Koniec torów, koniec świata

Joanna Klimowicz
B. F. Skok
Żal tych pustych torów. Jeden budował, a wsio niszczeje i nawet stróża nie ma, kurde! Wsio przebrali, wsio pusto. Żeby ktoś to kupił, żeby robota była, to dobrze by było... - Jurek z Wiązkowa, co sześć lat był manewrowym, czuje się oszukany. - Handel był tutaj ze wschodem, kurde, to wszystko szło. Te pociągi na Plantę i Narewkę, wszędzie kursowałem. Teraz jestem bezrobotny, bo wszystko upadło.

[galeria_glowna]
Bocznica kolejowa w Wiązkowie, gdzie jeszcze do 1989 roku kwitł przeładunek towarów z polskich torów na wschodnie - szerokie i odwrotnie, teraz stoi opuszczona, zarośnięta, porozkradana, żałosna. To tak wyglądają te szerokie tory - myślę sobie. - Te, co to o nie urzędnik zapytał cara, czy budować je szerokie, a car mu na to" a na ch... szerokie?!", i tak już zostało.
Chcemy zobaczyć więcej. Przede wszystkim Siemianówkę, aż do granicy, bo wójt Narewki prawi, że taka prosperita jak w siedemdziesiątych latach, kiedy prawie tysiąc osób miało tu robotę. Kilka pociągów dziennie, przeładunek daje pracę i PKP, i prywatnym importerom. Tylko, że po tych terenach niełatwo się poruszać, zwłaszcza zimą. Gdybyśmy wcześniej ugadali się z dyrektorem zakładu linii kolejowych, Jerzym Wojtkowiakiem, dałby drezynę. A tak... Naszą deską ratunku jest komendant pograniczników w Narewce. Może zawiezie nas służbowym landroverem. Ale na pewno nie do samej granicy - tam nawet pogranicznicy patrolują pieszo. Inaczej się nie da.
- Jak chcecie pomaszerować siedem kilometrów, to możemy maszerować - podpułkownik Andrzej Jarmoszuk z GPK Siemianówka uśmiecha się pod wąsem. Bijemy się z myślami. Damy radę, czy nie? Jakoś nie wypada się wycofać. Pakujemy się do landrovera.

Rano wstanę, z tego żyję

Wiązkowo. Pierwszy postój. Bezpańska rampa zarośnięta brzozami. Drzewa uczepiły się betonu i nieźle sobie radzą. Przez 15 lat nic tu się nie działo. Wielka suwnica - dziś tylko szkielet stalowej konstrukcji - straszy z daleka. Kiedyś przeładowywała gigantyczne ilości celulozy. Na takich bocznicach wokół stacji Siemianówka pracowało 700 osób. Przyjeżdżali z Orli, Hajnówki, Dubicz Cerkiewnych. Dla każdego była robota. Do czasu, aż załamał się handel ze wschodem.
Aha! Jakiś ruch. Chyba zaczęły się wiosenne porządki. Leśni ludzie, Mirek i Jurek, wycinają drzewa wokół rampy i zrujnowanych budynków gospodarczych. Bronią się przed "wywiadem" . - Bo my już po obiedzie - kryguje się Jurek. W reklamówce obok pół bochenka chleba, jedna pusta butelka po jabolu i jedna pełna. Znaczy, będzie podwieczorek.
- Ja nie rozumiem to państwo polskie. Budynek stoi, jak widzicie, bez okien. Jak drzewo nad nim pochylone, to oni myślą, że zagrożenie i każą nam wycinać, kurde. A co to drzewo zrobi, jak upadnie, jeżeli tu jest pustka, kurde, nie? Co zniszczy? - przełamuje się Jurek. - Ale że, kolej nie jest wypłacalna, to zatrudnia do wycinania i płaci opałem, tym co wytniemy. My jesteśmy miejscowi i mamy takie piece, to korzystamy. Człowiek się czepia byle czego.
Ciągnie opowieść: - Ja nie wierzę w to, że będzie lepiej. Jak Unia będzie, to dużo firm upadnie. Tak nasz rząd, kurde, robi, że puszcza z torbami. Tylko sobie w kieszeń, w kieszeń. Oni mają walutę sześć tysięcy, siedem tysięcy i myślą, że wszyscy mają. Ja też mam rodzinę, mnie się nikt nie pyta, czy ja mam z czego żyć - oburza się, aż oddechu mu brakuje. Macha ręką jakby natrętną muchę odpędzał: - A ile milionów ludzi w Polsce, z czego żyje? Co Bóg Pan da. Rano wstanę i z tego żyję.
Murowany budynek PKP zdewastowany do ostatniej szyby. Tylko godło - orzeł na ścianie się ostał - nie dało się go oderwać. Pod stopami chrzęszczą kawałki szkła, gruzu. Pracownicy chyba w pośpiechu opuszczali Wiązkowo. Dokumentację znieśli do jednego pokoju i podpalili. Wśród nadpalonych papierów, znaleźliśmy "wyciąg z okólnika w sprawie postępowania przy przewozie koleją materiałów szczególnie toksycznych lub promieniotwórczych", podpisany przez dwunastu pracowników.

Z Siemianówki do Władywostoku

Stacja kolejowa Siemianówka. Naczelnika nie ma, a dostępu do jego gabinetu broni własną piersią sekretarka. Zagaduje ją wójt Narewki, Mikołaj Pawilcz, nasz przewodnik, a my zakradamy się do pokoju naczelnika. Calutką ścianę pokrywa mapa dróg kolejowych państw uczestników WNP, Litwy, Łotwy i Estonii. Można dostać ciągot imperialistycznych: - Ode mnie, z Siemianówki, można dojechać aż do Władywostoku - dziwi się wójt Pawilcz, wodząc palcem po mapie. - Jak się załaduje towar na szeroki tor, to on może jechać żelazną drogą aż do Władywostoku, a może jeszcze dalej, do Mongolii i Chin...
Pukamy do drzwi agenta celnego. Starszy, siwy pan, Mikołaj Ostapczuk, zajmuje się spedycją, odprawami towarów. Robi to samo od 1971 roku - kiedyś w firmie państwowej, teraz w prywatnej.
- Wtedy szła masówka: celuloza, płyta, metale, sprzęt gospodarstwa domowego - wspomina z rozmarzeniem. - Na wschód handel zamarł, wiadomo dlaczego, bo zerwaliśmy kontakty, pozbyliśmy się rynku zbytu.
Ostapczuk jest zdania, że Siemianówka jest przejściem zdanym na surowce: gaz, olej, cement, węgiel. I nic tu Unia nie zmieni.
- Dla mnie ona ani się tu zacznie, ani skończy - dowodzi. - Od nas odpadną towary z Litwy, ale pozostaną z Rosji, Białorusi, Ukrainy. Ten ruch nie będzie odwrotny, bo rynki wschodnie są już opanowane przez zachód. Nie jest łatwo wejść na zapełniony rynek, zwłaszcza bez gwarancji państwowych dla naszych przedsiębiorców. W sensie gospodarczym to Unia się tu raczej kończy. Przez Siemianówkę z Unii nie będzie nic jechało. Nikt nie zainwestuje w terminal kontenerowy, w chłodnie na spożywkę.

Szariki za telewizor

Jerzy Żochowski, pracownik techniczny stacji w Siemianówce, jest euroentuzjastą. Optymizmu nie przytępiło mu ani 38 lat pracy na kolei, ani codzienne wstawanie o 5 rano (bo dojeżdża z Hajnówki). Zajmuje się przesyłkami szczególnymi. Brzmi to tajemniczo. No na przykład jest to... sadza, którą importujemy do olsztyńskiej fabryki opon, jakbyśmy własnej nie mieli. - Albo komponenty do produkcji farb - cierpliwie tłumaczy Żochowski.
- Jak nadawca je załaduje u siebie, gdzieś na Kamczatce, to tam, w Swisłoczy - pokazuje tory ciągnące się na wschód - jest taka pieriestanowka, na której podnoszą wagon do góry - zdradza tajniki przeładunku. Zapytany o przyszłość, nie waha się: - Nie chcę politykować, ale to już dawno trzeba było robić tak, żeby handlować z tym, kto od nas chce brać nasze towary. Na wschodzie jest bardzo chłonny rynek. Jeżeli jedzie od nas babka, wiezie trzy portki, takie "szariki", a z powrotem telewizor, to znaczy, że można z nimi handlować, prawda? Jest przyszłość. Może jestem durnowaty, ale wiem, że handlować z nimi trzeba. Jak Unia przyjdzie, to chyba pójdzie to lepiej. Ja to jestem durnowato nastawiony optymistycznie

Naczynajetsa mir

Nasz cel - granica. Mijamy Cisówkę. Dalej tylko las i zaspy śniegu. Samochód podskakuje na falistej leśnej dróżce, na zakrętach wyrzuca nas z trasy. Nagle zza zakrętu wyłaniają się drewniane zabudowania. Zostawiamy samochód. Dalszą część trasy musimy pokonać pieszo. Wdrapujemy się na kolejowy nasyp i brniemy w śniegu po kolana. Wreszcie. Jest słup graniczny między Polską a Republiką Białoruś.
- Patrząc od wschodu, Unia się tu zaczyna, od zachodu - kończy - stwierdza pułkownik Jarmoszuk.
Zakaz wejścia na 15-metrowy pas graniczny. W oddali widać gigantyczną białoruską bramę z napisem MIR. Wjeżdża pociąg, pewnie pusty. To tutaj w grudniu 2002 roku nasi pogranicznicy złapali sporą grupę imigrantów z Wietnamu i Iraku.
Wracamy do wioseczki, zapomnianej przez Boga i ludzi. Mieszka w niej Kazimierz Szerszunowicz, krzepki 75-latek. I jego bratowa. Nikt więcej. Wieś Brzezina, dwoje mieszkańców. Reszta pouciekała. Dwa nieduże kudłate pieski aż popiskują z radości na widok ludzi.
- Unia? - zagaja gospodarz. - Będzie się tu zaczynać! A co z tego wyjdzie, nie wiadomo...
Nie narzeka na życie. - Nie nudzę się, co to, to nie - mówi. - A bo to w innej wiosce ciekawiej? Całą przejdziesz i człowieka nie zobaczysz. Telewizor czasem włączę, ale tam same afery.
Wilków się nie boi, choć raz psa rozszarpały i w dzień potrafią kręcić się po podwórku. - Nie ma gorszego wilka jak ten na dwóch nogach - przekonuje staruszek. - A tak sobie przy granicy, w kątku żyję - uśmiecha się pogodnie.

Zubki straszą

Jedziemy dalej. Poważniejemy, gdy trafiamy na starą rampę przeładunkową za szkółką leśną w Lipniku. To jedna z tych, zbudowanych w latach 60.
- To była linia strategiczna w PRL-u. Resztę musicie sami sobie dopowiedzieć - przypominam sobie słowa dyrektora Wojtkowiaka z PKP.
Nigdy nie jechał tędy żaden transport handlowy. Choć na torach rosną sześciometrowe sosny, wciąż czuć na oddech "zimnej wojny". Stad tylko krok do Zubek Białostockich.
Zubki stacja. Ostatni pociąg pasażerski przejechał tędy w 2000 roku. Wcześniej, w 1992 roku PKP zawiesiła pociągi towarowe jeżdżące przez przejście graniczne. Budynek stacji z poczekalnią, nawet w dobrym stanie, wszystko zamknięte na głucho. Nastawnia to obraz nędzy i rozpaczy. Wchodzimy do środka, na piętro. Leży tam kilkaset kilogramów zardzewiałych maszyn. Nikt tego nie zabezpieczył, nie sprzedał, ot tak zostało na zmarnowanie.
Obok nastawni drewniany krzyż z 2000 roku. Upamiętnia Waldemara Ignatowicza. W kolejowych barakach po OHP zamieszkali tu kiedyś bezdomni. Ktoś zaprószył ogień, w pożarze zginęły dwie osoby. Jedną z nich był miejscowy, Ignatowicz. Ktoś z dalszej rodziny postawił na pamiątkę krzyż obok spalonych baraków.

Pusto, biednie, pięknie

Szerokie tory na Podlasiu:

- granica państwa - Gieniusze - 26 km (czynnych 20 km - do Sokółki)
- granica państwa Chryzanów) - 27 km (czynnych 20, do Zabłotczyzny)
- granica państwa - Zubki Białostockie - 7 600 m (nieczynna)

Tą tragiczną historię opowiedział nam sołtys Zubek, Andrzej Ignatowicz. Człowiek orkiestra. Jest właścicielem sklepu. Co z tego, że otwartego tylko dwie godziny dziennie - od 14 do 16. Nie ma potrzeby więcej. Pokazuje nam utarg z całego dnia, 11 marca: 61 złotych brutto, z czego połowa to moje zakupy - wzdycha ciężko. - W maju, jak wejdą przepisy unijne, przyjdzie się sklep zamknąć.
Na razie narzeka i dostosowuje sklep do wymogów, jak może. Planuje jeszcze wymianę starego linoleum i lady. Na drzwiach sklepiku wywiesił ogłoszenie o szkoleniach na temat dopłat dla rolników. - A jacy u nas rolnicy - macha ręką sołtys. - Krówkę to ma tylko jeden sołtys. To znaczy, były sołtys, tak z przyzwyczajenia na niego mówię - poprawia się.
Bardziej niż Europa, interesują go tory. Wspomina czasy, kiedy kolej dawała mieszkańcom Zubek prace, kiedy był ośrodek zdrowia. A teraz tylko bezrobotni, renciści, emeryci. Po kilka osób żyje z jednej renty. Marzy, że ktoś wykupi albo wydzierżawi stację...
W sklepiku zawsze można to i owo usłyszeć. Cała wieś się tu schodzi, żeby pogadać z sołtysem, zwłaszcza sobotę. Wtedy to i pohandlować trochę można. Ignatowicz sprzedaje rybę (bo post), chleb (dwa razy w tygodniu ma świeży), cukier, mąkę, olej, trochę piwa, ale niedużo, bo nie idzie. A jednak... Staruszek z kolejowych "bloków", co przed chwilą był na zakupach, wraca w pośpiechu, ciągnąc za sobą sanki. Puszkę piwa kupił, wypadła z reklamówki, zapodziała się w śniegu. Staruszek jest bardzo zaniepokojony.
- Nóg dostała i uciekła - podśmiewa się przyjaźnie sołtys. Dziadek spogląda podejrzliwie. - No jak to, nie mogła! - chichocze. Z domu naprzeciwko wygląda Nadzia, podchodzi do płotu, gawędzą po prostemu.
- A tylko przyjedźcie do nas wiosną, z bocianami - zapraszają. - Pusto tu, ale pięknie!

* * *

Projekt "Tu się Unia zaczyna" jest realizowany wspólnie z Radiem Białystok.

Radiowy reportaż "Durnowato nastawiony optymistycznie" Lecha Pilarskiego zostanie nadany w

Radio Białystok - Tu się Unia zaczyna Radiu Białystok
w piątek o godz. 11.15 i 19.30 oraz w niedzielę o 11.35.

Możesz posłuchać:   

słuchaj realaudio

   
słuchaj mp3 - 6 088 kB

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

M
Magazynier
Podziekujmy politykom za wspolprace z Zachodem.Oni nas wyzwolili z jarzma sowieckiego.
Zamiast zyc w pokoju z sasiadami liczmy na pomoc wujka z Ameryki ktory ma problemy we wlasnym folwarku.Ach mozna pisac i pisac.....
Wróć na poranny.pl Kurier Poranny
Dodaj ogłoszenie