Lech Wałęsa: Sikał czy nie sikał? Przeszłość czyli wpływ na polityczny wizerunek

Mirosław Miniszewski
Każdy, kto publicznie pluje na Lecha Wałęsę, jest w istocie wrogiem Rzeczpospolitej, nawet jeśli ma rację co do faktów z historii. Nie dlatego, że jest on wspaniały, święty i nieskalany, ale dlatego, że osłabia to pozycję Polski w świecie.
Każdy, kto publicznie pluje na Lecha Wałęsę, jest w istocie wrogiem Rzeczpospolitej, nawet jeśli ma rację co do faktów z historii. Nie dlatego, że jest on wspaniały, święty i nieskalany, ale dlatego, że osłabia to pozycję Polski w świecie. Fot. Archiwum
Udostępnij:
Lepszy jest niedomiar niż nadmiar słów względem faktów. Stąd deflacyjna koncepcja prawdy. Tyleż jest prawd, ilu jej komentatorów.

Ostatnie tygodnie przyniosły kolejny konflikt o historię. Okazało się, że podobno Lech Wałęsa nasikał jako pacholę do kościelnej kropielnicy, a potem jeszcze, jako już młodzian, spłodził nieślubne dziecko. Sprawę wykrył tropiciel historycznych demonów, operator kserokopiarki w Instytucie Pamięci Narodowej, świeżo upieczony historyk z Uniwersytetu Jagiellońskiego, mgr Paweł Zyzak.

Trwa ożywiona debata. Czy wolno w imię historycznej prawdy deptać autorytet Wałęsy, czy też nie? Czy wolno dokumentować w historycznych pracach magisterskich to, co wydaje się istotne, czy należy tego zaniechać, jeśli dotyczy to pewnych osób? Jedni biją brawa legendzie Solidarności, inni nadal tropią złe duchy PRL-u zawzięcie i z zapałem, nie bacząc na skutki polityczne, domagając się bezwzględnie prawdy.

Między racją stanu a prawdą

Prawda, pamięć i polityka. Tych trzech słów na tę samą literę nie należy mylić ze sobą ani nawet pochopnie łączyć w jedno. Na temat prawdy nie warto się w zasadzie rozpisywać. Filozofowie do dzisiaj nie ustalili jej definicji. Kiedyś była nią "zgodność sądów z rzeczywistością". Potem prawdy należało szukać wyłącznie w konkretnych układach odniesienia (tzw. koherencyjna teoria prawdy).

Niedawno opracowano stanowisko zwane deflacjonizmem, które twierdzi, że coś takiego jak prawda nie może funkcjonować w języku, a i tak nie ma to żadnego znaczenia. Koncepcja ta ukuta została we współcześnie panującej atmosferze totalnego nadmiaru informacji oraz postępującej inflacji słowa. Niektórzy filozofowie zatem sądzą, że pojęciu prawdy przypisuje się zbyt wiele, a w rzeczywistości znaczy ono niewiele lub prawie nic. Trzeba więc zdmuchnąć (łac. "deflo" - zdmuchuję) nadmiar, który się temu słowu przypisuje. Idealna sytuacja jest wtedy, kiedy słowa mają dokładne pokrycie w rzeczywistości.

Lepszy jest niedomiar niż nadmiar słów względem faktów. Stąd deflacyjna koncepcja prawdy. Tyleż jest prawd, ilu jej komentatorów. Nasz język prawdopodobnie nie jest w ogóle zdolny do ujęcia czegoś takiego jak prawda. Zatem należy ją zostawić w spokoju - nie na niej zasadza się bowiem polityka, a ta nas tutaj przecież interesuje.

Pamięć, w tym pamięć narodowa, to bardzo istotna kwestia. Norwid pisał, że "naród bez historii to jak człowiek, który utracił pamięć". Jednak historia to nie pamięć! Nazwa urzędu badającego polską historię jest zatem radykalnie nieodpowiednia. Zamiast nazwać go po prostu Instytutem Historii Narodowej, wybrano bardzo niebezpieczne w tej sytuacji odwołanie do pamięci, która rejestruje nie fakty, lecz ich umysłowe reprezentacje. Pamięć to subiektywne rejestrowanie faktów i jako taka podlega zmianom, przeobraża się i nigdy nie jest odwzorowaniem historii - zawsze jest tylko jej interpretacją.

Dlatego twórcy nazwy Instytutu Pamięci Narodowej, po freudowsku chyba, nie odnieśli się do historii jako nauki posiadającej swoją określoną metodologię, tylko właśnie do pamięci, jakby antycypując to, co się zaczęło dziać wokół tej instytucji później.

Historią nie można zarządzać, bo źródła, świadectwa o faktach trzeba bezwzględnie weryfikować. Pamięcią jednak można zarządzać z łatwością przy pomocy całkiem prymitywnych metod. W nazwie IPN-u kryje się wiec niejawnie istota tej instytucji. Dlatego to nie historia, ale psychologia społeczna i socjologia byłyby odpowiednimi metodami do zrozumienia fenomenu, jakim jest ta instytucja.

Polityka natomiast nie ma nic wspólnego nie tylko z prawdą i pamięcią, ale przede wszystkim nie ma żadnych związków z etyką i moralnością. Polityk może być moralny, ale nie musi, zwłaszcza wtedy, kiedy chodzi o rację stanu. Bo to ona jest tym, o czym w polskiej polityce już dawno zapomniano. Dlatego, paradoksalnie, to nie na przykład encykliki Jana Pawła II powinny być podstawowym podręcznikiem polskich polityków, ale dzieło Niccola di Bernardo dei Machiavelliego pt.: "Książę". Dopiero po starannej lekturze tego wybitnego, renesansowego podręcznika sprawowania władzy można przystąpić do oceniania życia i roli Lecha Wałęsy.

Wałęsa i polska racja stanu

Włoski filozof odkrył, że nawet wtedy, kiedy ktoś bardzo chciałby w polityce postępować moralnie, to i tak nie uda mu się obronić przed ludzką niegodziwością. Pisał między innymi, że "racja nic nie znaczy, gdy nie jest poparta siłą" oraz że "w polityce bezbronni prorocy nie zwyciężają". Zdaniem Machiavelliego w polityce nie obowiązuje moralność, tylko szczególna umiejętność zwana virtu. Dzięki niej polityk zyskuje energię, inicjatywę i zdolności do podejmowania decyzji oraz szybkiego i skutecznego działania. To virtu umożliwia przejęcie częściowej kontroli nad losem, którym jednak i tak w znacznej mierze rządzi przypadek.

U renesansowego filozofa pojawia się po raz pierwszy w historii pojęcie państwa (wł. "il stato" - stan) oraz jego racji - tak zwanej racji stanu. To Machiavelli jest twórcą nowożytnego pojęcia państwowości i od niego nadal warto się uczyć podstaw jej organizowania.

W świetle filozofii Machiavelliego Lech Wałęsa postąpił najlepiej, jak mógł dla państwa polskiego. Jeśli zawarłby w tamtym czasie pakt z samym diabłem, a wyzwolił jednocześnie Polskę od jarzma Sowietów, to liczyłoby się tylko to drugie. Zatem dla mnie mógł nie tylko sikać do kropielnicy i płodzić dzieci po całej Polsce oraz pić wódkę z esbekami, ale i mógł także - czysto hipotetycznie rzecz ujmując oczywiście - uwieść i porzucić córkę Jaruzelskiego, a w Magdalence otruć cyjankiem paru komunistów lub nawet przeszkadzających mu kolegów z opozycji. Jeśli tylko dzięki temu osiągnąłby to, co dzisiaj jest naszym udziałem, to nie miałoby to żadnego znaczenia.

Tym gorzej dla faktów

Próby mocodawców IPN-u, aby obrzydzić Polakom Wałęsę, są nie tylko infantylną zagrywką chorych z nienawiści i niedorosłych do poważnej polityki ludzi, ale przede wszystkim godzą w polską rację stanu. Lech Wałęsa jest jak na razie najlepszym, zaraz po zmarłym Janie Pawle II, ambasadorem Polski w świecie. Wszędzie otwierają się przed nim drzwi do salonów światowej polityki. Podczas wystąpień publicznych przyjmowany jest zazwyczaj na stojąco i oklaskami.

Szanują go wszyscy, z wyjątkiem dużej grupy rodaków, z których wielu zawdzięcza mu swoją obecną pozycję. Jest to postać polityczna dużego formatu, która cały czas wiele może zdziałać dla Polski na arenie międzynarodowej. Jeśli w tej sytuacji my, Polacy, wywlekamy mu jakieś pierdoły z dzieciństwa, próbując go zdyskredytować, to tym samym ośmieszamy Polskę, działamy na jej szkodę i nie przysparza to wstydu legendzie Solidarności, tylko całemu krajowi.

Jeśli nawet historia, fakty, mówią nam coś niekorzystnego o Wałęsie, to - ujmując to po heglowsku - tym gorzej dla tych faktów. Nie interesuje mnie zatem wysokość, na której znajdowała się kropielnica w kościele, do której miał sikać jako dziecko Lech Wałęsa, ani wspomnienia jego sąsiadów. Nie chciałbym też nigdy więcej oglądać byłego prezydenta, jak tłumaczy się ludziom, których polityczny format z natury predestynuje do bycia obsikiwanym przez rzeczywistych graczy w polityce. Nie interesuje mnie prawda o Wałęsie, komu co podpisywał ani z kim sypiał po wsi, ani jakim prywatnie był i jest człowiekiem. Interesuje mnie tylko to, że żyję w wolnym od komunizmu i Sowietów kraju i że to ten człowiek się do tego wydatnie przyczynił.

Biorąc pod uwagę to, co zrobiono na przykład w Rumunii, wielu powinno się cieszyć z faktu, że pozwolono im w ogóle dalej żyć. Przejęciu władzy zawsze towarzyszy okrucieństwo i terror, które jednak, zgodnie z wytycznymi Machiavelliego, należy stosować, jednakże rozsądnie i tylko w miarę potrzeby. Na szczęście nie musiano się do tego uciekać w 1989 roku - w czasie, kiedy Paweł Zyzak jeszcze robił w pieluchy. Zanim zacznie młody magister historii, operator kserokopiarki, mierzyć się kolejny raz z politycznym wymiarem Lecha Wałęsy, to na wstępie niech obejrzy sobie nagranie tego momentu, gdzie 17 września 1993 pan Prezydent żegna symbolicznie radzieckich żołnierzy i tym samym kończy wyprowadzanie okupacyjnych wojsk z terenu Rzeczpospolitej.

Bez jednego wystrzału, z podwiniętym ogonem, czmychała sprzed Belwederu armia, która przez kilkadziesiąt lat gnębiła pół świata. Tylko to się liczy. Pamiętajmy, że niewiele brakowało, a rosyjscy wojskowi nigdy nie opuściliby terytorium Polski, nawet w obliczu jej nowego ładu politycznego. Taki wariant był jak najbardziej możliwy. Mało kto dzisiaj pamięta, że rząd Tadeusza Mazowieckiego zwlekał z żądaniem wycofania sowieckich sołdatów. W sytuacji jednoczenia się wówczas Niemiec uznawano ich za gwarantów stabilności naszych zachodnich granic. Wałęsa miał, na szczęście, inne zdanie.

Każdy, kto publicznie pluje na Lecha Wałęsę, jest w istocie wrogiem Rzeczypospolitej, nawet jeśli ma rację, co do faktów z historii. Nie dlatego, że jest on wspaniały, święty i nieskalany, ale dlatego, że osłabia to pozycję Polski w świecie, która najbliższych latach okaże się kluczową kwestią dla naszego bezpieczeństwa i poziomu życia, do którego to dobrostanu pokolenie magistra Zyzaka zdążyło już zbyt się przyzwyczaić.

Jesteśmy bacznie obserwowani przez naszych sąsiadów i sojuszników. Ich decyzje względem Polski będą adekwatne do naszej wewnętrznej siły. Państwo, w którym politycy nie potrafią dojść do kompromisu w sprawach fundamentalnych, w którym nie ma zgody co do roli porządkujących polityczny ład symboli, takich jak choćby Wałęsa, jest zaiste łatwym łupem nawet dla kogoś, kto zrazu nie ma wobec niego złych zamiarów.

Nasza racja stanu wymaga od nas dzisiaj jedności w kwestii pryncypiów i na badanie historii w stylu Zyzaka stać będzie dopiero następne pokolenia, najprędzej za pięćdziesiąt lat. Każde normalnie działające państwo trzyma tajne archiwa zamknięte tak długo, aż ich otwarcie nie ma już bezpośredniego wpływu na politykę.

Wideo

Komentarze 32

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Olewał ZOMO w czasie gdy jarek robił w majty pod kołderką mamusi.

t
takPYTAm

To w końcu sikał czy nie ???

Osobiście wiem że sikał tylko ile razy i gdzie?

Dowiemy się wreszcie ???

m
michał
Może lepiej wspomnieć w jakich spółkach zasiadał Piotr Mochnaczewski i co tam robił i ile kasy brał???
m
michał
Lepiej podpytać Panią Sandrę Lewandowską o tym Piotrze Mochnaczewskim ponoć wie wszystko, co robił, czym sie zajmował w MSWiA, z kim miał kontakty bo jej rola było "pilnować" go między innymi i niech się Pan Mochnaczewski modli, żeby nie wyszło na jaw jakich rzekomo przestępstw się dopuszczał. Poza tym, że był skandalistą seksualnym.
~bolek~
Nauczycielka karci ucznia:
- Jesteś uczniem szkoły podstawowej i już palisz papierosy?!
- Proszę pani - usprawiedliwia się chłopiec - Wałęsa też w podstawówce palił papierosy.
- Tak, ale miał wtedy osiemnaście lat!
z
zenek
Gdy idziesz na spotkanie z UB to nie wiesz czy wrócisz! A miał dzieci, żonę, rodzinę!

toteżteż na tym pierwszym spotkaniu wyraził chęć współpracy z SB...z ainformacje otrzymał 11500 zł ( równowartość 5 przeciętnych ówczesnych pensji)
naprawdę radzę poczytać trochę więcej o Wałęsie niż w popularnej prasie...np o warunkach pobytu w Armałowie...

czemu wałęse niby "wroga nr 1" traktowano jak króla? czemu inny opozycjonistów bito?

i co najważniejsze..skończmy opowiadać bzdury o tym jak wałęsa miałby "obalić komunę" bo takie teksty to łykają co najwyżej nieświadome niczego studenciaki z WSAPu a nie lduzie którzy mają jakiekolwiek pojęcie o geopolityce
A
Anonim
Zamiast komentarza
f
fernando
CYTAT(Andrzej Nowakowski @ 20.04.2009, 21:03:35)
1. pan wałęsa brał kasę za donosy na kolegów
2. pan wałęsa notorycznie kłamie
3. pan wałęśa notorycznie obraża każdego oponenta
4. pan wałęsa nie dopuszczał do wolności słowa w Solidarności...oponetów chamsko rolował (np małżeństwo Gwiazdów)

i 5. najsmutniejsze..pan wałęsa całkiem niedawno za kilkanście tys zł wygłosił "wykład" dla sieci znanej z łamania praw pracowników Carrefura, gdzie nie potepił tych haniebnych praktyk ale coś bredził o 'dopowiedzialnosci w biznesie"..za kasę ten człowiek zrobi wszystko...


Pisałem o Lechu Wałęsie, jako o symbolu zmian, człowieku-symbolu i taki jest w percepcji większości ludzi w Polsce i na świecie i faktycznie jest takim symbolem. A to czy brał kasę za donosy, jeśli w ogóle były, to że jak piszesz kłamie, to świadczy o nim jako o człowieku, nie był idealny, to że wypowiada się nielogicznie, w sposób dość prosty, itd to świadczy o tym, że jest prostym człowiekiem. A jeśli bierze kasę za "wykład", czy bardziej "występ" to cóż w tym złego, jeśli ktoś mu za to płaci, to co? Jeśli jak sugerujesz źle o nim świadczy fakt, że zrobił "wykład" dla sieci, która wg Ciebei łamie prawa pracownicze, to także źle świadczy o wszystkich którzy tam kupują, czyż nie?

Trzeba pamiętać też o tym, że jeśli nawet można wiele podejrzanych rzeczy napisać o Wałęsie, to trzeba pamietać też o tym, że on był w tych trudnych czasach na świeczniku, owszem był reprezentantem, ale nadstawiał karku, czyż nie? Gdy idziesz na spotkanie z UB to nie wiesz czy wrócisz! A miał dzieci, żonę, rodzinę! Kto dzisiaj z tych którzy tak krytykują Wałęsę zaryzykują życie lub zdrowie swoje i własnej rodziny aby stanać na czele jakiegoś ruchu który zmieni istotnie kraj? Także oceniajac Wałesę trzeba też widzieć te dobre strony. Mi chodzi o to aby można było swobodnie mówić i pisać o wszystkim, nie zabraniac niczego nikomu i nie skrzywiać rzeczywistości.

Podsumowując, Lech Wałęsa jest w mojej opinii symbolem zmian, a czy może być przykładem do naśladowania? Tylko jako symbol.
f
fernando
Ola Boga!

Tak w wielkim skrócie można skomentować to co autor tego artykułu nawypisywał, ale żeby nie być gołosłownym, odniosę się po kolei do zawartości.

1. Pięknie Pan zmanipulował pojęcie prawdy. Z tekstu wynika, że w ogóle nie powinniśmy jej dociekać bo jej nie ma! Nie dodał Pan jednak, że chodzi tutaj o prawdę w sensie filozoficznym, a nie fakty. W sensie filozoficznym nie sposób stwierdzić, że zdanie „krowa jest ssakiem” jest prawdą, nie ma 100% pewności czy Pan istnieje! Bo to, o czym Pan pisze odnosi się do prawdy absolutnej. Takiej nie ma! Ale przy takim podejściu do sprawy nic nie wiadomo, niczego nie warto, itd.
Istnieje jednak świat, postrzegany przez wszystkich Polaków mniej lub bardziej prawidłowo. Każdy widząc chleb w sklepie powie, że to chleb, czyż nie? Tutaj szanowny Panie chodzi o fakty. A te są, jakie są, niezależnie od tego, kto jak definiuje pojęcie prawdy.
Sprytnie zamulił Pan pojęcie prawdy na wstępie artykułu, co poparte mądrymi terminami ma uwiarygodnić, że nie watro jej szukać. To czysta manipulacja Szanowny Panie!

2. Potem pisze Pan coś o pamięci i IPN. W jaki sposób połączył Pan IPN z książką Zyzaka? Przez kserokopiarkę? Pysznie! Gratuluję wnikliwości! Dowodzi Pan, że z samej nazwy IPN można wnioskować o charakterze instytucji! Po co Pan powiązał Zygzaka z IPNem? Tylko po to, aby nieuprawnienie przedstawić tę instytucję w złym świetle, czyż nie? I udowodnić, że każdy, kto się zajmuje Lechem Wałęsą wypominając mu „grzechy”, jest wrogiem RP!

3. I wreszcie pisze Pan o Machiavellim, stwierdzając że miał rację pisząc „cel uświęca środki”. A czy wie Pan ilu filozofów się z nim nie zgadza? Setki! A Pan napisał tylko o nim, bo pasowało Panu do tezy, czyż nie? A może weźmy poglądy Maksa Webera, który definiował politykę jako: dążenie do udziału we władzy lub do wywierania wpływu na podział władzy? Czy w tym kontekście można uznać, że Wałęsa chciał tylko władzy? Może tak, to taka manipulacja w pańskim stylu!

4. Gdy ktoś pisze, że w polityce „cel uświęca środki” to ja się boję! Czy myśli Pan, że inaczej postępował Hitler, Stalin? Oni też chcieli, aby ich kraj był wolny, potężny i bogaty, w swoim oczywiście rozumieniu tych pojęć! No i „cel uświęcił środki”! A Pan stanowczo stwierdza, że tak jest OK.! W cale nie jest! A czy Pan wie, że tzw racja stanu jest rozumiana inaczej przez każdego polityka? Czy Pan wie, że wszelkie zbrodnie dokonane przez komunistów za czasów ZSRR były właśnie robione w imię filozofii Machiavellego! Sam Pan udowadniał, że prawdy nie ma!

Przytoczę kilka cytatów:

„ale i mógł także (Wałęsa – dop. fernando) - czysto hipotetycznie rzecz ujmując oczywiście - uwieść i porzucić córkę Jaruzelskiego, a w Magdalence otruć cyjankiem paru komunistów lub nawet przeszkadzających mu kolegów z opozycji.”

„Jeśli nawet historia, fakty, mówią nam coś niekorzystnego o Wałęsie, to - ujmując to po heglowsku - tym gorzej dla tych faktów.”

„Próby mocodawców IPN-u, aby obrzydzić Polakom Wałęsę, są nie tylko infantylną zagrywką chorych z nienawiści i niedorosłych do poważnej polityki ludzi, ale przede wszystkim godzą w polską rację stanu”

„Nie chciałbym też nigdy więcej oglądać byłego prezydenta, jak tłumaczy się ludziom, których polityczny format z natury predestynuje do bycia obsikiwanym przez rzeczywistych graczy w polityce. Nie interesuje mnie prawda o Wałęsie, komu co podpisywał ani z kim sypiał po wsi, ani jakim prywatnie był i jest człowiekiem.”

Szanowny Panie nie wiem czy Pan się zorientował, ale żyjemy w wolnym kraju, w kraju w którym można krytykować osoby publiczne niezależnie od tego, czy jest się studentem, licealistą, politykiem czy emerytem! Czy uważa Pan, że ktoś np. Wałęsa traci coś z siebie jeśli tłumaczy się przed innymi. Szanowny Panie On o to walczył, aby władza i ludzie wysoko postawieni nie byli wszechmocni, to dzięki niemu każdy dzisiaj może wypisywać bzdury, i Pan, i ja, i inni. Dlaczego zatem Pan zabrania ludziom krytyki Lecha Wałęsy? Jako osoba publiczna, będzie krytykowany, będą o nim pisać książki, pochlebne i kontrowersyjne, jak o każdym człowieku, który odegrał w historii znaczną rolę, czy to jako symbol czy też rzeczywiście.

Stosuje Pan szczególny rodzaj argumentacji, który dziennikarzowi nie przystoi, jeśli nie interesuje Pana prawda, to powinien Pan zmienić zawód! Czy nie jest tak, że czytając kolejny Pana artykuł każdy myślący będzie się zastanawiał czy pisze Pan prawdę, czy nie? Jak dla dziennikarza to przecież śmierć zawodowa!

„Jesteśmy bacznie obserwowani przez naszych sąsiadów i sojuszników. Ich decyzje względem Polski będą adekwatne do naszej wewnętrznej siły.”

Pan wybaczy, ale to brzmi jak z czasów PRL wystąpienia sekretarzy, coś w stylu „wrogowie ludu nas obserwują”, „wróg patrzy”…

Na koniec moja opinia o Lechu Wałęsie

Lech Wałęsa to człowiek-symbol, symbol zmian w Polsce i w Europie, człowiek któremu należy się szacunek za to co robił. I ma Pan rację, że nie jest tak bardzo ważne czy pił wódkę z ubekami, miał nieślubne dziecko… Bo to i tak w żaden sposób w oczach myślącego człowieka nie zmieni jego oceny. Ale większy szacunek niż jemu samemu, należy się ideom o które walczył, czyż nie? A walczył także o wolność słowa. A Pan i sam Wałęsa dzisiaj, tej wolności zabraniacie Panu Zyzakowi! I na to nie można się zgodzić!
r
radek
CYTAT(Mirosław Miniszewski @ 19.04.2009, 18:57:31)
Post Scriptum:

Pisanie, publiczne ujawnianie swoich poglądów, jest zajęciem powodującym wystawianie się na publiczny osąd. Nic w tym złego. W zasadzie cieszę się z tego, kiedy ktoś krytykuje moje publikacje. Problem w tym, że między krytykowaniem a publicznym gnojeniem człowieka jest kolosalna różnica. Panowie, tak "pięknie" posługujący się naszym językiem, ukrywając się za anonimowością, jaką pozornie gwarantuje internet, są zdaje się z tej kategorii ludzi, którzy do perfekcji opanowali nader atrakcyjną współcześnie sztukę bycia nikim z ukrycia. I nie o mnie tutaj chodzi, bo mam w nosie te wszystkie napisane marnym językiem wypociny, ale o poziom kultury tego forum. Jeden z Panów pyta mnie: "coście zrobili z tą Polską?". To ja odpowiadam - proszę spojrzeć na to forum, na wypowiedzi ludzi, którzy mówią w taki sposób do innych. A ja się pytam, kto tych ludzi wychowywał, z jakimi ludźmi się spotykali i jaki straszne musieli mieć dzieciństwo, żeby mieć tak obrzydliwy stosunek do innych ludzi. Do tej pory bycie pismakiem sprawiało mi jaką taką przyjemność. To dobra praca, pozwala zdystansować się od samego siebie. I to, że ja piszę pod imieniem i nazwiskiem, nawet teraz, pozwala mi jednak spać spokojnie, będąc przekonanym o słuszności tego, co prezentuję jawnie i otwarcie. Mnie jest dobrze z moimi poglądami i Waszymi komentarzami na ich temat. Ostatecznie z tego mam chleb i opłacony czynsz. Czego więcej mógłbym chcieć jeszcze?

Mam jednak propozycję: zapiszcie te wszystkie swoje powyższe wypowiedzi na karteczkach, podpiszcie swoim imieniem i nazwiskiem i pokażcie dzieciom, żonom, babciom, sąsiadom czy kolegom w pracy - pochwalcie się tymi jakże "oryginalnymi poglądami". Niech zobaczą Was od tej strony, którą wobec Czytelników Porannego tak chętnie prezentujecie. Ja się tego, co piszę, wstydzić nie muszę, nawet jeśli się mylę.

Przeglądając Wasze wpisy zacząłem się zastanawiać, jak czuć się musi Lech Wałęsa. Zaiste mocnym musi być on człowiekiem, że nie dał się zmiażdżyć takiej ilości ludzkiej niegodziwości, jaką przeciw niemu wytoczono. Dlatego szanuję go, pomimo tego, że czysto po ludzku mnie drażni i estetycznie odpycha. Nigdy na niego nie głosowałem i nie mam zbyt dobrego zdania o jego metodach pracy prezydenckiej. W rzeczy samej nie jest kimś, kogo chciałbym bliżej poznać. Jednak na tym polega polityka i przestrzeń publiczna wolnych ludzi, że można kogoś szanować i jednocześnie do głębi się z nim nie zgadzać, a nawet być jego wrogiem. I o taki świat walczył Wałęsa. Świat, gdzie Służba Bezpieczeństwa nie sprawdza Waszych, Panowie, numerów IP, spod których piszecie "anonimowo" i nie zabiera Was o świecie na przesłuchanie za posiadanie "niewłaściwych" poglądów. Dlatego cieszmy się wolnością słowa, póki ją jeszcze mamy. Każdego ranka, wychodząc do sklepu po chleb i mleko cieszę się z tego, że żyję w świecie, w którym każdy, nawet idiota, ma prawo głosu i mam dojmującą świadomość, że nie wyrosło to na drzewie, tylko ktoś to dla nas wywalczył. Bo ja, pomimo tego, że mam dopiero 36 lat, pamiętam doskonale czasy, gdy było inaczej.

Mirosław Miniszewski
redaktorek po WSAP-ie


Witam:
1) Nie widzę powodu dla którego mam ujawniać swoje imię i nazwisko, to Panu a nie mi płacą za teksty.
2) Nawet podpisywanie się imieniem i nazwiskiem nie zwalnia od pisania zdań w stylu:

"ale i mógł także - czysto hipotetycznie rzecz ujmując oczywiście - uwieść i porzucić córkę Jaruzelskiego, a w Magdalence otruć cyjankiem paru komunistów lub nawet przeszkadzających mu kolegów z opozycji. Jeśli tylko dzięki temu osiągnąłby to, co dzisiaj jest naszym udziałem, to nie miałoby to żadnego znaczenia."

Nie po to bowiem moje dzieci się uczą w szkole, na przykładzie tekstów Herlinga - Grudzińskiego, że KAZDE życie jest cenne, żeby potem w gazecie czytać takie androny.

3) To, że jest Pan po WSaPie to już chyba się zorientowali wszyscy czytelnicy Pana tekstów, pojawiły się w nich bowiem liczne zdania skrycie "reklamujące" tą uczelnię.

4) Nikt Pana publicznie nie gnoił - przedstawiając swój tok myślenia naraził się Pan na krytykę, a zaprezentował Pan to w takiej a nie w innej formie, niezwykle autokratycznej:

"Nasza racja stanu wymaga ..."
"Każdy, kto publicznie pluje na Lecha Wałęsę, jest w istocie wrogiem Rzeczypospolitej..."

Inaczej rzecz ujmując mówi Pan czytelnikom co mają myśleć.
Taki ton kojarzy mi się niestety z pisaniem przed 89 rokiem i wobec takiego tonu stanowczo się sprzeciwiam. Ciesze się, że Pan pamięta te czasy bo dzięki temu zakładam, że jest Pan w stanie zrozumieć głosy oburzenia jakie sie pojawiły po Pana tekście. Jak słusznie ktoś zauważył dziś jest internet i można się sprzeciwić publicznie.

5) Obrażanie się na czytelników jest co najmniej paradoksalne w sytuacji rynkowej. Powiem krótko - nie to nie, wydam te pieniądze na coś innego a Panu radzę jednak popracować nad "zdystansowaniem się".

6) Co do Lecha Wałęsy i co do tego jak on może się czuć - również w skrócie - prawdziwa cnota krytyk się nie boi. A sam Wałęsa raczej nie powinien narzekac na samopoczucie tylko Ci, którzy w jakikolwiek sposób zaprotestują przeciwko kolejnym "złotym myślom" i przeszłości byłego prezydenta:

"Jednak na tym polega polityka i przestrzeń publiczna wolnych ludzi, że można kogoś szanować i jednocześnie do głębi się z nim nie zgadzać, a nawet być jego wrogiem."

Czyżby?
Każdy kto w minimalnym chociązby tonie powie coś na Wałęsę jest niszczony. Prosze o przykłąd jakiejkolwiek racjonalnej polemiki, nie ze strony IPN, ale ze strony obrońców Wałęsy. Przeczytałęm dokładnie ksiązkę Gontarczyka i Cenckiewicza, bardzo bogato ilustrowana dokumentami na temat Wałęsy. Jaka byłą odpowiedz Wałęsy - publicznie, wieloktotne poniżanie w niewybrednych słowach jednego z autorów, pastwienie się nad jego rodziną i przodkami, wyzywanie ich od agentów SB

Pozdrawiam
k
kierownik zakładu
CYTAT(Mirosław Miniszewski @ 19.04.2009, 18:57:31)
Post Scriptum:

Pisanie, publiczne ujawnianie swoich poglądów, jest zajęciem powodującym wystawianie się na publiczny osąd. Nic w tym złego. W zasadzie cieszę się z tego, kiedy ktoś krytykuje moje publikacje. Problem w tym, że między krytykowaniem a publicznym gnojeniem człowieka jest kolosalna różnica. Panowie, tak "pięknie" posługujący się naszym językiem, ukrywając się za anonimowością, jaką pozornie gwarantuje internet, są zdaje się z tej kategorii ludzi, którzy do perfekcji opanowali nader atrakcyjną współcześnie sztukę bycia nikim z ukrycia. I nie o mnie tutaj chodzi, bo mam w nosie te wszystkie napisane marnym językiem wypociny, ale o poziom kultury tego forum. Jeden z Panów pyta mnie: "coście zrobili z tą Polską?". To ja odpowiadam - proszę spojrzeć na to forum, na wypowiedzi ludzi, którzy mówią w taki sposób do innych. A ja się pytam, kto tych ludzi wychowywał, z jakimi ludźmi się spotykali i jaki straszne musieli mieć dzieciństwo, żeby mieć tak obrzydliwy stosunek do innych ludzi. Do tej pory bycie pismakiem sprawiało mi jaką taką przyjemność. To dobra praca, pozwala zdystansować się od samego siebie. I to, że ja piszę pod imieniem i nazwiskiem, nawet teraz, pozwala mi jednak spać spokojnie, będąc przekonanym o słuszności tego, co prezentuję jawnie i otwarcie. Mnie jest dobrze z moimi poglądami i Waszymi komentarzami na ich temat. Ostatecznie z tego mam chleb i opłacony czynsz. Czego więcej mógłbym chcieć jeszcze?

Mam jednak propozycję: zapiszcie te wszystkie swoje powyższe wypowiedzi na karteczkach, podpiszcie swoim imieniem i nazwiskiem i pokażcie dzieciom, żonom, babciom, sąsiadom czy kolegom w pracy - pochwalcie się tymi jakże "oryginalnymi poglądami". Niech zobaczą Was od tej strony, którą wobec Czytelników Porannego tak chętnie prezentujecie. Ja się tego, co piszę, wstydzić nie muszę, nawet jeśli się mylę.

Przeglądając Wasze wpisy zacząłem się zastanawiać, jak czuć się musi Lech Wałęsa. Zaiste mocnym musi być on człowiekiem, że nie dał się zmiażdżyć takiej ilości ludzkiej niegodziwości, jaką przeciw niemu wytoczono. Dlatego szanuję go, pomimo tego, że czysto po ludzku mnie drażni i estetycznie odpycha. Nigdy na niego nie głosowałem i nie mam zbyt dobrego zdania o jego metodach pracy prezydenckiej. W rzeczy samej nie jest kimś, kogo chciałbym bliżej poznać. Jednak na tym polega polityka i przestrzeń publiczna wolnych ludzi, że można kogoś szanować i jednocześnie do głębi się z nim nie zgadzać, a nawet być jego wrogiem. I o taki świat walczył Wałęsa. Świat, gdzie Służba Bezpieczeństwa nie sprawdza Waszych, Panowie, numerów IP, spod których piszecie "anonimowo" i nie zabiera Was o świecie na przesłuchanie za posiadanie "niewłaściwych" poglądów. Dlatego cieszmy się wolnością słowa, póki ją jeszcze mamy. Każdego ranka, wychodząc do sklepu po chleb i mleko cieszę się z tego, że żyję w świecie, w którym każdy, nawet idiota, ma prawo głosu i mam dojmującą świadomość, że nie wyrosło to na drzewie, tylko ktoś to dla nas wywalczył. Bo ja, pomimo tego, że mam dopiero 36 lat, pamiętam doskonale czasy, gdy było inaczej.

Mirosław Miniszewski
redaktorek po WSAP-ie


Ale pisanie "Dymarczyk" i "rządzy" w popełnionym przez redaktorka tekście o Dodzie nie przynosi chluby ani jemu, ani WSAPowi, ani PO. Świadczy o tym usuwanie krytycznych postów na forum. Ale on się nie wstydzi, mamy przecież w Porannym wolność słowa.

Gratuluję idola.
P
Podlasie XXI wieku
To już nie będziemy czytać pana tekstów. Panu tylko chodiz o zapłacenie czynszu i dlatego są one takie rozwlekłe. Trochę pokory
M
Mirosław Miniszewski
Post Scriptum:

Pisanie, publiczne ujawnianie swoich poglądów, jest zajęciem powodującym wystawianie się na publiczny osąd. Nic w tym złego. W zasadzie cieszę się z tego, kiedy ktoś krytykuje moje publikacje. Problem w tym, że między krytykowaniem a publicznym gnojeniem człowieka jest kolosalna różnica. Panowie, tak "pięknie" posługujący się naszym językiem, ukrywając się za anonimowością, jaką pozornie gwarantuje internet, są zdaje się z tej kategorii ludzi, którzy do perfekcji opanowali nader atrakcyjną współcześnie sztukę bycia nikim z ukrycia. I nie o mnie tutaj chodzi, bo mam w nosie te wszystkie napisane marnym językiem wypociny, ale o poziom kultury tego forum. Jeden z Panów pyta mnie: "coście zrobili z tą Polską?". To ja odpowiadam - proszę spojrzeć na to forum, na wypowiedzi ludzi, którzy mówią w taki sposób do innych. A ja się pytam, kto tych ludzi wychowywał, z jakimi ludźmi się spotykali i jaki straszne musieli mieć dzieciństwo, żeby mieć tak obrzydliwy stosunek do innych ludzi. Do tej pory bycie pismakiem sprawiało mi jaką taką przyjemność. To dobra praca, pozwala zdystansować się od samego siebie. I to, że ja piszę pod imieniem i nazwiskiem, nawet teraz, pozwala mi jednak spać spokojnie, będąc przekonanym o słuszności tego, co prezentuję jawnie i otwarcie. Mnie jest dobrze z moimi poglądami i Waszymi komentarzami na ich temat. Ostatecznie z tego mam chleb i opłacony czynsz. Czego więcej mógłbym chcieć jeszcze?

Mam jednak propozycję: zapiszcie te wszystkie swoje powyższe wypowiedzi na karteczkach, podpiszcie swoim imieniem i nazwiskiem i pokażcie dzieciom, żonom, babciom, sąsiadom czy kolegom w pracy - pochwalcie się tymi jakże "oryginalnymi poglądami". Niech zobaczą Was od tej strony, którą wobec Czytelników Porannego tak chętnie prezentujecie. Ja się tego, co piszę, wstydzić nie muszę, nawet jeśli się mylę.

Przeglądając Wasze wpisy zacząłem się zastanawiać, jak czuć się musi Lech Wałęsa. Zaiste mocnym musi być on człowiekiem, że nie dał się zmiażdżyć takiej ilości ludzkiej niegodziwości, jaką przeciw niemu wytoczono. Dlatego szanuję go, pomimo tego, że czysto po ludzku mnie drażni i estetycznie odpycha. Nigdy na niego nie głosowałem i nie mam zbyt dobrego zdania o jego metodach pracy prezydenckiej. W rzeczy samej nie jest kimś, kogo chciałbym bliżej poznać. Jednak na tym polega polityka i przestrzeń publiczna wolnych ludzi, że można kogoś szanować i jednocześnie do głębi się z nim nie zgadzać, a nawet być jego wrogiem. I o taki świat walczył Wałęsa. Świat, gdzie Służba Bezpieczeństwa nie sprawdza Waszych, Panowie, numerów IP, spod których piszecie "anonimowo" i nie zabiera Was o świecie na przesłuchanie za posiadanie "niewłaściwych" poglądów. Dlatego cieszmy się wolnością słowa, póki ją jeszcze mamy. Każdego ranka, wychodząc do sklepu po chleb i mleko cieszę się z tego, że żyję w świecie, w którym każdy, nawet idiota, ma prawo głosu i mam dojmującą świadomość, że nie wyrosło to na drzewie, tylko ktoś to dla nas wywalczył. Bo ja, pomimo tego, że mam dopiero 36 lat, pamiętam doskonale czasy, gdy było inaczej.

Mirosław Miniszewski
redaktorek po WSAP-ie
p
polak
Najpierw trzeba Panie redaktorze przeczytać tę pracę a potem oceniać. Niewątpliwie zostanie Pan nagrodzony za ten artykuł od salonowców-ściemniaczy.
M
Marek Kulesza
Ja pluję na Lecha Wałęsę. Pluję na cały okrągły stół.Pluję na grubą kreskę- czy przez to jestem gorszym polakiem.
Opamiętaj się redaktorku. Brednie wypisujesz.
W 80 roku szczałeś jeszcze pod siebie gdy robotnicy walczyli o wolną i niezależną Polskę. Co ty możesz wiedzieć o tamtych czasach. To co przekazano w zakłamanej historii. Zapominacie słów Jana Pawła II na którego tak wielokrotnie się powołujecie-" a prawda was wyzwoli".
Zniszczyliście ten kraj-zniewoliliście. Spod jednej okupacji -sprzedaliście w drugą.
Coście sk*** uczynili z tą krainą?
Dodaj ogłoszenie