Krystyna Konecka - Ultima Thule głosy Islandii. Maskonurzyca na skrzydłach sonetów

Jerzy Doroszkiewicz
Jerzy Doroszkiewicz
Krystyna Konecka - Ultima Thule głosy Islandii. Maskonurzyca na skrzydłach sonetów
Białostocka poetka Krystyna Konecka wraz z córką Ewą Sherman przemierzyła Islandię. Swój zachwyt, nie tylko krajobrazami, ale też duchem tej krainy i wywodzącymi się z niej talentami, opisała w niezwykle trudnej formie sonetów. By lepiej pojąć jej zauroczenie, wierszom towarzyszą starannie dobrane zdjęcia.

Kierując się znajomością ludzkich przyzwyczajeń (wszak autorka jest też wytrawną reportażystką) w otwierającym tomik sonecie „Tam” ubiera w sztywne ramy wiersza niemal reporterski zapis podróży szutrową drogą. Kiedy zauważy znak drogowy ostrzegający przed pasącymi się owcami, nie omieszka i tego ująć w rymowanych strofach. A jednocześnie wpada w „islandzkie odwrócenie czasu”. Czym jest? Może właśnie „wrzącą sagą tamtych epok niemych”? Tak oto poetka łączy wyidealizowaną wizję Islandii z rzeczywistością, przypieczętowując sonet panoramicznym zdjęciem z wspomnianym wcześniej znakiem.

Natchnione zachwyty krajobrazem łączy ze skrupulatną wiedzą o malutkich osadach, wiejskich cmentarzykach, zdaje sobie też sprawę, że nie każdy może widzieć Islandię jak ona. Bo „któż śledzi pejzaże w chwili lądowania...” zastanawia się w kolejnym sonecie.

Humor i ironia jej nie opuszczają.

O tym, że uniesienia autorki wywołane kontaktem z pierwotną urodą wyspy nie są zachwytem neofity pisze w „Archipelagu”. Dyskretnie dając znać czytelnikowi, że wiele widziała, tłumaczy się jakby z kolejnej fascynacji. Będąc na wyspie czuje, że to jej czas na chłonięcie urody Islandii, pogrążenie się w niej jak w ogniu i sypnięcie iskrami sonetów. Nie musi czytać „Małego Księcia”, by wiedzieć, że jej powinnością jest odkrycie tego, co ukryte pod skorupą lawy, czy za potężnymi skałami. Ale reporterskie oko i umiejętność dziecięcego niemal zachwytu nad światem uwiecznią w sonecie i przebiegającego lisa.

Po przeczytaniu „Głowy węża” trudno się dziwić, że islandzcy decydenci zachwycili się poezją Krystyny Koneckiej. Klasycyzującym językiem, z metaforami znakomicie oddającymi potęgę krajobrazów Islandii, opisuje ją wzorem Wergiliusza jako Ulima Thule. A że robi to znakomicie, pobudza wyobraźnię czytelników, którym ten średniowieczny synonim krańca świata staje się nagle bliski i znajomy.

Krystyna Konecka podzieliła swój tomik na trzy części. Druga - „Ze skaldami” - przynosi sonety poświęcone intrygującym artystycznym duszom z Islandii. Tak samo ważna jest „nieżądna sławy artystka sprzedająca biżuterię z lawy”, jak ceniona w świecie piosenkarka Bjork. Udokumentowane zdjęciem z polskim wydaniem „Trzeciego znaku” jest uwiecznione na fotografii i w sonecie spotkanie z tamtejszą królową kryminału Yrsą Sigurdardóttir. Ale poetka nie ogranicza się tylko do oczywistych ikon pop kultury. Zagląda do domu islandzkiego noblisty Halldóra Laxnessa, a przywołując postać rzeźbiarza Bertela Thorvaldsena załącza zdjęcia jego warszawskich pomników. Bardzo znanych! Tę część kończy cudownie ironiczny wiersz o obecności elfów w życiu społecznym i gospodarczym Islandczyków.

Sonety Krystyny Koneckiej przetłumaczyła na angielski córka poetki - Ewa Sherman. Teraz krążą po świecie wzbudzając zainteresowanie daleko od Białegostoku.

A Krystyna Konecka, jak maskonurzyca w Islandii, wierzy, że umknie nie tylko przed myśliwymi, ale i przed zapomnieniem. Podzielam jej wiarę.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie