Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Kwarantanna za ścianą. Ludzie się boją, że koronawirus może być u sąsiada

Andrzej Matys
Andrzej Matys
Przed drzwiami mieszkania, w którym przebywają pracownicy Danwoodu, rodziny zostawiają torby z jedzeniem
Przed drzwiami mieszkania, w którym przebywają pracownicy Danwoodu, rodziny zostawiają torby z jedzeniem Czytelnik
Ludzie w Bielsku Podlaskim się boją. Z Niemiec wracają pracownicy Danwoodu. Odbywają kwaranntanę w tym samym bloku, w tej samej klatce, tuż za ścianą. Co będzie, jak na święta wróci ich kilkuset? - mówią bielszczanie. Zwłaszcza że niektórzy z powracających do kwarantanny podchodzą dość niefrasobliwie. Strach rośnie.

- W czwartek około pierwszej w nocy zbudził nas hałas na klatce schodowej. Do mieszkania, które dotychczas wynajmowali Białorusini, wchodzili mężczyźni. Byli bardzo głośni, więc nawet w ścianę pukałam, żeby się uspokoili. To cienka ściana, więc słyszę, co mówią. Jeden cały czas strasznie kaszlał, aż rano któryś powiedział, że da mu termometr. Potem przez 20 minut kursowali między mieszkaniem (cały czas otwarte) a parkingiem. No i okazało się, że przed bokiem stoją auta Danwoodu na niemieckich numerach i z niemieckimi napisami - opowiada Sąsiadka nr 1 (dane do wiadomości redakcji), mieszkanka bloku przy ul. Mickiewicza w Bielsku Podlaskim.

Ludzie: To nie był dobry pomysł

W jej klatce są cztery mieszkania. Jeden z sąsiadów, starszy pan, czeka na przeszczep serca. Jedna z jej córek należy do pierwszej grupy ryzyka, bierze m.in. sterydy, chemię, na leczenie jeździ do Warszawy. Ona sama jest po trzytygodniowym zapaleniu oskrzeli i po antybiotykach. Od dwóch tygodni nie wychodzą z domu, mąż pracuje zdalnie. A tu pojawia się ktoś na kwarantannę. W czwartek rano zatelefonowala na 112 i poskarżyła się policji. Usłyszała, że zgłoszenie zostanie sprawdzone.

- To mieszkanie należy do radnej i policjanta, którzy wynajęli je firmie Danwood. Gdy przyjechali policjanci, prosiłam aby to sprawdzili, ale, ich zdaniem, ci ludzie mogli przyjechać z Polski. Podobno bielska policja nie ma zgłoszenia, żeby ktoś tu był na kwarantannie. Mówiłam, że skoro tu przyjechali o pierwszej w nocy, to granicę musieli przekroczyć w środę. A oni na to, że nic nie wiedzą - opowiada Sąsiadka nr 1.

- Wtedy powiedziałam, że mogę podać imię i nazwisko właściciela mieszkania, bo to ich kolega z policji. Jak można mówić, że ci ludzie z Polski przyjechali?! Samochodami z zagraniczną rejestracją? - pyta Sąsiadka nr 2 (dane do wiadomości redakcji). - Właściciel wynajął mieszanie na kwarantannę. Ci ludzie ciągle chodzili po klatce, aż sąsiad zwrócił im uwagę. Potem przyjechała żona i córka któregoś i zostawiły przed drzwiami siatki z jedzeniem. I poszły. To co, to nie jest kwarantanna?

Miały być firmowe lokale do kwarantanny, a panie z sekretariatu firmy nic o nich nie wiedzą - napisała do redakcji Porannego żona pracownika, który niedługo wróci z Niemiec.

Koronawirus a biznes. Pracownicy Danwoodu muszą odbyć kwaran...

Kobiety dodają, że około południa przyjechała ekipa Danwoodu i zbrała auta sprzed bloku do dezynfekcji. Na górę nie weszli, ale poinformowali tych w mieszkaniu, że mają kwarantannę. Mają żal do sasiada.

Kto mieszka obok?

- Skontaktowałam się z radną, która wynajęła to mieszkanie i zapytałam, dlaczego to zrobiła. Ona odparła, że to jej mieszkanie i może je wynająć komu chce - mówi Sąsiadka nr 1. Dodaje, że pytała o to mieszkanie, ponieważ, szczególnie teraz przy zagrożeniu koronawirusem, ma prawo wiedzieć, kto mieszka obok.

- Staram się rozumieć sąsiadów ludzi, którzy odbywają kwarantannę. Koronawirus to temat, który w Bielsku budzi olbrzymie emocje. Ludzie zaczynają zjeżdżać na święta wielkanocne i mają kwarantannę. Sąsiedzi tych osób nie chcą, by kwarantanna odbywała się w ich bloku czy klatce. Chcą, żeby naszych pracowników zabrać, ale oni mówią, że nie czują się źle. Sprawdzę, czy nasi ludzie, którzy odbywają kwarantannę przy tej ulicy zgłaszali swój powrót. Poproszę biuro i kadry, żeby kontaktowały się z pracownikami, którzy wracają, żeby im przypomnieć o zasadach kwarantanny i w ogóle porozmawiać. Selekcja jest na granicy i jeśli oni są w domowej kwarantannie, a nie zamkniętej, to znaczy, że są zdrowi - tłumaczy prezes Danwood SA Jarosław Jurak

W komendzie bielskiej policji nie dowiedzieliśmy się, jaki jest bilans kontroli osób przebywających na kwarantannach. Dlaczego? Dlatego, że jak nam powiedziała oficer prasowa podkom. Agnieszka Dąbrowska o sprawach koronawirusa i kwarantanny w Bielsku Podlaskim może mówić rzecznik komendy wojewódzkiej w Białymstoku. A już o budynku przy ulicy Mickiewicza na pewno rozmawiać nie będziemy.

Żony pracowników Danwoodu w Niemczech martwią się o zdrowie swoich mężów

Koronawirus a biznes. Danwood buduje w Niemczech. Żony praco...

Ludzie powinni rozumieć. Jednak

Zupełnie inny przebieg miała rozmowa w bielskim Sanepidzie. Gdy wyjaśniliśmy w czym rzecz, usłyszeliśmy:
- Nie mamy jeszcze kart tych osób z granicy. Możliwe, że dostaniemy je dzisiaj (26.03) po południu. Jak mogę jedynie obiecać, że jeżeli będziemy mieli ich karty i nazwiska, sprawdzę, czy już się do nas zgłosili. Na pewno skontaktuję się z nimi. Jeżeli zachowują się niewłaściwie, postaram się ich zdyscyplinować. Przekażemy też informacje policji, żeby przyjrzała się tym osobom - mówi Marzena Perzyna, kierownik bielskiego sanepidu i dodaje: - Rozumiem, szczególnie w obecnej sytuacji, strach ludzi, którzy tam mieszkają. Strach przed koronawirusem, ale oni powinni zrozumieć także tych, którzy wracają. Gdzieś tę kwarantannę muszą odbyć.

Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, wczoraj po południu pracownicy Danwoodu z mieszkania przy Mickiewicza zostali pouczeni o swoich obowiązkach i zasadach odbywania kwarantanny. Mieli się tłumaczyć, że chodzili po klatce schodowej, żeby przenieść swoje rzeczy, w tym m.in. jedzenie z samochodów do mieszkania.

Zapytaliśmy właścicielkę mieszkania, bielską radną, czy wynająła mieszkanie na kwarantannę. Odpisała w e-mailu że: pytamy o sprawy prywatne, że nie posiada informacji, aby mieszkanie było wykorzystywane do kwarantanny oraz, że w czwartek "najprawdopodobniej z inicjatywy sąsiadów, patrol policji ustalił, że mieszkanie nie znajduje się na liście objętej kwarantanną".

- W południe ci panowie zamówili pizzę. Mieli otwarte drzwi i mój mąż zapytal, czy mają kwarantannę. Powiedzieli, że tak. Zresztą, po południu chyba rodziny zostawiły im przed drzwiami siatki z jedzenime i np. mopy. Do środka nikt nie wchodził - mówi Sąsiadka nr 1.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Chcemy żyć wolniej - ciekawa analiza

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na poranny.pl Kurier Poranny