  Powala 

/stary pacjent tego lekarza to przed przyjęciami juz przewidział/.

W przychodniach jest podobnie .

Tylko po wypadku można miec badania OD RĘKI , NAWET Z TOMOGRAFIĄ, USG itp

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3