Leczenie musi boleć

Anna Łubian
Nie ma takich pieniędzy, które uleczą służbę zdrowia. Żeby znikły kolejki, potrzebna jest wewnętrzna kuracja wstrząsowa, która będzie boleć. Wiadomo, na czym ma polegać, ale brakuje lekarzy, którzy odważyliby się ją przeprowadzić.

7Trwa walka o pieniądze na leczenie w przyszłym roku. Minister zdrowia co chwila przedstawia poprawiony wzór matematyczny, za pomocą którego pieniądze mają być podzielone między województwa. Urzędnicy NFZ całą uwagę poświęcają na jego rozwiązanie, a związkowcy i dyrektorzy szpitali - na wyliczanie ile im zabraknie.

Dziurawy worek
Spirala nakręca się co roku. Towarzyszą jej manifestacje, zrywanie negocjacji, petycje i inne dopuszczalne w demokracji formy wyrazu niezadowolenia. Ale nie łudźmy się, że w ten sposób możemy uzdrowić służbę zdrowia. Dlaczego? Bo pieniądze na leczenie są trzymane w dziurawym worku. Nie ma takiej sumy, która by z niego nie wyciekła.
W tej sytuacji recepta wydaje się prosta: wystarczy znaleźć dziury i je załatać. Problem w tym, że zostały one odnalezione już dawno. Chodzi o dublujące się oddziały szpitalne, kładzenie pacjentów na oddziały internistyczne tylko po to, by zrobić im badania, tworzenie kolejek, brak dodatkowych źródeł finansowania. Jednak za tą diagnozą nie idzie żadna kuracja. Ze służbą zdrowia jest jak z pacjentem, który bez przytomności trafia do szpitala, a rodzina nie zgadza się na operację, która może uratować mu życie.

Co szpital, to chirurgia
O tym, że w naszym województwie jest za dużo szpitali, które prowadzą identyczną działalność mówi się od ponad pięciu lat. Marek Chojnowski, szef szpitala w Sokółce przypomina słynną analizę, którą zlecił jeszcze marszałek poprzedniej kadencji.
- Firma, która ją przeprowadzała, wskazała na zasadność likwidacji niektórych szpitali i ograniczenia ostrych łóżek. Jednak analiza nie zyskała entuzjastów. Wprowadzenie zalecanych w niej decyzji wymagałoby ogromnej odwagi - mówi Marek Chojnowski.
Analiza została odłożona do szuflady, a w naszym województwie nadal są po dwa oddziały chirurgiczne w powiecie, a obok dużego szpitala dziecięcego - pediatria w szpitalu wojewódzkim. Te wszystkie jednostki trzeba obdzielić pieniędzmi z Narodowego Funduszu Zdrowia. Pula, która dla jednego szpitala byłaby wystarczająca, podzielona na dwa, dla wszystkich jest za mała.
- Miałem w tym tygodniu naradę z dyrektorami szpitali. Wszyscy widzą te oszczędności w służbie zdrowia. Wystarczy się przyjrzeć strukturze poszczególnych szpitali i określić, które odziały są potrzebne, a które nie. Jednak jest to niemożliwe ze względu na wewnętrzny oportunizm. Bez przymusu nikt tego nie zrobi - rozkłada ręce Krzysztof Tołwiński, wicemarszałek województwa odpowiedzialny za służbę zdrowia.
Skąd ten opór? Służba zdrowia to wyjątkowo populistyczny temat. Żaden logicznie myślący starosta przed zakończeniem swojej kariery politycznej nie pozwoli na poważne zmiany w podległym mu szpitalu. Boi się etykietki: to ten, który zniszczył szpital.
- Tu jest pewien paradoks. Ludzie myślą, że zamrożenie struktur w szpitalach zapewni im prace i bezpieczeństwo zdrowotne. Ale to nieprawda. Właśnie przez to te szpitale mogą upaść - mówi Marek Chojnowski.
Tym bardziej, że nie tyle chodzi tu o likwidację małych szpitali i nierentownych oddziałów, lecz o ich przekształcanie. Zamiast utrzymywać chirurgię w małym mieście lepiej utworzyć oddział dla przewlekle chorych. Pacjenci i tak na poważne operacje pojadą do większego szpitala. Widać to na przykładzie Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego w Białymstoku, który przekroczył już umowę z NFZ o sześć milionów złotych. Inne szpitale - o kilkaset tysięcy. Z kolei miejsc, gdzie starzy ludzie znaleźliby opiekę, jest za mało. A trzeba pamiętać, że nasze społeczeństwo staje się coraz starsze. Niestety, tak jak wszyscy uznają te argumenty, tak nikt nie jest w stanie wprowadzić je w życie.

Izby badań
Pan Stanisław jest po sześćdziesiątce. Uskarża się duszności i bóle w sercu. Od lekarza rodzinnego dostał skierowanie do kardiologa. Jednak w rejestracji zapisano go dopiero na przyszły rok. Boi się, że w tym czasie jego stan zdrowia się pogorszy. Co robi? Idzie na szpitalny ostry dyżur internistyczny. Opowiada lekarzowi o ostrych bólach, a ten przyjmuje go do szpitala na obserwację. Pacjent spędza tam cztery dni, w tym czasie dostaje leki i ma robione badania krwi i serca. W efekcie okazuje się, że ma podwyższony cholesterol i za wysokie ciśnienie krwi. Dostaje receptę i wraca do domu. Jego pobyt w szpitalu będzie kosztował około 200 złotych. Gdyby pan Stanisław te same badania zrobił w poradni - jego leczenie byłoby o dziesięć razy tańsze.
Ile pacjentów wybiera tę samą drogę co pan Stanisław? Na pewno wielu. Świadczy o tym fakt, że szpitale najbardziej przekraczają kontrakty z NFZ właśnie na oddziałach internistycznych.
Podobnie jest w przypadku kolejek na planowe zabiegi, w które odsyłani są tzw. stabilni pacjenci. Jednak - jak podkreśla profesor Andrzej Dąbrowski, szef Kliniki Gastroenterologii w SPSK - różnica między stanem ostrym a stabilnym jest płynna.
- Często jest tak, że pacjent, który zostanie odesłany jako stabilny, wraca do nas w stanie ostrym. A wówczas jego leczenie jest trudniejsze i dużo droższe - mówi profesor Dąbrowski.

Co robić?
Wyjście wydaje się być proste: zwiększyć liczbę porad specjalistycznych i zabiegów. Ale skąd wziąć na to pieniądze, skoro brakuje ich nawet na leczenie raka?
- Albo zakładamy, że pieniędzy na leczenie jest wystarczająco dużo i godzimy się na kolejki, albo próbujemy je zwiększyć. Oczywiście nie chodzi tu o zwiększanie podatków, bo na to nie ma zgody obywateli. Chodzi o pozyskanie pieniądze z zewnątrz - przekonuje Marek Chojnowski.
Jak to zrobić? I na to są już gotowe recepty. Jedną z nich półtora roku temu opracował zespół powołany przez profesora Zbigniewa Religę. Był w nim Eugeniusz Muszyc, przewodniczący Podlaskiej Federacji Związków Zawodowych Pracowników Ochrony Zdrowia:
- Chcieliśmy między innymi przeznaczyć na służbę zdrowia część pieniędzy z akcyzy. W końcu papierosy i alkohol są przyczyną wielu chorób. Podobnie miało być w przypadku leczenia ofiar wypadków. Tu część kosztów opłacałyby ubezpieczalnie - mówi Eugeniusz Muszyc. Ale to nie wszystko. Szpitale miały utworzyć specjalne sale dla zamożnych pacjentów. Za izolatkę z telewizorem i DVD trzeba by dodatkowo zapłacić.
Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy poszedł jeszcze dalej. Zaproponował - na wzór europejski - żeby do leczenia dopłacał każdy pacjent. Chodzi m.in. o opłatę hotelową, za jedzenie i pobyt w szpitalu. Oczywiście w tym wypadku za osoby o niskich dochodach płaciłoby państwo. - Pozostali pacjenci mogliby się dodatkowo, dobrowolnie ubezpieczyć od takich opłat - dopowiada Marek Chojnowski i przypomina o jeszcze jednej, zapomnianej recepcie. To koszyk świadczeń gwarantowanych, o którym mówił jeszcze osławiony były minister zdrowia Mariusz Łapiński. Chodzi o jasne określenie, jakie leczenie jest finansowane z NFZ, a jakie nie. W przypadku tego drugiego (np. operacji upiększających) - publiczny szpital miałby prawo pobierać od pacjentów pieniądze. Teraz jest to prawnie niemożliwe.

Recepty wyblakły, pieniędzy nie ma
- Obecny minister zdrowia Marek Balicki na początku swojej kadencji napinał muskuły i zapowiadał, że to wszystko wprowadzi, ale cała para poszła w gwizdek. Nie zrobił nic i dryfuje na starej fali - ocenia Eugeniusz Muszyc.
Czy to się zmieni? Na pewno nie teraz. Przed wyborami pokazuje się samą marchewkę, bez kija. Będziemy więc teraz zasypywani opowieściami o szpitalach rodem z serialu "Na dobre i na złe": bez kolejek, z uśmiechniętymi pielęgniarkami i salami, w których nie opada tynk. Ale nie dajmy się zwieść. Tego bez wyrzeczeń nie da się zrobić.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3