Krystyna Janda: Życie Danuty Wałęsy jak antyczna tragedia

Jerzy Doroszkiewicz
Agencja Muzyczna Union zaprasza na spektakl "Danuta W." 17 lutego do teatru Dramatycznego. Bilety: sieć Ticketpro: www.ticketpro.pl, salony Empik, Media Markt i Saturn restauracja Wariatka, Elektryczna, Białystok (przy Teatrze Dramatycznym)
Agencja Muzyczna Union zaprasza na spektakl "Danuta W." 17 lutego do teatru Dramatycznego. Bilety: sieć Ticketpro: www.ticketpro.pl, salony Empik, Media Markt i Saturn restauracja Wariatka, Elektryczna, Białystok (przy Teatrze Dramatycznym) Karolina Wolf
Dla mnie jest to historia antyczna - mówi Krystyna Janda o życiu Danuty Wałęsy. - Kobieta z ośmiorgiem dzieci, samotna w tłumie, zmuszona dźwigać wszystkie kłopoty i obowiązki.

Pani pojawienie się na ekranie w filmie Wajdy było uderzeniem prosto między oczy. Nigdy przedtem nie było tak ekspresyjnej postaci w polskim kinie, a przy okazji kreującej osobę odważną i upartą. Dla inteligencji oglądającej ten film przed sierpniem 1980 pani postać mogła być wręcz wzorcem i zachętą do działania. A jak pani to wówczas odbierała?

Krystyna Janda: Jest to pytanie dotyczące okresu dinozaurów. To był mój debiut. Towarzyszyło mu wiele historii. Po pierwsze grałam u Wajdy i to było dla mnie najważniejsze. A po drugie uderzyła we mnie krytyka reżimowa, co trudno mi było znieść. Niemniej ta rola do dziś jest moją wizytówką we wszystkich encyklopediach kina na świecie.

I kiedy film był przez władze chowany, spychany do kin studyjnych, nagle wybuchł ów Sierpień i droga młodego Birkuta do Stoczni Gdańskiej stała się najważniejszym szlakiem wszystkich Polaków. Jak przyjęła pani strajki w 1980 roku?

Z nadzieją. Przyjęłam je z nadzieją a potem, kiedy kręciliśmy "Człowieka z żelaza" i znaleźliśmy się w samym środku spraw, a ja dodatkowo miałam wielu przyjaciół w opozycji, byłam bardzo emocjonalnie związana z tym wszystkim i dużo bardziej niż w okresie "Człowieka z marmuru" świadoma tego, gdzie żyję i jak wielkie zmiany stały się możliwe.

Podczas podpisywania porozumień sierpniowych, dzięki transmisji, cała Polska mogła zobaczyć Lecha Wałęsę. Jakie wówczas wrażenie robił na aktorce Teatru Ateneum i filmów Andrzeja Wajdy?

W tym czasie grałam w Budapeszcie w filmie "Mefisto". Obsada była wielonarodowa. Aktorzy z innych krajów powiedzieli mi, zanim zobaczyłam Wałęsę, że prasa zachodnia pisze, że jest to agent rosyjski. Nie widziałam go, nie wiedziałam wiele, ale wiedziałam, że to nieprawda.

Historia potoczyła się błyskawicznie i stan pewnej euforii zamienił się w stan wojenny - to był także trudny czas dla aktorów…

Ja miałam podpisany kontrakt z Francją. Na duży film. 12 grudnia skończyliśmy film "Przesłuchanie" a już na początku roku razem z dzieckiem wyjechałam na roczny kontakt. Stan wojenny paradoksalnie mnie w ogóle nie dotknął. Schody zaczęły się po powrocie.

Wydaje się, że Polacy o żonie Lecha Wałęsy po raz pierwszy dowiedzieli się w 1983 roku, kiedy z niezwykłą rozwagą i klasą odbierała mężowską Pokojową Nagrodę Nobla.

Myślę, że wcześniej, w momencie, kiedy Wałęsa został internowany, pani Danuta z konieczności stała się jego rzecznikiem. Biuro Solidarności na nowo było u nich w domu a ona kontaktowała się z mediami, udzielała wywiadów, była pośrednikiem miedzy uwiezionym mężem a resztą świata. Myślę, że świetnie się wywiązała z tego zadania.

Chyba po raz pierwszy w powojennej historii Polski kobieta odegrała tak ważną rolę.

Myślę, że było kilka kobiet, które zasługiwały niemniej na to miano. Kobiety, które były w stoczni, w strajku. Sądzę, że ta lista nawet jest dość długa.

To był jednak jednorazowy występ publiczny, Danuta Wałęsa mogła pojawiać się w mediach dopiero, gdy z żony przywódcy Solidarności stała się żoną prezydenta Polski.

Tak, ale jako Pierwsza Dama ukryła się w cieniu męża. Nie przeprowadziła się z dziećmi do Warszawy, nie zabierała głosu w ważnych sprawach, zajęła się działalnością charytatywną.

Dlaczego pani zdaniem, dopiero niemal po dwóch dekadach od zakończenia prezydentury zdecydowała się opowiedzieć swoje życie w książce "Marzenia i tajemnice"?

Myślę, że namówiono ją do tego. Wiem na pewno, że nie był to jej pomysł. Tajemnicą Poliszynela jest, że namówił ją do tego syn, Jarosław. A mąż się na to zgodził. Zanim zaczęła opowiadać panu Piotrowi Adamowiczowi, współautorowi książki, te historie.
Jak odebrała pani tę, jak na nasze standardy, chyba bardzo szczerą opowieść?

Pani Danuta jest osobą prawdziwą. Otwartą, nie ma sobie nic do zarzucenia ani nic do ukrycia. Nie pozwala interpretować swoich poglądów. Na szczęście nie jest to książka ugrzeczniona i konwencjonalna. A w tle całej opowieści jest człowiek-historia, uczucie i szacunek do niego, ale także prawda związana z tym trudnym czasem, rzutującym na stosunki międzyludzkie, na całą ich rodzinę.

Od razu ujrzała pani w tej historii historię Polski widzianą oczami kobiety, całego pokolenia polskich kobiet?

No tak to oczywiste, ale przede wszystkim kobiety mimowolnie wplątanej w wir wielkiej historii, bolesnej dla niej historii, która zaważyła na jej życiu i życiu całej rodziny. Na szczęście dziś mimo, że ciągle mówi, że wolałaby żeby żyli skromnym zwykłym życiem, znalazła harmonię.

Jaka zatem jest Danuta Wałęsa, której opowieść ma pani udźwignąć przez 150 minut?

Dla mnie jest to historia antyczna. Kobieta z ośmiorgiem dzieci, samotna w tłumie, zmuszona dźwigać wszystkie kłopoty i obowiązki. Z pięciuset stron książki zrobiłam adaptację teatralną na 70 stron. Nie muszę podkreślać, że jest to interpretacja. Potrzebna i mnie i, mam nadzieję, nam wszystkim.

Czy los pani Wałęsy był w jakiś sposób nieunikniony, jak w antycznej tragedii. Od chwili, kiedy wyszła za Lecha, tego Lecha, w jakiś sposób musiała podporządkować się ideom?

Podporządkować się losowi. Jak Antygona, jak Elektra, jak Klitajmestra. Z tym tylko, że pani Danuta na szczęście nie popełniła żadnego z czynów, na które one się ważyły.

Pani Danuta chyba z pewną pokorą znosiła swój los - pracującej właściwie samotnie i niemal ponad siły, matki i żony - czy tekst, który Pani interpretuje na scenie nie jest pełen gorzkiej rezygnacji?

Nie, jest pełen godności. Tęsknoty za miłością jej życia, Lechem Wałęsa. Poczucia winy, że nie sprawdziła się do końca jako matka z powodu innych obowiązków. Poczucia, że nie popełniła wielkich błędów. Że w najtrudniejszych sytuacjach jednak się sprowadziła. A jednocześnie jest to opowieść o kosztach tego wysiłku.

Czy może być wzorem dla współczesnych kobiet? Ich mężowie mogą, co najwyżej walczyć ze spłatą kredytów…

Po jednym ze spektakli przyszła do mnie do garderoby młoda aktorka, młoda mężatka i matka. Bardzo płakała. Na moje pytanie, co na niej zrobiło takie wrażenie powiedziała: "Słuchaj, 90% kobiet w Polsce ma takie życie jak ona, a ich mężowie nie są żadnymi przywódcami".

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Cytat z wywiadu:

 

J. Doroszkiewicz

 

- Czy los pani Wałęsy był w jakiś sposób nieunikniony, jak w antycznej tragedii. Od chwili, kiedy wyszła za Lecha, tego Lecha, w jakiś sposób musiała podporządkować się ideom?

K. Janda -

 

Podporządkować się losowi. Jak Antygona, jak Elektra, jak Klitajmestra. Z tym tylko, że pani Danuta na szczęście nie popełniła żadnego z czynów, na które one się ważyły.

                                                 

                                                          *****************

 

No to się porobiło!!! Oczom własnym nie wierzę! Nasza dobro narodowe, nasza Dyzma w spódnicy porównana przez inną dumę narodową do antycznych heroin! :D :D :D

 

Ale w sumie czego można się spodziewać po zdziwaczałej i egzaltowanej artystce jednej miny?!

 

 

P.S. Wrzucenie do jednego worka Antygony i Klitajmestry jest dość karkołomne. Czyżby pani artystka niezbyt dokładnie znała te antyczne historie?

A
Antek

Życie Danuty Wałęsy de domo Gołoś, po babce Barszcz, genialnej literatki po podstawówce (?), Pierwszej 'Damy' pokazującej dziennikarzom środkowy palec - to nie tragedia antyczna, to kabotyńska tragifarsa, zaś żałosny skecz pani artystki Jandy z zapałem rżnącej na scenie worek jabłek to żałosne wiernopoddańcze przedstawienie...

 

P.S. Pani Janda już dawno straciła poczucie rzeczywistości, jeśli je kiedykolwiek miała.

Dodaj ogłoszenie