Ławeczka - dobry tekst to połowa sukcesu

Jerzy Doroszkiewicz
Agnieszka Możejko-Szekowska i Bernard Bania wciąż mogą rozwijać grane przez siebie postaci
Agnieszka Możejko-Szekowska i Bernard Bania wciąż mogą rozwijać grane przez siebie postaci Jerzy Doroszkiewicz
Rosyjski tekst z 1985 roku po 30 latach potrafi nadal wywołać wielkie emocje na widowni. W całej Polsce aktorzy lepsi i gorsi wciąż mierzy się z tą tragikomedią, w Białymstoku pokusili się o to Agnieszka Możejko-Szekowska i Bernard Bania.

Reżyser, Mateusz Przyłęcki, przede wszystkim postanowił tekst zdekomunizować i poprzez ascetyczną scenografię i sugestywną muzykę nadać mu piętno współczesności. Nieco schizofreniczne.

Najpierw, jak na seansie w starym kinie, pojawiają się napisy, które mają nas przekonać, że rzecz cała dzieje się w parku, choć scenografią są czarne płaszczyzny i rzucone na scenę europalety, idąc do teatru godzimy się na taką umowę. Jednak pierwsza scena spektaklu sugeruje, że do spotkania pary bohaterów dochodzi nie w parkowej alejce, tylko na zapleczu jakiegoś klubu z muzyką techno, gdzie strudzeni klubowicze wymykają się na zakazanego we wnętrzach papierosa. Paląc, przybierają nieco sztuczne pozy, ogrywają ten bardziej filmowy, niż teatralny rekwizyt, mogą też sprawiać wrażenie palaczy z jakiejś korporacji, którzy oddaję się chwilom zakazanej rozkoszy.

Nagle ze słów płynących z ust aktorów wynika, że jednak znajdują się w parku. To oczywiście wymuszona respektowaniem praw autorskich wierność oryginałowi, ale nie ma w tym nic złego. Wręcz przeciwnie, z kolejnych zdań, dialogów wyłania się pełen stereotypów obraz płci. Początkowo to Bernard Bania, w roli zdecydowanego na działanie podrywacza zdaje się być tą bardziej wyrazistą postacią. Niemal fizycznie można odczuć, jak bardzo się stara być macho i jednocześnie, jak bardzo zależy mu na szybkim seksie z poderwaną w parku rudowłosą rozwódką. Tu Gelman, czyli autor sztuki, wkłada w usta bohaterów pełne humoru i nieco stereotypowe kwestie o łowach rozwiedzionych kobiet na mężczyzn i facetach, którzy tuż po rozwodzie natychmiast muszą się ożenić, rozwieść i tak w koło Macieju. Publiczność może się uśmiechnąć, a kto dawno nie oglądał filmu "Ławeczka" czy tym bardziej spektaklu Teatru Telewizji, nie musi się spodziewać, że od flirtu do uczuciowej katastrofy jest tylko krok. I w życiu, i w scenariuszu napisanym według czechowowskiej znajomości ludzkiej duszy.

Postaci "Ławeczki" i sami aktorzy mają tu spore pole do popisu. Wciąż oddalają się i zbliżają do siebie, obnażają swoje słabości, po cym konstatujemy, że tak naprawdę ciągle tylko zdejmują maski, jakby sami zatracili siebie wciągnięci w wir gry zwanej życiem. Jakby nigdy nie żyli naprawdę, tylko udawali - przed światem, ale przede wszystkim przed sobą. Początkowo tą naiwną, nieco można by rzec gąskowatą jest Możejko. A to się obraża, a to stara wzbudzić zaufanie mężczyzny, co do którego miała wielkie nadzieje. Ze sceny na scenę, zdaje się nabierać mocy, jej gra staje się coraz bardziej wyrazista.
Tymczasem, w miarę opadania kolejnych masek i tożsamości z bohatera kreowanego przez Banię, aktor jakby słabnie. Mając do zagrania w gruncie rzeczy niewdzięczną rolę, zdaje się tracić impet niezbędny do przykucia widza na czas całego spektaklu. Gelman portretowanemu w "Ławeczce" mężczyźnie i tak dał fory. To jemu każde kłamstwo uchodzi na sucho. Każdy atak odpiera atakiem, czyniąc z partnerki osobę współuzależnioną od kłamstw. Przecież często jest tak, że wierzymy w to, w co chcemy wierzyć, bo prawda jest zbyt bolesna.

Z bohaterami "Ławeczki" jest jeszcze jeden problem. Można ich spotkanie obserwować jako słowną szermierkę, nie lubiąc żadnego z nich. Mężczyzna swoimi notorycznymi kłamstwami nie wzbudza chyba podziwu nawet u domorosłego Casanovy, zaś kobieta, która uczepia się nogi kłamliwego kochanka, tej "hieny parkowej", też ma prawo budzić pogardę i to u obydwu wyemancypowanych płci. Jest jednak inaczej.

Podczas premiery można było wręcz wyczuć, że część widzów traktowała spektakl jako dobrą rosyjską komedię, ale wiele osób głębiej poddało się magii teatru i w losach bohaterów zaczęło odnajdywać swoje historie. Zdradzane i zdradzani, oszukujący i oszukiwani, poszukujący odrobiny uczuć i jakiejkolwiek stałości, nawet za cenę upokorzeń czy przymykania oczu na kłamstwa.

"Ławeczka" pozwala niemal fizycznie poczuć się na miejscu bohaterów i razem z nimi stawać się ofiarami, a może i cynicznymi oszustami. I zapytać siebie - kim jestem, jak żyję, czy nie krzywdzę innych. Taka jest dobra rosyjska komedia. Warto zobaczyć, zwłaszcza iż nie wiadomo, jak w kontakcie z publicznością swoje role dopracują aktorzy. A ponieważ z tekstu Gelmana wynika, że to mężczyźnie w życiu łatwiej, więcej pracy oczekuję od Bernard Bani. Wierzę, że może być jeszcze lepiej.

Czytaj e-wydanie »

Zaplanuj wolny czas - koncerty, kluby, kino, wystawy, sport

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

o
observer

Sam spektakl bardzo mi się podobał. Jednak traktowanie widzów, jak przysłowiowe "śledzie w beczce" jest po prostu chamstwem. I to chyba nie była wpadka teatru, bo jeszcze większy horror z usadzaniem widzów widziałem trzy miesiące temu, podczas premiery "Guguł".

G
Grab

Warto byloby zadbac o komfort ogladajacych, a nie rozdawac wiecej zaproszen niz miejsc i z obledem w oczach dokladac krzeselka na ostatnia chwile. Pomijam litosciwie rechot jakiejs kobiety w pierwszym rzedzie w najmniej odpowiednich chwilach. Sztuka zagrana niezle, aktorzy staneli na wysokosci zadania.

Dodaj ogłoszenie