Ks. Adam Boniecki: Lepiej palić fajkę niż czarownice

Roman Laudański [email protected]
pomorska.pl
Zanim rzucisz we mnie kamieniem, przeczytaj moją książkę - radzi ksiądz Adam Boniecki. - A potem możesz, ewentualnie, rzucić we mnie książką, żeby kantem trafić w czoło. Inaczej szkoda książki.

O księdzu Adamie Bonieckim zrobiło się szczególnie głośno, kiedy w listopadzie ubiegłego roku prowincjał Polskiej Prowincji Zakonu Księży Marianów zakazał mu wystąpień medialnych (z wyjątkiem pisania do "Tygodnika Powszechnego") bez podania przyczyny. Wcześniej przełożeni nakazali mu powrót z Krakowa do Warszawy, przez co musiał zrezygnować z funkcji redaktora naczelnego "Tygodnika Powszechnego".

- Zakonnik musi być człowiekiem, który w każdej chwili gotów jest wziąć kij podróżny, tłumoczek swoich rzeczy (w moim przypadku osiem tysięcy książek) i iść tam, gdzie go posyłają - opowiadał podczas spotkania w Żninie.

Ksiądz Boniecki podporządkował się tej decyzji i napisał książkę "Lepiej palić fajkę niż czarownice", z którą teraz jeździ po całym kraju i ją promuje. W ubiegłym tygodniu gościł w Żninie, Aleksandrowie Kujawskim i w Toruniu. Zgodnie z zakazem prowincjała ksiądz Boniecki nie może wypowiadać się dla mediów, dlatego posłuchaliśmy, o co pytają go ludzie podczas spotkań. I jak oraz co ksiądz odpowiada.

- Dlaczego został ksiądz ukarany? - dociekała młodzież w Żninie. - Może dlatego, żeby zyskać popularność? - żartował, co sala nagrodziła brawami. - Teraz robię za primadonnę katolicyzmu, ofiarę Świętej Inkwizycji.

A mówiąc poważnie ksiądz Boniecki stwierdził, że przy okazji tego zakazu spotkały się dwa światy. Jeden mówił, że krzyża w Sejmie trzeba bronić, a drugi, do którego on sam się przyznaje - uważał, że nie trzeba go bronić, bo nie na tym polega wiara.

Boniecki pytał i odpowiadał: musi wisieć krzyż w Sejmie? Nie musi. Trzeba go zdjąć? Nie trzeba. I - zdaniem autora książki "Lepiej palić fajkę niż czarownice" - obie odpowiedzi są prawidłowe.

- To był gwóźdź do trumny - przyznaje ks. Adam Boniecki. - Nie broniłem Nergala. Mówiłem: nie róbcie z pajaca satanisty. To jest showmen, powiedział w telewizji, że diabeł się dobrze sprzedaje. To jest diabeł z jasełek.

Przypomnijmy, że reakcją na udział Nergala w jednej z audycji telewizyjnych był m.in. list biskupa Wiesława Meringa, ordynariusza włocławskiego w sprawie jego odwołania.

- Kościół, przez autorytet biskupa, wysyła list, że satanista zasiada w jakimś jury - opowiadał ks. Boniecki. - Nie broniłem Nergala. Broniłem Kościoła przed fanatycznym reagowaniem na rzeczy, które nie są tego warte. Za krzyż trzeba oddać życie, ale nie za krzyż w Sejmie! - podkreślał ks. Boniecki.
Dalej tłumaczył, że jego przełożony - miły, mądry człowiek - niewątpliwie otrzymywał wiele sygnałów, że to, co mówi, robi zamieszanie w głowach wierzących. Jest niejednoznaczne. Zarzucano mu również, że często pokazuje się w telewizji.

- Nigdy nie pchałem się do telewizji - zapewnia ks. Boniecki. - Dlaczego przychodzili do mnie, a nie do księdza biskupa? Nie wiem. Może ksiądz biskup musi bardziej wyważać słowa, być ostrożniejszy? Nie wiem. Ja mogę powiedzieć: jestem wolnym człowiekiem, emerytem. Co mi mogą zrobić? Przełożony kierował się tym, że są pretensje do zakonu, ponieważ: Boniecki śpiewa poza chórem. Cierpi za to, bo moi obrońcy piszą do niego takie słowa, że nawet nie mogę ich zacytować. Czasami daje mi je przeczytać. Mówi: zobacz, sataniści cię bronią! Co ja na to poradzę, że mnie bronią?! I jacy to sataniści? Sytuacja jest dosyć dziwaczna, ale korzyść z niej jest taka, że wydałem książkę.

Promuje książkę i mówi, co myśli o wierze, Kościele, społeczeństwie, moralności, polityce i obyczajach.

O złych emocjach

- Ktoś twierdzi, że Kościół napastowany jest ze wszystkich stron, musimy się zjednoczyć, nie możemy wewnątrz dyskutować, żyjemy w oblężonej twierdzy, musimy słuchać przywódcy, bo inaczej nas zniszczą. Nie, ten świat jest nam dany przez pana Boga. Pan Jezus powiedział: idźcie do świata. Może ci bezbożnicy nie są tacy bezbożni, posłuchajmy ich. O nie, nie można! Boniecki wydrukował artykuł prof. Środy w katolickim piśmie, no i pojawił się strasznie agresywny list jednego biskupa. Nie trzeba się bać pani profesor Środy. To dobry człowiek. Lęk budzi agresję. Starsze panie mi się spowiadają, to nie jest zdrada tajemnicy spowiedzi, że plują na telewizor, kiedy pojawił się w nim Donald Tusk czy inni politycy. One ich nienawidzą. Boją się, niczego nie rozumieją z tego, co się dzieje. Nie chcą zrozumieć, bo ktoś im powiedział, że to wrogowie i trzeba ich nienawidzić.

O tęsknocie za dobrem

- Myślę, że w nas wszystkich jest tęsknota za dobrymi uczuciami, za środowiskiem, w którym ludzie są życzliwi, choć różnią się poglądami. Mam takich cudownych ludzi z duszpasterstwa akademickiego. Nadal się spotykamy, wymieniamy się myślami. Jest Jadwiga, entuzjastka Radia Maryja. Cierpi czasami, gdy na mnie patrzy, ale przyjeżdża, bo wie, że to nas nie podzieli. Wie, że jej nie osądzam. No, ona mnie czasami osądza, to prawda - uśmiecha się ksiądz Boniecki.

O Polakach, nietolerancji i Europie

Arcybiskup warszawski, kardynał Nycz napisał list do księży: kochani księża, myśmy ciągle wierzyli, że 99,9 procent to są katolicy. Stuknijcie się w głowę, to dawne czasy. Kochani księża, idziecie do szkoły katechizować, a tam macie uczniów, którzy nic nie wiedzą o wierze. Wydaje mi się, że polski katolicyzm w PRL-u i później był często religijnością socjologiczną. Cała wioska chodziła do kościoła - byli katolikami. Ktoś miał w nosie Kościół i proboszcza, ale nie iść w niedzielę do kościoła - to podpaść całej wiosce. Ksiądz nie podszedł to takich, co żyli na kocią łapę. Ktoś mógł zdradzać na prawo i lewo swoją żonę, ale małżeństwo było kościelne! Procent wspaniały! Ktoś inny żegnał się w kropielnicy okropnie wielkim znakiem krzyża, ale kłamał, kradł i kombinował. To był pozór chrześcijaństwa, który w dzisiejszych czasach już nie funkcjonuje. To nie jest sprawa zaniku wiary, tylko godzina prawdy. Nie jesteśmy u kresu chrześcijaństwa, tylko jest to ciągle etap tworzenia świata chrześcijańskiego.

- Odnoszę wrażenie, że to, co dzieje się w Europie, jest kresem jakiegoś etapu kulturowego - mówił ksiądz Adam Boniecki. -To nie jest koniec chrześcijaństwa. Jego nie mierzy się statystykami. Na początku uczniów było niewielu, a siłą ewangelii przemienili całą kulę ziemską.

Prawdą jest, że na Zachodzie jakiś kształt Kościoła się skończył. Nie oznacza to końca chrześcijaństwa. Nie bałbym się tych przemian. Bałbym się tylko, żeby nie zostać nad brzegiem rzeki ludzkiego życia, kiedy rzeka kompletnie zmieniła swój bieg i to już jest wyschnięte koryto. My bronimy naszych portów, a życie płynie już gdzie indziej.

Ksiądz Adam Boniecki

Od 1964 roku związany jest z Tygodnikiem Powszechnym. W 1979 roku na życzenie Jana Pawła II przygotowywał polskie wydanie dziennika L'Osservatore Romano i został redaktorem naczelnym pisma (1979-1991). Po powrocie do Tygodnika Powszechnego w 1991 r. został jego asystentem kościelnym, a po śmierci Jerzego Turowicza (1999) redaktorem naczelnym pisma. Od września 2007 r. współpracuje ze stacją Religia.tv należącą do grupy ITI. Od 1999 do 2011 roku mieszkał przy Parafii św. Floriana w Krakowie. Od 14 lipca 2011 mieszka we wspólnocie Księży Marianów w dzielnicy Stegny w Warszawie. W listopadzie 2011 otrzymał od prowincjała nakaz ograniczenia wystąpień medialnych do Tygodnika Powszechnego, któremu przestał szefować w tym samym roku.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

M
Moderator

...

Dodaj ogłoszenie