Kryzys w ZNTK: Kiedyś dobrobyt, teraz pachnie katastrofą

Julita Januszkiewicz
Grzegorz Łapiński w ZNTK przepracował prawie czterdzieści lat. Teraz jest na emeryturze: - Kiedyś zleceń było tak dużo, że musieliśmy zostawać po godzinach, a także pracować w niedzielę - wspomina.
Grzegorz Łapiński w ZNTK przepracował prawie czterdzieści lat. Teraz jest na emeryturze: - Kiedyś zleceń było tak dużo, że musieliśmy zostawać po godzinach, a także pracować w niedzielę - wspomina. Fot. Julita Januszkiewicz
Pracy było tyle, że musieliśmy zostawać po godzinach - wspomina po latach Grzegorz Łapiński, emerytowany pracownik Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego w Łapach.

W tym roku skończy osiemdziesiąt lat. W Zakładach przepracował prawie połowę swego życia. Po latach miło i z sentymentem te czasy, bo to przecież była jego jedyna praca.

Choć na emeryturze jest już dwadzieścia lat, to solidaryzuje się ze swoimi młodszymi kolegami po fachu, Na bieżąco śledzi doniesienia medialne na temat sytuacji ZNTK.

- Nie mogę uwierzyć, że tak ogromny zakład w mieście może zbankrutować, a tyle ludzi zostanie bez pracy. Aż żal w sercu ściska - mówi Grzegorz Łapiński.

Chciał być kolejarzem

Pochodzi z kolejarskiej rodziny. Jego ojciec był rodowitym mieszkańcem Łap. Tuż przed drugą wojną światową pracował w Warsztatach jako tzw. borownik.

- Ciężko pracował, bo na utrzymaniu miał przecież całą rodzinę. Ale w tamtych czasach kolejarze byli szanowanymi obywatelami miasta - opowiada pan Grzegorz.
Jego wujek też pracował w łapskich Warsztatach Kolejowych. Był ślusarzem. Pan Grzegorz więc postanowił, że pójdzie w ślady ojca i wuja. Bo praca w Warsztatach to był kiedyś prestiż i zaszczyt. Ale zanim udało mu się zatrudnić, musiał trochę poczekać.

Nauka i wojsko

Był 1948 rok,gdy w dawnej hali sanitarnej utworzono Zakładową Szkołę Zawodową. Pan Grzegorz został do niej przyjęty. Mimo że pisał do kierownictwa podania, to nie udało mu się zatrudnić w Warsztatach. Nie miało żadnego wpływu, że jego ojciec był kolejarzem.

- Do zawodówki uczęszczałem cztery lata. Najpierw była wstępna klasa, a potem trzy lata nauki. Chociaż nie byłem przyjęty do zakładów, to pracowałem z uczniami. Moi koledzy otrzymywali jakieś pensje, a ja nie - opowiada emerty z ZNTK.
W tym czasie 31 października 1951 roku Minister Komunikacji powołał do życia przedsiębiorstwo państwowe - Zakłady Naprawcze Wagonów "Łapy" w Łapach.

Tajemniczy list

Łapiński skończył szkołę i trafił w kamasze. Odbywał służbę wojskową.
- Na szczęście miałem dobrego dowódcę, któremu zawsze mogłem, ot tak po ludzku wygadać i wyżalić się. Opowiadałem mu o swoim życiu. Zwierzyłem się, że chciałbym pracować na zakładach, ale nic nie wyszło - opowiada pan Grzegorz. - Na koniec służby podchodzi do mnie dowódca. W ręku trzyma kopertę. "Weź, mówi i zanieś do zakładów, tylko nie otwieraj. Jeżeli Cię nie przyjmą, to przyjedź lub napisz do mnie list, to przyjadę do Łap" - Łapiński wszystko dobrze pamięta, jakby to było wczoraj.

Pan Grzegorz posłusznie wypełnił rozkaz podporucznika: - Zaniosłem list do kierownika. Ten przeczytał i aż się zdziwił: - "Nie wiedziałem, że ty jesteś polityczną jednostką" - powiedział.

I tak Łapiński został zatrudniony w ZNTK: - A do partii nigdy nie wstąpiłem - dodaje.
O godzinie 15 wyła syrena

Pierwszego dnia pracy nigdy nie zapomni. Było to 2 lutego 1953 roku. Od tamtej pory pracował na stolarni. Płacili całkiem nieźle. Grzegorz Łapiński miał na utrzymaniu rodzinę; żonę i dwóch synów. To on w rodzinie zarabiał na życie. Pierwszego każdego miesiąca zakłady wypłacały ludziom zaliczkę, a potem w połowie miesiąca resztę wypłaty.

- Robiliśmy na dwie zmiany. O rozpoczęciu pracy, o godzinie siódmej przypominało wycie syreny. Potem o godzinie dziesiątej była przerwa śniadaniowa. Do kanapek dostawaliśmy kawę "kolejową" - opowiada Łapiński.

Na brak pracy nie narzekał

Roboty było tak dużo, że on i jego koledzy musieli pracować nie tylko w soboty, ale i w niedziele. Zdarzało się, że trzeba było zostawać po godzinach. Za to kolejarze dostawali tzw. odsiadki. Ale, jak opowiada pan Grzegorz, nikt nie miał czasu odebrać tych wolnych godzin. Łapiński pamięta, że w Zakładach Naprawczych Taboru Kolejowego w Łapach ponad dwa tysiące osób.

Ludzie dojeżdżali z okolicznych wiosek: z Sokół, Racibor, a nawet z Białegostoku. Każdy mógł znaleźć tutaj pracę: - Gdyby nie było tutaj zakładów i kolei, to nie wiadomo co ludzie by robili. - mówi.

Łapy miasto kolejarzy

Dzieje ZNTK są związane z historią Łap. Przedsiębiorstwo wrosło w codzienne życie miasta. Przed wojną tuż przy zabudowaniach Warsztatów powstał park z "patelnią" do potańcówek. A obok istniało boisko i kręgielnia. Powstało też przedszkole i Ognisko Kolejowe.

W latach dwudziestych zeszłego wieku w Łapach Osse wybudowano osiedle domów kolejowych. Wkrótce powstało osiedle w Wygwizdowie. Bo przecież w Łapach mieszkali prawie sami kolejarze. Nawet budynek, w którym mieściła się, tuż przed wojną, szkoła również był ich dziełem.

Po wojnie Zakłady przez lata systematycznie rosły w siłę. Pod koniec lat pięćdziesiątych dwudziestego wieku uruchomiono nowoczesny warsztat elektryczny i halę napraw.

Z kolei w 1960 roku zbudowano halę części zamiennych wagonów. A już dziesięć lat później oddano do użytku resorownię. Na przełomie lat 60/70 Zakłady powróciły do napraw wagonów towarowych wzbogacając się o nową halę napraw.

Rozwój opieki socjalnej

Ale położone w samym sercu miasteczka Zakłady miały ogromny wpływ na życie Łap. Dobrobyt mieszkańców zależał głównie od pozycji fabryki. Warto przypomnieć, że właśnie na jej terenie kwitło życie kulturalne, sportowe oraz szkolnictwo.
W połowie lat pięćdziesiątych powstało kino zakładowe, które było jedyną taką placówką w mieście. A w 1964 roku przy łapskim ZNTK uruchomiono Technikum dla Pracujących.

Zakłady dbały również o swoich podwładnych. Chociażby każdy z robotników otrzymywał ubranie ochronne oraz strój wyjściowy, czyli garnitur i płaszcz wyjściowy. Były też tzw. chwilówki - inaczej pożyczki.

- Jeśli ktoś z nas miał problemy finansowe mógł otrzymać pieniądze. Potem były one odtrącane z poborów - wyjaśnia Łapiński. - Kwitła także działalność socjalna na rzecz załogi. Istniał ośrodek kolonijno-wczasowy w Milukach.

A już od 1974 roku pracownicy mogli korzystać z ośrodka wczasowego w Sianożętach nad Morzem Bałtyckim. W tamtych czasach wybudowano też osiedle mieszkaniowe przy ulicy gen. Sikorskiego oraz bloki kolejowe przy ulicy Małej. Kolejarze z rodzinami do dziś w nich mieszkają.

- Obok ZNTK działała przychodnia, przyjmowało w niej dwóch lekarzy i dentysta - wspomina pan Grzegorz.

Z czego będziemy żyć?

Przed wojną pracowało tutaj dwa tysiące osób, a za komuny nawet trzy tysiące. Owszem zdarzały się przestoje, ale tak źle jak dziś nigdy nie było. Teraz, a właściwie już od miesięcy, firma boryka się z problemami finansowymi. Powód? Zakłady nie mają zleceń na naprawy wagonów. Fabryce grozi upadek, a ponad 700 pracownikom, bezrobocie.

Dla łapskich rodzin i miasta to wielki dramat. Henryk Kamiński do Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego w Łapach trafił 34 lata temu.

- Fajnie się pracowało. Pensje były niezłe. Otrzymałem mieszkanie w zakładowym bloku. To było dla nas najważniejsze, przyciągało ludzi i chciało się w takiej fabryce pracować. Bo jeśli zakład daje dach nad głową, to znaczy, że dba o pracownika - przyznaje.

Teraz pan Henryk ma 54 lata i nadal chciałby tutaj pracować. Zdaje sobie też sprawę, że w jego wieku ciężko będzie znaleźć nowe zatrudnienie.

- Nie wiem co będzie dalej, jeśli Zakłady upadną. Gdzie znajdę pracę? Rynek pracy też się kurczy. Za granicę też nie wyjadę. A do emerytury jeszcze daleko - martwi się.

Jego rodzina bardzo przeżywa tę sytuację. W domu rozmawiają o przyszłości.

- Dostaniemy nędzne zasiłki. A przecież trzeba z czegoś żyć, opłacić mieszkanie, prąd, wyżywienie. Dzięki Bogu, że dzieci są dorosłe - mówi. - Mam jeszcze nadzieję, że ZNTK wyjdą z kłopotów. I w końcu będzie praca.

Korzystałam z książki M. Olechnowicza "Zakłady Naprawcze Taboru Kolejowego S.A." Łapy 2002.

Wideo

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

J
Janosik

Ludzie dlatego lamentują nad utratą pracy, ponieważ o pracę jest trudno i nie każdy ma ochotę trafić na dziki rynek bezrobocia, a takie hasła jak : mobilność są często nic nie warte.

e
el trebal
CYTAT(Malkolm @ 13.02.2009, 15:50)
W dobie wolnego rynku małe miasteczka i wsie są degradowane do roli sypialni. Szkoda.


Nie przesadzaj, to nie jest winą wolnego rynku. Poza tym "sypialnie" to efekt bzdurnej socjalistycznej gospodarki. Tak się dzieje, kiedy małe miasteczko staje się uzależnione od jednego, czy dwóch wielkich zakładów. Wolny rynek całkiem inaczej rozkłada możliwości - zamiast dwóch wielkich firm - są setki mniejszych. Trudno jednak zrobić tu jakiś biznes, bo nie ma tu odpowiednio zróżnicowanej siły roboczej. Większośc pamieta "złote" czasy i jeszcze nie może się otrząsnąć, że życie nie kręci się tylko wokół wagonów i cukru.
To sprawiło, że zamiast setek firm, mamy w Łapach setki ( tysiące) ludzi, którzy dojeżdżają do pracy w Białymstoku, żeby pracować u tych, co szybciej się otrząsnęli i stale dostosowują działalnośc do potrzeb rynku.
Nie bedzie inaczej, jeśli w obliczu takiego bankructwa zakładów, nadal będzie się lamentować co to będzie, zamiast rozmawiac o tym, jaki tu nowy biznes zrobić.

O, i właśnie dlatego Łapy są sypialnią.
M
Malkolm

W dobie wolnego rynku małe miasteczka i wsie są degradowane do roli sypialni. Szkoda.

h
henlap

Jestem absolwentem tego Technikum i potwierdzam że istniało Przyzakładowe Technikum Kolejowe przy ZNTK Łapy

ł
łapiak

Technikum dla pracujących nie mogło powstać w 1964 roku skoro nie było wtedy technikum dziennego. Mogła powstać przyzakładowa szkoła zawodowa.

Dodaj ogłoszenie