Krzysztof Giedroyć - pisarz nominowany do nagrody literackiej im. Wiesława Kazaneckiego

Tomasz Mikulicz
Krzysztof Giedroyć
Krzysztof Giedroyć Wojciech Wojtkielewicz
Wioskowa porucznik Piwonia zapewne mogła być rzeczywistą postacią, ale to zarazem żart z bardzo dziś modnych lokalnych literackich detektywów.

To co od razu przyciąga wzrok, gdy widzi się Pana książkę w księgarni, to ciekawa okładka. Nawiązuje ona do PRL-owskich komiksów milicyjnych, takich jak kultowy "Kapitan Żbik“.
Krzysztof Giedroyć:
- To akurat zabieg wydawcy. Chodziło o ulokowanie książki w tradycji pisarstwa kryminalnego. Jeden z czytelników powiedział mi, że odwołanie do komiksu jest słuszne, bo po książkę sięgnie dzięki temu młodzież. I chyba coś w tym jest.

Pańska powieść może się podobać czytelnikom w każdym wieku. Szybko się ją czyta. To zasługa wartkiej akcji. Tymczasem wielu twierdzi, że żyjemy w czasach upadku fabuły.

- Książki fabularne po prostu istnieją równorzędnie obok innych sposobów narracji. Sam jestem przykładem autora, który do fabuły powrócił. W niektórych moich poprzednich książkach akcja była dość postrzępiona, jednak chodziło w nich o sprawy, które fabularnie trudno oddać. Gdy pytamy o fabułę w literaturze, w tle stoi inna kwestia, czy nasze życie pojmujemy na sposób linearny, jako następstwo zdarzeń, czy może jakoś inaczej? Jednakże główne pytanie pisarskie pozostaje wciąż to samo, czy fabuła jest w stanie przybliżyć "prawdę o egzystencji“? Myślę, że dla wielu czytelników tak.
W książce aż roi się od różnego rodzaju wyrażeń z potocznego języka Podlasian. Mamy tu np.: przycisnoł, poszed, czy wywalcujo. Czy rozpoczynając pracę nad powieścią nie obawiał się Pan, że może to odstraszyć współczesnego czytelnika.

- To była jedna wielka niewiadoma. Sam się zresztą postawiłem pod ścianą. Sprawy, o których piszę są związane z tutejszą mentalnością. Ta z kolei łączy się z lokalną mową. To takie wzajemne oddziaływanie: myślenie wyraża się w mówieniu, a mówienie wpływa na myślenie i odczuwanie świata. Gdybym pisał "normalnym“ językiem, zapewne nie udałoby mi się uchwycić tego zjawiska. Książka w gruncie rzeczy opisuje stan umysłu narratora. To w jaki sposób narrator mówi, odzwierciedla jego osobę i jego świat. Miałem obawy, aby ten język nie był sztuczny, bo nie ma czegoś takiego jak jednolita mowa podlaska. Na potrzeby książki powstał język, który nie tyle w szczegółach, ale w melodii i w ogólnej harmonii ma oddać owo niepowtarzalne "coś“, co jest "tylko tutaj“, co jest przez niektórych uwielbiane, przez innych traktowane z niechęcią.

Kiedy czyta się te słowa, ma się wrażenie jakby się je słyszało.

- O to mi chodziło. Podczas spotkania w Centrum Zamenhofa - w ramach cyklu "Pretendeci do nagrody Kazaneckiego“ - wiele osób mówiło, że z trudem przebijali się do trzydziestej strony. Później chyba zaczyna działać mechanizm, że nie tyle czytamy, ile słyszymy w głowie coś w rodzaju "wewnętrznego głosu“. To - myślę - oznacza , że czytelnik już wsiąkł w świat przedstawiony.

Skoro tak dobrze się ją "słucha“, to może książka powinna też wyjść w formie audiobooka?

- Dobrze by było. Na razie nie mam żadnych informacji na ten temat. Pojawia się pytanie o aktora, który by to przeczytał i reżysera, który zająłby się nagraniem.

Umberto Eco po wydaniu "Cmentarza w Pradze“ opowiadał o tym, że długo zbierał materiały - przesiadywał w bibliotekach, wypytywał ludzi, itd. Jak to było z Panem?

- Wszystko miałem w sobie, w pamięci. Nastrój lat 50. i 60. w każdej chwili mogę przywołać - jak pewnie wszyscy, którzy żyli w tamtych latach. Z redaktorem historycznym książki, Tomaszem Danileckim z IPN, dopracowywaliśmy jedynie pewne szczegóły, żeby wszystko było wiarygodne historycznie.

Pokazał Pan klimat lat 50. Czy coś z tamtych czasów pozostało jeszcze w dzisiejszych mieszkańcach Podlasia?

- To trochę śmieszne co powiem, ale podczas pracy w ogóle nie miałem wrażenia, że piszę książkę historyczną, ja jej zresztą tak nie traktuję. Wydawało mi się, że po prostu opisuję wielu dzisiejszych obywateli, tylko w dawnym przebraniu. Mamy oczywiście nowe drogi, stadiony, ale dawna mentalność ma się całkiem dobrze.

Pańska najbardziej znana książka to "Listy z dolnego miasta“ w której opisywany jest pewien stan ducha. "Piwonia, niemowa, głosy“ ma w sobie motywy detektywistyczne. Trudno było przerzucić się z jednego stylu pisarskiego w drugi?

- Jedną z form literackich jest pastisz. I także w tym aspekcie można widzieć moją powieść: jako pastisz popularnego, współczesnego kryminału. "Wioskowa“ porucznik Piwonia z Milicji Obywatelskiej zapewne mogła być rzeczywistą postacią, ale to zarazem żart z bardzo dziś modnych lokalnych literackich detektywów, których dorobiło się każde większe miasto. To zresztą nie jest główny temat książki, raczej sensacyjna oś, wokół której dzieją się inne sprawy.

Rodzi się pytanie jak "sprzedać“ tę książkę innym mieszkańcom naszego kraju?

- Sądząc po informacjach, które napływają z różnych stron Polski, nie stanowi to problemu. W trakcie ostatnich szlifów nad książką pani redaktor zaproponowała, żeby zrobić słowniczek używanych w niej terminów, które mogą być niezrozumiałe dla ogółu. Gdybym się na to zgodził, narracja straciłaby na potoczystości. Z doświadczenia wiem, że na np. wplatane w język polski wyrażenia rosyjskie i tzw. mowa kresowa są powszechnie rozumiane.

Rusycyzmy w polskiej kulturze to ogólnopolskie zjawisko. Ostatnio znalazłem w kilku książkach z różnych stron kraju takie wyrażenie jak "ichni“, a nawet "sobaka“.

- Gdybyśmy rozwinęli ten wątek, okazałoby się, że chodzi o spotkanie języka polskiego z językami ościennymi lub z dialektami na płaszczyźnie pamięci zbiorowej i o sprawy daleko wykraczające poza kwestie językowe. Choć w tej chwili Polska, jak nigdy przedtem w historii, aspiruje do kultury zachodniej i właściwie w niej jest, wciąż wiele jej tradycji i tożsamości znajduje się na szeroko rozumianym wschodzie.

Czytaj e-wydanie »

FLESZ: Kiedy będzie wiosna? Zwierzęta dają sygnały.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3