Kulinarny Puchar Świata w Luksemburgu. Przyjaźń nad kuchenną deską

Aneta Boruch [email protected]
Bartek jako szef kuchni w polskiej restauracji w Pekinie. Łatwo nie było, bo zespół miejscowych kucharzy, który miał pod sobą, niekoniecznie rozumiał jego wizję gotowania i język angielski.
Bartek jako szef kuchni w polskiej restauracji w Pekinie. Łatwo nie było, bo zespół miejscowych kucharzy, który miał pod sobą, niekoniecznie rozumiał jego wizję gotowania i język angielski. archiwum prywatne
-Pracowali razem w polskiej restauracji w Pekinie, obsługiwali ambasady, wspólnie zdobyli dwa brązowe medale na Kulinarnym Pucharze Świata w Luksemburgu - białostoczan Bartka Łukaszewicza i Konrada Kuzykę kulinarna pasja połączyła na dobre.

Bartek zawsze mówi Konradowi, że jest najlepszym kucharzem jakiego zna. Konrad to samo powtarza koledze. Dziewczyna Bartka zadała mu kiedyś pytanie: Czy ty z Kondziem masz inne tematy do rozmowy niż gotowanie?

Klasa sztuk kulinarnych

Poznali się w Technikum Gastronomicznym w Białymstoku. Po dziewięciu latach przyjaźni znają się dziś jak łyse konie, doskonale rozumieją się zarówno w życiu prywatnym, jak i w kuchni. Choć teraz idą innymi drogami, to ich znajomość i pociąg do kuchennej deski wciąż trwa.

Bartek Łukaszewicz wybrał pracę - zaczął zarobkować już w drugiej klasie technikum. Pracował dużo: po zajęciach, weekendami i we wszystkie wolne dni od szkoły. Zaraz po zdaniu matury dostał się do unijnego projektu "Europejska klasa sztuk kulinarnych" i pojechał na praktyki do Francji, Hiszpanii, Niemiec i Włoszech.

- Zobaczyłem wiele fantastycznych miejsc, poznałem wspaniałych ludzi, ich zwyczaje, kulturę oraz jadłospis rodzin z każdego kraju - wspomina Bartek. - Ciężko pracowałem w hotelach i restauracjach jako praktykant. Obieranie krewetek, ziemniaków, czyszczenie ryb, zabijanie homarów to były jedne z moich głównych codziennych zajęć. Oczywiście często trafiałem również na zmywak.

Tymczasem Konrad Kuzyka poszedł na studia - kierunek: gastronomia - sztuka kulinarna na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie. Pracę z nauką łączył poprzez działalność w kole naukowym "Sztuka Kulinarna". Często z kolegami organizowali lub dostawali zaproszenia na różne wydarzenia kulinarne. Najmilej wspomina wyjazdy do pałacu w Wilanowie oraz uroczystą kolację w pałacu prezydenckim. Choć wyjazdy takie pokrywane były z własnej kieszeni, a jedynym zarobkiem była wiedza, jaką przekazywali szefowie kuchni, to było warto.

- Uważam, że wybór takiej drogi zamiast pracowania stale w jednej restauracji był dobry, ponieważ mogłem poznać wielu wspaniałych kucharzy oraz zobaczyć różne style pracy i jej organizacji - mówi Konrad. Teraz kończy już pracę inżynierską. Ale każde wakacje spędza na intensywnym stażowaniu w różnych restauracjach.

Po powrocie z zagranicy Bartek zrozumiał, że poznał dopiero podstawy gotowania i żeby się rozwijać musi trafić do najlepszych. Zaczął od Białegostoku, w czym miał udział Konrad. Wyciągnął pomocną dłoń do kolegi i załatwił mu pracę. Bartek przeszedł przez kilka lokali, aż w jednym usłyszał, że zdaniem szefów jest za młodym i zbyt mało doświadczonym kucharzem, aby móc dalej dla nich gotować.

- To był dla mnie ogromny cios. Ale myślę że gdyby nie to wydarzenie, to nie byłoby mnie teraz w tym miejscu, gdzie jestem. Zmobilizowało mnie to do szukania pracy poza krajem.

Uznał, że tylko za granicą może się szybciej rozwinąć i poznać tajniki kulinarne. Wysyłał na potęgę swoje CV w każdy kraniec Europy i świata. Po raz kolejny serdeczny przyjaciel wyciągnął pomocną dłoń i pokazał ogłoszenie w internecie: Potrzebny kucharz do pierwszej polskiej restauracji w Chinach. - Pomyślałem: czemu nie, będzie śmiesznie - opowiada Bartek. - I było. Po niecałym tygodniu znalazłem się w Kantonie, gdzie od razu zostałem szefem kuchni pierwszej polskiej restauracji w Chinach.

Sarmatia, bo tak się nazywała ta restauracja, serwowała klasyczne dania naszej kuchni: żurek, pierogi, gołąbki, schabowy z kapustą zasmażaną, bigos. - Z prostymi smakami staraliśmy się trafić do chińskich konsumentów. Oczywiście nie było to takie proste, gdyż w kuchni byłem jedynym Polakiem. Pod sobą miałem 10 chińskich kucharzy, którzy niekoniecznie rozumieli moją wizję gotowania oraz mój język. Bo oczywiście angielski w ich przypadku kończył się na słowie OK.

W Chinach Bartek spędził w sumie półtora roku. Na drugą część pobytu przeniósł się do Pekinu, gdzie został szefem kuchni w restauracji Windy City. - Było to już zderzenie kuchni zachodniej z małymi elementami polskości, przemycanymi do każdego dania z mojej strony.

Wtedy też to Bartek miał okazję wyciągnąć pomocną dłoń do Konrada i zaprosił go do pomocy przy prowadzeniu ogromnej kuchni pełnej Chińczyków.

- Stworzyliśmy razem całkiem fajne menu, które trafiało w chińskie kubki smakowe - mówi Konrad.
Nakarmili m.in. dwie ambasady, wyprawili tysiące bufetów i wesel. Bartek miał nawet okazję wystąpić w chińskiej edycji Travel Channel i opowiadać o polskich smakach.

Sałatka kością niezgody
To właśnie w Chinach pewnego wieczoru w pokoju hotelowym Konrad rzucił pomysł by zgłosić się do polskiej kadry juniorów na Kulinarne Mistrzostwa Świata w Luksemburgu. Nie tylko dostali się po długiej selekcji, ale też razem z ekipą zdobyli tam dwa brązowe medale.
Stało się tak pierwszy raz w historii startów polskiej reprezentacji. Międzynarodowe jury urzekli potrawami, przygotowanymi na bazie polskich produktów - korzystali m.in. z ryb bałtyckich.
Bartkowi zależało na pracy, w której nauczy się najnowszych technik kulinarnych. Złożył CV do restauracji swojego idola z dzieciństwa i czasów szkolnych, Roberta Sowy. Teraz pracuje w restauracji Sowa i Przyjaciele u boku Roberta Wojnarowskiego (szefa kuchni, znanego z programu Top Chef).
Za pasem święta, na które dwaj przyjaciele ze szkolnej ławki spotkają się w Białymstoku. Bartek na Boże Narodzenie w rodzinnym domu co roku ma tylko jedno, aczkolwiek bardzo ważne zadanie - musi ugotować czerwony barszcz. Resztę potraw wigilijnych przygotowuje mama wraz z ciocią, m.in. najlepsze pierogi z kapustą i grzybami, oczywiście bułką tartą i masełkiem według przepisu śp. babci Idy. Babcia również nauczyła mamę robić pyszne uszka. Inne niż te tradycyjne, ponieważ są smażone na głębokim tłuszczu i chrupiące.
U Konrada na świątecznym stole nie może zabraknąć trzech potraw: zupy grzybowej, szuby oraz królowej polskich świąt - sałatki jarzynowej. Ta ostatnia od zawsze jest powodem poważnych nieporozumień między najlepszymi kumplami.
- Nie chciałbym odkopywać topora wojennego, więc powiem tylko, że różnica zdań wynikła, kiedy okazało się, że Bartek po prostu nie ma racji - śmiertelnie poważnie twierdzi Konrad. - Więcej nie zdradzę, bo będzie mu wstyd.
Dociskany mocno Konrad zdradza, że kością niezgody jest sposób gotowania marchwi oraz krojenia jajek do tej potrawy.
Obaj młodzi kucharze przyznają, że jednak tradycja w narodzie ginie i w dzisiejszych czasach ludzie coraz rzadziej przyrządzają wigilię od zera w domu. Coraz częściej korzystamy z usług cateringowych, półproduktów czy wręcz gotowych wyrobów. W szczególności młode rodziny, które z braku czasu po prostu szukają prostszych rozwiązań. W niektórych domach widać też lekkie przemycanie kuchni śródziemnomorskiej - owoców morza i innych rodzajów ryb, gdyż dla niektórych karp ma za dużo ości.
Wczorajsze marzenia, dzisiejsze plany**
Najbliższe plany Bartka to w końcu ukończyć szkołę, przynajmniej na poziomie licencjatu. Nadal chce też pracować w świetnej restauracji. W czerwcu planuje wyjechać na staż do trzygwiazdkowej restauracji w Niemczech w Osnabruck "La Vie".
- Później wybieram się na kolejny staż do najlepszej restauracji świata "Noma" w Kopenhadze. Dlatego teraz muszę zająć się zarabianiem pieniędzy, żeby mieć za co się utrzymać za granicą, gdyż staże w tak renomowanych restauracjach są nieodpłatne.
Marzenie Konrada? - Chciałbym kiedyś sobie powiedzieć, że naprawdę umiem gotować. Ale przede mną jeszcze bardzo długa droga.
Bartek chce być po prostu szczęśliwy w życiu prywatnym, bo uważa, że wtedy życie zawodowe ułoży się samo. - Na szczęście są zawsze przy mnie ludzie tacy jak Konrad, dzięki którym dostaję energię do tego, aby wczorajsze marzenia stawały się dzisiejszymi planami.

Czytaj e-wydanie »

**

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie