Koło Gospodyń Wiejskich w Henrykowie pod Supraślem

Julita Januszkiewicz
Kobiety z dumą pokazują swoje arcydzieła. To własnoręcznie zrobione ze starych ubrań dywany i narzuty.
Kobiety z dumą pokazują swoje arcydzieła. To własnoręcznie zrobione ze starych ubrań dywany i narzuty. Andrzej Zgiet
Koło Gospodyń Wiejskich w Henrykowie pod Supraślem ożyło i rządzi wsią. Kobiety wspólnie gotują, śpiewają i szyją dywany ze starych ubrań.

W środowe popołudnie w świetlicy w Henrykowie jest wesoło i gwarno. Grupa kobiet siedzi wokół dużego stolika. Szydełkują, robią na drutach, przeplatają nitki, zawijają, przeciągają, zawiązują. Na podłodze porozrzucane kolorowe, różnej wielkości i kształtów chodniki, narzuty oraz kapy. Mniejszy stolik, tuż przy ścianie ugina się od domowych potraw. Babka ziemniaczana z kiełbasą, pokrojona w cienkie plastry słonina, w glinianym garnku swojski smalec ze skwarkami, a nad nimi góruje drożdżowa baba, polana czekoladą oraz własnoręcznie pieczony chleb na zakwasie. Wszystko ładnie udekorowane bukietami z kwiatów i różnego rodzaju zbóż.

- Od rana gotowałyśmy i stroiłyśmy salę. W końcu niecodziennie mamy takich gości - wyjaśnia Emilia Łazarska, opiekunka świetlicy.

O godzinie 17 przyjeżdżają dziennikarze z programu TVN Uwaga. Chwila na poczęstunek, i zaczynają się nagrania oraz wywiady. Lekko stremowane, ale uśmiechnięte kobiety, jedna za drugą, siadają przed kamerą, i jak na spowiedzi opowiadają o tym, co robią na co dzień. Chwalą się też swoim sukcesem.

Sławę tej niewielkiej wsi koło Supraśla przyniosły jej mieszkanki, które zwyciężyły w telewizyjnym konkursie.

Zgłosiły się do konkursu

Pod koniec kwietnia tego roku stacja TVN ogłosiła konkurs pod hasłem “Re-Konstrukcje, czyli drugie życie śmieci". Był on adresowany do widzów, którzy starają się żyć ekologicznie. Polegał na zmienianiu z pozoru bezużytecznych odpadów w przedmioty użytkowe, a nawet dekoracyjne.

Niezwykłe gospodynie z Henrykowa postanowiły spróbować swoich sił. - Pomyślałam, że warto pokazać całej Polsce to, co robimy. Byłam pewna, że wygramy - opowiada Kasia Todorczuk, szczupła brunetka.

W robótki wkładają wiele serca

Od razu zaczęły działać. Najpierw zrobiły porządki w swoich domowych szafach. Powyrzucały z nich stare, niepotrzebne ciuchy. Okazało się, że na półkach zalegały jeszcze różne babcine fatałaszki. Ubrań było tyle, że sięgały aż pod sufit świetlicy. Kobiety wpadły na pomysł, że przerobią je na chodniki. Jak to zrobić pokazała młodszym koleżankom Barbara Prus. Pani Basia zetknęła się z tym w dzieciństwie. Pań z takimi umiejętnościami było więcej.

- W kryzysowych czasach, kiedy sklepy świeciły pustkami, trzeba było sobie jakoś radzić. Szyłam więc dzieciom ubrania, robiło się też narzuty, chodniki - wspomina Marianna Korolczuk.

Pomysł chwycił. Wszak to tania i szybka metoda, by zrobić coś z niczego. Zaczyna się od cięcia starych, niepotrzebnych już ubrań na wąskie paski. Następnie się je splata. Tak powstają różne cuda, czyli narzuty, kapy i dywaniki. A z nici kobiety robią ozdobne poszewki.

To trudne i pracochłonne zajęcie. Żeby wypleść mały chodniczek trzeba dwa dni, a duży, o skomplikowanym wzorze zajmuje nawet dwa miesiące. Ale panie zauważają postępy.

- Mój pierwszy chodnik robiłam przez trzy dni, i wyszedł tak mały jak beret. Teraz wystarczy mi na to już tylko jeden dzień - cieszy się Marta Filipczuk.

Pracę kobiet z Henrykowa amatorską kamerą nakręciła Kasia Todorczuk. Nagranie wysłała do Warszawy. Konkurencja była ostra, a poziom prac wysoki. Zwyciężały Podlasianki. Wkrótce zobaczymy je w jednym z programów TVN Uwaga.

- Kiedy ogłoszono wyniki, byłyśmy bardzo szczęśliwe - opowiada Kasia Todorczuk.

- Poczułyśmy wielką radość i dumę, że jesteśmy takie zdolne - uśmiecha się Marianna Korolczuk.
Łączą tradycję z nowoczesnością

Kobiety zawsze pracują razem, a czas umilają im rozmowy oraz muzyka na żywo. Spotykają się kilka razy w tygodniu, w miejscowej świetlicy.

- Przedtem w tym budynku odbywały się tylko wiejskie zebrania. Nie było tu nawet ogrzewania - opowiada Emilia Łazarska.

W ubiegłym roku ocieplono ściany, wymieniono dach i odnowiono budynek w środku. W sumie prace kosztowały około 150 tysięcy złotych. Pieniądze dało ministerstwo kultury.

Teraz świetlica żyje, dzięki paniom z Koła Gospodyń Wiejskich. Przyznają, że to był przypadek.
- Nasze dzieci przychodziły tutaj na próby zespołu muzycznego, a myśmy w tym czasie przy kawie i cieście plotkowałyśmy. Pewnego dnia wpadłyśmy na pomysł, by coś wspólnie robić - opowiada Marta Filipczuk.

I tak, w lutym tego roku założyły Koło Gospodyń Wiejskich, sekcja Pudel. Należy do niego ponad 20 pań w różnym wieku. Na co dzień zajmują się domem, a w wolnych od rodzinnych obowiązków chwilach działają. I to jak. Rzecz jasna na pierwszym miejscu są wyroby kulinarskie. Bo gotować potrafi każda gospodyni. Co nie znaczy, że nie można dalej się uczyć tej sztuki.

- Co kto umie, to upiecze czy usmaży i próbujemy - opowiada Marianna Korolczuk. - A że przychodzą też młodsze kobiety, to mamy to komu przekazać. Chodzi też o to, żeby zostało po nas coś naszym dzieciom i wnukom.

Ale i starsze mają okazję czegoś się nauczyć od młodszych. Wymieniają się przepisami. Na przykład Basia Prus przekonała się do wykwintnych deserów oraz różnych smakołyków.

Największą chlubą tutejszych gospodyń jest chleb na zakwasie z cebulką i różnymi dodatkami oraz ciasto z cukinią. Z ich rąk wychodzą też serniki, babki, różne sałatki i mięsa.

- Babkę ziemniaczaną piekłyśmy z dziećmi - dodaje Marta Filipczuk.

Warunki do wspólnego pichcenia w świetlicy są jak w domu. Na zapleczu dużej sali jest ładnie urządzony aneks kuchenny z całym wyposażeniem gospodarczym. Kuchenkę mikrofalową i ekspres do kawy podarowała gmina, za ministerialne fundusze kupiono piekarnik i kuchenkę gazową, a za pieniądze zebrane podczas jednej z imprez - lodówkę.

Zaradne kobiety potrafią wszystko. Tuż przed Wielkanocą ze styropianu, kolorowych bibułek oraz cekinów zrobiły jajka oraz wielką na 6,5 metra palmę. Udekorowały ją kwiatami z kolorowej bibuły, wstążkami, piórami, filcowymi listkami oraz gałązkami tui. Trud się opłacił. Henrykowskie arcydzieło wygrało konkurs w Grabówce na najpiękniejszą i największą palmę.

Nie ma tu miejsca na nudę

W Henrykowie każdy może aktywnie spędzić czas i nauczyć się czegoś nowego. Latem odbywają się półkolonie oraz różne atrakcyjne zajęcia dla dzieci i młodzieży. Motorem działania jest Emilia Łazarska, która od dwóch lat jest świetliczanką. Wszystko umie załatwić.

- Jako jedyna z wiejskich świetlic organizujemy warsztaty teatralne. Mam satysfakcję, że ludzie zaczęli się integrować, że nasze Henrykowo odżyło - mówi z dumą Emilia. - Przydałby się tylko jeszcze internet oraz boisko do grania w piłkę.

A gospodarne kobiety nie spoczywają na laurach. Właśnie obmyślają jaki wieniec przygotować na dożynki. Oczywiście musi być ładny i oryginalny.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie