Kolekcjoner z Łap: w zbieraniu monet odkrył radość życia

Julita Januszkiewicz
- Prawda, że są  przepiękne? - zachwyca się pasjonat. Widać, że zbieranie monet, to dla niego nie tylko miłe spędzanie czasu, ale i hobby.
- Prawda, że są przepiękne? - zachwyca się pasjonat. Widać, że zbieranie monet, to dla niego nie tylko miłe spędzanie czasu, ale i hobby. Fot. Julita Januszkiewicz
Ludzie mają różne ciekawe zainteresowania. Jedni wędkują, inni polują. A pan Kazimierz spod Łap zbiera stare, polskie monety, przy których spędza godziny i dnie. - Przynosi mi to wielką satysfakcję i przyjemność - cieszy się zapalony kolekcjoner, numizmatyk.

Pochodzi z Jedwabnego. Najpierw los rzucił go do Szczecina, gdzie odbywał służbę wojskową. Potem znalazł się na Górnym Śląsku, gdzie trafił za chlebem. W Sosnowcu był hydraulikiem.

Do Łap przyjechał na wesele kuzyna. Poznał swoją przyszłą żonę i osiedlił się w Łapach. Do emerytury pracował w ZNTK w Łapach.

Nie pamięta jak długo zbiera monety: - Ile to już lat? - woła do żony
- Ze trzydzieści - z kuchni dobiega kobiecy głos.

Bo żona doskonale pamięta. To właśnie ona kupiła mężowi pierwszą monetę, taką z wizerunkiem Papieża Polaka. Ją i wiele innych ciekawych monet można było kupić na słynnym rynku przy Bema w Białymstoku. W tamtych czasach każdy chciał mieć taką monetę, bo przecież widniał na niej nasz papież, Jan Paweł II.

Pan Kazimierz z uśmiechem znosi do pokoju swoje skarby. Wszystkie monety pieczołowicie przechowuje w eleganckich i profesjonalnych klaserach, które na pierwszy rzut oka przypominają książki lub albumy. Opowiada o nich z pasją.

Podobne, a różnią się

- O proszę zobaczyć. Mam wszystkie polskie obiegowe monety od 1949 do 2005 roku - pokazuje z dumą.

Jest ich mnóstwo, różne nominały od grosiaków po złotówki. Aluminiowe, z brązu, miedzianoniklowe.

- W 1957 roku wydano nowe polskie monety - nasz rozmówca otwiera klaser. A tam w pięknej oprawie lśnią pięciozłotowe "rybaki z siecią", dzięsięciozłotówki, czyli "Koperniki" i "Kościuszki". Mają, jakby nie było, ponad pół wieku.

Emeryt posiada także okolicznościowe dziesięciozłotówki z Kazimierzem Wielkim, Warszawską Nike, Kolumną Zygmunta. Wszystkie one pochodzą z 1964 roku.
Pan Kazimierz otwiera kolejny klaser, a w nim kolejna okolicznościowa moneta, którą wybito na Tysiąclecie Państwa Polskiego. I wiele innych, równie ciekawych. Każda ma swoją niepowtarzalną historię, a dla pana Kazimierza wiele znaczą.

- Prawda, że są przepiękne? - zachwyca się pasjonat. Widać, że zbieranie monet, to dla niego nie tylko miłe spędzanie czasu, ale i hobby.

Pan Kazimierz ożywia się gdy gawędzi o swojej kolekcji. Ma też stuzłotówki z Przemysławem II oraz monety z Marcelim Nowotko, czy Wincentym Witosem. Może się też pochwalić nominałami z Janem Pawłem II i Józefem Piłsudskim.

W jego kolekcji można oglądać pamiątkową serię monet Solidarnościowych oraz polskich królów. Zajmuje to właścicielowi nieraz cały dzień. Pan Kazimierz ogląda je bardzo uważnie za pomocą profesjonalnej lupy. Bo choć, na pierwszy rzut oka, są bardzo do siebie podobne, różnią się detalami.

- Na przykład monety Solidarności. Stemple są wydane w tym samym roku. Ale wersje różnią się od siebie. Literki są troszkę inne - zaznacza kolekcjoner. - Wersja "A" jest ciemniejsza od "B" - tłumaczy znawca. I po chwili lekko podekscytowany dodaje, że ma jeszcze lepsze i ciekawsze monety i znosi kolejne klasery.

To imponujący zbiór np. obiegowych, kolekcjonerskich dwuzłotówek, w żargonie numizmatyków "dwójek". Wydawane są one co roku.

Wykopał w swojej ziemi

Przeglądając uważnie albumy można natknąć się też na monety z wizerunkiem historycznych miast polskich, a nawet różnych gatunków zwierząt.

- Tych wyszło tylko czternaście - żałuje pan Kazimierz. - Monety naprawdę mają historyczną wartość - przekonuje. Dzięki jego bogatym zbiorom można poznać powojenne dzieje polskiej waluty.

W małym katalogu przechowuje stare monety, czyli najprawdziwsze skarby. Najstarszą w jego kolekcji jest moneta z 1797 roku Mocno zzieleniała, ponieważ mosiężna. Pan Kazimierz opowiada:

- Znalazłem ją całkiem przypadkowo i nieoczekiwanie, bo podczas wiosennego kopania - opowiada pan Kazimierz. - Leżała sobie w ziemi. Kto inny może wyrzuciłby, ale dla kolekcjonera to nie lada gratka i niesamowity dreszczyk emocji.
W dodatku na własnym podwórku!

Potem pan Kazimierz nieraz coś wykopywał. A to jakiś stary pieniążek, na przykład trojaki litewskie lub pół kopiejki. Wszystkie one są bardzo malutkie, prawie miniaturowe. Aby cokolwiek z nich odczytać należy sięgnąć po dobrą lupę.

Rok temu zdobył pięć groszy z 1939 roku. To unikatowa moneta z otworkiem w środku. Z zagranicznych ma "cesarza Romulusa" z 1943 roku, monety duńskie z lat sześćdziesiątych.

- Mam też monety chińskie, bułgarskie, włoskie, brazylijskie i rosyjskie kopiejki z XIX wieku. A tu, proszę zobaczyć jaki ładny i oryginalny dolar z Indianką z dziećmi. Jest też moneta z Tajwanu z kwiatem - widać, że delektuje się kolekcją.

Unikatowe niekoniecznie są drogie

Nasz bohater zdobywał ją w różny sposób. Niektóre z monet miał już w domu, ale większość trzeba było dokupić. Nabywał je u ludzi, a zagraniczne dostawał.
W latach osiemdziesiątych w każdą niedzielę jeździł do Białegostoku na rynek, bo w tygodniu nie było czasu. Obowiązki rodzinne i praca nie pozwalały na hobby.

- Na targowisku, tam gdzie teraz jest hala mięsna, stały w rządzie kramy, a przy nich kupcy sprzedający monety. Dla kolekcjonerów był to raj na ziemi. Mnie też zaciekawiło, bardzo mi się podobało. Zawsze coś kupiłem. Tym bardziej, że nie były one takie drogie - mówi. - Teraz kupuję je w białostockim Kręgu, czyli na tzw. giełdzie staroci.

Pan Kazimierz ma też aktualne katalogi z rycinami monet; z informacjami o liczbie wydanych sztuk w kraju, cenami i kruszcu z jakiego wykonano daną monetę. Nieraz są serie kilkumilionowe. To monety obiegowe, względnie tanie. Najcenniejsze są okazy, których Narodowy Bank Polski wydaje w emisji po kilkaset sztuk: - Ciężko je kupić, ale i ceny są wygórowane - zaznacza pan Kazimierz. - O takich unikatach można tylko pomarzyć, bo zbieram na ile pozwala mi zasobnośc mojej kieszeni.
Kolekcjonerzy walczą o te monety. Przed bankami ustawiają się długie kolejki. Nieraz zdarza się, że takie wartościowe pieniądze są kupowane tylko dla zysku a potem sprzedawane po jeszcze wyższej cenie.

- Jednak, żeby zdobyć monetę trzeba być ciągle na bieżąco, bo wówczas zbieranie jest tańsze. Co roku są one droższe. Cena zależy też od stanu zachowania pieniążka. Jeśli jest on trochę zniszczony, to mniej za niego zapłacimy - mówi.
Trzeba też uważać, by nie kupić "kota w worku", czyli sfałszowanej monety. To łatwo poznać, bo każda moneta ma swoją wagę i wielkość. Pan Kazimierz bywa więc w sklepach numizmatycznych: - Tam są eksperci, którzy znają się na rzeczy. Sprawdzą, czy to oryginał czy fałszywka - tłumaczy.

Pan Kazimierz nigdy nie sprzedawał swoich monet. Za to często siada nad klaserami i podziwia swoje zbiory. Za każdym razem odnajduje w nich coś nowego, nietypowego. Wtedy zapomina o całym świecie i relaksuje się.

Wideo

Komentarze 8

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Uhowo leży na prawym brzegu górnego biegu Narwi, w niewielkiej odległości od Suraża. Nazwa świadczy o pochodzeniu ruskim. Ruskie określenie łąki to ług.

Nazwisk "ruskich" też tam sporo z końcówkami na "uk" i innymi.

J
Janek

I dobrze że nie zbiera tych pseudo świecidełek NBP . Winszuje zbioru

G
Gość
CYTAT(gosc @ 24.02.2009, 13:31)
A może pan Kazimierz nie życzył sobie by podawać swoje nazwisko i miejsce zamieszkania? Nie byłaś przy tej rozmowie i nie znasz szczegółów...

Oj coś nerwy puszczają naszej Julitce
g
gosc

A może pan Kazimierz nie życzył sobie by podawać swoje nazwisko i miejsce zamieszkania? Nie byłaś przy tej rozmowie i nie znasz szczegółów...

CYTAT(Kunegunda @ 24.02.2009, 12:53)
Zgadza się .Kazimierz M. z Uhowa.A nazwa Uhowo nie pochodzi od ucha,jak niektórzy piszą przez "ch".
g
gosc

A może pan Kazimierz nie życzył sobie by podawać swoje nazwisko i miejsce zamieszkania? Nie byłaś przy tej rozmowie i nie znasz szczegółów...

CYTAT(Kunegunda @ 24.02.2009, 12:53)
Zgadza się .Kazimierz M. z Uhowa.A nazwa Uhowo nie pochodzi od ucha,jak niektórzy piszą przez "ch".
K
Kunegunda
Zgadza się .Kazimierz M. z Uhowa.A nazwa Uhowo nie pochodzi od ucha,jak niektórzy piszą przez "ch".
b
bjern borg
CYTAT(gość @ 24.02.2009, 11:54)
Pani Julito się już bierze się Pani za tzw dziennikarstwo po proszę podchodzić do tego bardziej rzetelnie pominę już ortografię to i z geografią nie radzi sobie najlepiej. Pan Kazimierz nie jest spod Łap ani z Łap tylko z Uhowo i to z Uhowa nie przez "ch" jak to Pani już kiedyś pisała Pozdrawiam Pani Julito i powodzenia

A czy wspomniany pan kazimierz ma jakieś nazwisko?
g
gość

Pani Julito się już bierze się Pani za tzw dziennikarstwo po proszę podchodzić do tego bardziej rzetelnie pominę już ortografię to i z geografią nie radzi sobie najlepiej. Pan Kazimierz nie jest spod Łap ani z Łap tylko z Uhowo i to z Uhowa nie przez "ch" jak to Pani już kiedyś pisała Pozdrawiam Pani Julito i powodzenia

Dodaj ogłoszenie