Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Ksiądz zginął przez sedes na drodze. Oskarżone o czary siostry nie przyznają się do winy

Alicja Zielińska
Ja tego sedesu na drodze nie ustawiłam - zarzeka się Eugenia N.
Ja tego sedesu na drodze nie ustawiłam - zarzeka się Eugenia N. Fot. Bogusław F. Skok
Ktoś podrzuca nam na drogę a to zdechłe myszy, szczury, butelki, a to skorupy po orzechach. Ja też mogę powiedzieć, że ktoś tu czaruje - mówi Eugenia N., jedna z sióstr pomówionych o ustawienie sedesu na drodze.

Wykrywacz kłamstw uwolnił Annę z podejrzenia: ona nie ustawiła sedesu na drodze. Jej siostra Eugenia też chce iść na badania, bo czuje się niewinna, tylko musi dojść do siebie. Ale ich brat Stefan nadal twierdzi, że to one wywiozły ten nieszczęsny sedes, gdyż chciały jego zaczarować. A zginął batiuszka z Hajnówki.

Ta tragiczna i bulwersująca historia obiegła całą Polskę. 2 maja prawosławny ksiądz Tomasz Lewczuk wracał wieczorem z żoną i dwójką dzieci do domu. Kilka kilometrów przed Hajnówką zobaczył stojący na środku jezdni sedes. Chciał ominąć przeszkodę z lewej strony, ale podczas manewru stracił panowanie nad autem i uderzył w drzewo.

Żonie i dzieciom nic się nie stało, wyszły z lekkimi obrażeniami. Ksiądz nieprzytomny trafił do szpitala i zmarł po tygodniu. Już w czasie pogrzebu mówiono, że zginął przez czary, gdyż sedes wystawiono na drodze za namową szeptuchy. Bo ludzie w okolicy wierzą znachorkom, które dają zawiniątka i każą wyrzucać na rozstajach dróg. Tak leczą choroby, ale i tak można na kogoś rzucić zły urok.

Brat: Sedes wywiozły siostry

Prokuratura w Hajnówce prowadzi dochodzenie, jednak sprawców wciąż brak. Po sześciu tygodniach od wypadku wiadomo tylko jedno: czyj był sedes. Stefana K. z Hajnówki . Bo to on sam zgłosił się na policję i rozpoznał sanitariat, który zginął z posesji jego nieżyjących rodziców w Istoku, 12 km stąd. Był nadbity z lewej strony, jak się siada, tłumaczył zaskoczonym policjantom. Wywiozły go siostry. Tak, jego dwie siostry rodzone. Chciały rzucić na niego urok. A doradziła im to szeptucha, do której obie jeżdżą. - One to zrobiły, jestem pewny na sto procent - powtarza. - Dlaczego? Bo chcą się na mnie zemścić. Czarują z zazdrości, że się dorobił. Kiedy mieszkał na lokatornym i czekał na blok dziesięć lat, było dobrze, bo tak samo biedę klepał. A jak postawił dom, to już najgorszy. Stefan nie żałuje sióstr.
- Powiedziałem na policji: zamknąć obie. I dożywocie za takie coś.

Poszło o majątek

Anna W. mieszka w Białymstoku, Eugenia N. na kolonii Jagodniki koło Istoku. Potwierdzają. Nie rozmawiają z bratem osiem lat. Poszło o majątek. Najpierw po wujku z Berezowa. Zmarł w 2000 roku. Nie miał rodziny, dziedziczyć miał po nim ich ojciec. A Stefan wziął sobie cały zasiłek pogrzebowy. Zaczęły się kłótnie. Kiedy poumierali kolejno rodzice, to już z każdym rokiem było coraz gorzej. Rodzice zapisali aktem notarialnym spadek na troje, nie dzieląc, komu konkretnie co ma być. A oni sami nie mogą się dogadać. I nienawidzą się strasznie. Spotykają się tylko na procesach w sądzie.

Eugenia opowiada, że jak jechała rowerem do Hajnówki , a brat samochodem z naprzeciwka, to jej figi pokazywał. Stefan o niej opowiada, że na grobie rodziców złorzeczyła, by jego syn z wojska nie wrócił. Anna wylicza z płaczem, że brat do bicia skakał, za włosy ją ciągał, od ojca wciąż pieniędzy się domagał. Ale do żadnej szeptuchy nie chodzi na niego, to oszczerstwa. Mamę, owszem, woziła, jak brat wystraszył, gdy do drzwi się dobijał. Starsza osoba, lekarstwa nie skutkują, tylko zamawianie pomoże. Każdy w okolicy to wie. W Orli u babki codziennie sznur samochodów stoi.

W sobotę, tego dnia, w którym miał wypadek ks. Tomasz, w Istoku z rana było święcenie mogiłek. Jak co roku, przyjechał batiuszka i chodził między grobami.
Anna i Eugenia też były na cmentarzu, a przy okazji zajechały na posesję rodziców. Stał sedes czy nie stał, żadna nie zwróciła uwagi. W kilka dni później, jak grom z jasnego nieba, policja o ten sedes rozpytuje.

Po Eugenię przyjechali przed siódmą rano. Jeszcze krowy doiła. Sama, ręcznie, bo dojarki nie ma, a krów hodują cztery. Dwóch mężczyzn po cywilu. Była zszokowana. Na komendzie trzymali do drugiej po południu. I tylko jedno cały czas: że postawiła sedes na drodze i ma się przyznać. Pani i siostra! - powtarzali. Zapierała się na wszystkie świętości i całe swoje ciężkie życie. Do czego ma się przyznać, jak to nie ona? Najpierw dwóch funkcjonariuszy przepytywało, a potem przyszedł jeden, siwy, gruby, i też nastawał: Proszę się przyznać. Eugenii jeszcze teraz trzęsą się ręce i łzy płyną z oczu. W tej desperacji powiedziała: To dajcie sznurek i się powieszę. Żadnych zarzutów nie postawili. Ale co przeżyła, to nie do opowiedzenia. Teraz jaki samochód podjedzie na podwórze, to już drży, że po nią.

Anna była w pracy. Została poproszona do kadr. Też dwóch funkcjonariuszy. Oznajmili, że ma iść z nimi i złożyć zeznania. Mieli jechać do Hajnówki , ale w rezultacie przesłuchanie odbyło się w samochodzie. Pytali o jej pobyt w Istoku. O nic nie oskarżyli. Ale od tego czasu nie mogła sobie znaleźć miejsca. Wiedziała, że brat rozgłasza publicznie, że to one z siostrą wystawiły ten sedes na drodze. W takim razie dobrze, niech ją sprawdzą wykrywaczem kłamstw, powiedziała na policji. I poddała się badaniom na wariografie. Pytania były różne: o sedes, o szeptuchę i zupełnie niezwiązane ze sprawą. Po kilka razy te same.
Biegły na podstawie analizy zapisu wariografu ocenił, że Anna nie uczestniczyła w zdarzeniu, więc sedesu nie wywiozła na drogę.

Eugenia też się zarzeka pod Bogiem, że tego nie zrobiła. Pójdzie na badania, a jakże. Tylko musi dojść do siebie. Bo teraz jak na bombie żyje. I płacze nieustannie.

Nas też ktoś czaruje

Eugenia pokazuje drogę, która prowadzi do ich zabudowań. Około kilometra żwirówki od asfaltu. Co jakiś czas ktoś coś tu podrzuca. A to zdechłe myszy i szczury, a to butelkę jakąś, pończochy, buty, różne paskudztwa. Skorup po orzechach włoskich to było tyle, że bała się przejeżdżać rowerem, jak wiozła mleko do mleczarni. Już nawet wójta prosiła, żeby latarnię postawił, jak by żarówka świeciła, to może by się bano. Ale gmina nie ma pieniędzy.

Kto to robi, w jakim celu? Eugenia wzrusza ramionami, też może powiedzieć, że to brat. Żeby jej dokuczyć. I zaczarować!

- On nas dobije. Nie mamy życia przez niego. Ale jak to jego sedes, to niech on odpowiada. Co my mamy do tego? My go nie stawiały na drodze. Ani ja, ani siostra - powtarza Eugenia.

Kto to zrobił?

Prokurator Jan Andrejczuk z Prokuratury Rejonowej w Hajnówce nie kryje, że sprawa jest trudna. Policja wykluczyła, by sedes dla kawału mogli postawić okoliczni młodzieńcy. W zeznaniach pojawia się motyw czarów i szeptuchy, ale to nie podlega prawu. Co daje badanie wariografem? Ukierunkowuje prowadzone postępowanie, jednak też niczego nie przesądza. By kogoś oskarżyć, trzeba mieć dowody. Wariograf zapisuje reakcje organizmu na różne pytania. Biegły poprzez porównanie wykresu określa, czy mówiąc o zdarzeniu, ta osoba wykazała określony stosunek emocjonalny. Jeśli czuje się winna, będzie on inny niż przy pozostałych odpowiedziach.

- Anna W., która poddała się badaniom, została wykluczona z udziału w zdarzeniu - dodaje prokurator Andrejczuk. I podkreśla, że nikomu do tej pory nie przedstawiono zarzutów. A przesłuchano już kilkanaście osób. I wciąż jest ta sama niewiadoma. W jaki sposób sedes znalazł się na drodze, którą jechał ks. Lewczuk?

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na poranny.pl Kurier Poranny