Kibice są przeciw każdemu rządowi. Tworzą własną religię

Adam Willma
Dominik Antonowicz, socjolog i kibic
Dominik Antonowicz, socjolog i kibic
Kibice to zbiorowość zróżnicowana - mówi dr Dominik Antonowicz, socjolog i kibic. Kiedyś śmiali się z Kaczyńskiego, złorzeczyli na Ziobrę i jego 24-godzinne sądy. Teraz są przeciwko rządowi Tuska, bo wprowadza restrykcyjne zasady stadionowe.

Naukowiec z poważnym dorobkiem skandujący na meczach? Nie wstyd Panu?

Dr Dominik Antonowicz: - Ludzie często mnie o to pytają: czy mnie to nie upokarza, czy się nie boję? Ale ja sam jestem kibicem, częścią tej społeczności. Znam tych ludzi, oni mnie. Wiem, że w razie potrzeby szybciej by mi pomogli, niż tzw. osobnicy ze zracjonalizowanego świata.

Młody, wykształcony, głodny sukcesu - przystaje Pan do tego środowiska?

- Ludzie widzą w kibicach zgraję wykluczonych i poniżanych w pracy osobników szukających na stadionie odreagowania. To dorabianie kibicom gombrowiczowskiej gęby prymitywnego chama bardzo mnie irytuje.

Nigdy Pan "tej gęby" nie widział?

- Widziałem, ale stadion ma wiele twarzy, a "twarz" chama jest na marginesie. Nigdy nie spotkało mnie na trybunach nic nieprzyjemnego, a np. na żużel chodzę z ojcem już 25 lat. Liczba incydentów na stadionach jest nieproporcjonalnie mniejsza niż pokazywana w telewizji. Jeśli spoglądać na kibiców okiem kamery, człowiek mógłby dojść do wniosku, że na stadionie gromadzi się wyłącznie patologia. Tymczasem na stadionach jest nie mniej bezpiecznie niż na zwykłej ulicy w dużym mieście. Badam świat kibiców, żeby obalać mity, a nie po to, żeby legitymizować opartą na medialnych stereotypach ludową pseudowiedzę.

Ale wyrwane krzesełka i spalone samochody to fakt, z którym trudno dyskutować.

- Jeśli mówimy o faktach, to nie pamiętam, kiedy po raz ostatni kibice byli sprawcami podpalenia samochodu. Natomiast podpalenia samochodów w Warszawie przypisuje się synowi warszawskiego adwokata.

Niech Pan to powie ludziom w Wilnie, którzy przeżyli najazd kibiców Legii.

- To jeszcze inne zjawisko: pijana hołota czująca się bezkarnie poza granicami własnego kraju. Wielki wstyd dla Polski i kibicowskiego ruchu. Coś podobnego mieliśmy w Wielkiej Brytanii w latach 90., kiedy sytuacja na lokalnych stadionach była stopniowo opanowywana, ale zagraniczne wojaże kibiców angielskich siały strach i spustoszenie. Nie zamierzam przekonywać, że problem chuligaństwa wśród kibiców nie istnieje. Istnieje i trzeba go zwalczać, ale istnieje głównie poza stadionami. Dziś na ligowych stadionach pojawia się każdego roku 1,6 mln ludzi. Jak na tę skalę zjawiska liczba niebezpiecznych zdarzeń nie jest duża.

Kim jest kibic-ortodoks?

- To człowiek, który szuka "duszy zbiorowej", chce poczuć wspólnotę, chce być razem z innymi. Poza wspólnotami religijnymi w rodzaju tych neokatechumenalnych takie poczucie wspólnoty praktycznie już dziś nie istnieje. Mamy wszechobecny, do bólu sterylny i poukładany świat korespondencji elektronicznej, pełny agend, organizerów, z ewaluacją w pracy i opomiarowaniem, niemal wszystkiego co robimy. To jest świat, w którym emocje są stłamszone w formule dopuszczalnej biznesowej etykiety. Nie wypada z radości rzucić się komuś na szyję albo ze złości sobie przekląć.

Sport, i to mnie fascynuje jako badacza i kibica, pozostał enklawą prawdziwych emocji w morzu sztucznych uśmiechów, fałszywej uprzejmości rodem z galerii handlowych. W tym świecie zawieszona zostaje hierarchia społeczna, nie ma znaczenia kim jesteś poza stadionem, bo przez krótką chwilę wielkich emocji istnieje jedynie podział na "my" i "oni". Łączą nas emocje, zatrzymuje się czas.

Jak w misterium religijnym.

- Wybitny socjolog Thomas Luckmann zajmuje się m.in. zjawiskiem sekularyzacji i odchodzenia od religii. Ludzie odchodzą od kościoła instytucjonalnego, ale świętości poszukują w bytach nieinstytucjonalnych - twierdzi Luckmann. Patrzenie na kibiców przez pryzmat zjawisk religijnych nadaje ich zachowaniom spójną logikę. Bywają sytuacje, w których jeden kibic był w stanie walczyć przeciwko trzydziestu napastnikom w obronie barw i herbu swojej drużyny. Czy chodziło mu o szalik, który może za kilkanaście złotych kupić w sklepie? Nie, on bronił świętości. Zdobycie flagi obcej drużyny i powieszenie jej do góry nogami jest czymś w rodzaju zwycięstwa, prawdziwego sacrum.

Kiedy się narodziła religia futbolowa?

- Kluby sportowe to twór rewolucji przemysłowej, kiedy to setki tysięcy ludzi wędrowało ze wsi do miast w poszukiwaniu lepszego życia. Ludzi, którzy osiedlali się w rosnących w szalonym tempie miastach, początkowo nic ze sobą nie łączyło poza dolą robotniczej klasy. Jednocześnie pojawił się fenomen wolnego czasu, który trzeba było jakoś zagospodarować. Wtedy pojawił się sport, przede wszystkim piłka nożna, sportowe kluby, które nadały stłoczonej w robotniczych dzielnicach masie nową tożsamość i poczucie wspólnoty.

Sądząc po oprawach na trybunach polscy kibice powędrowali w stronę prawicy.

- Kibice generalnie są antysystemowi. Kiedyś śmiali się z Kaczyńskiego, złorzeczyli na Ziobrę i jego sądy 24-godzinne, teraz są przeciwko rządowi Tuska, który wprowadza restrykcyjne zasady stadionowe. To nadal tylko kontestacja. Kibice nigdy nie będą grupą, która będzie współtworzyć jakiś projekt polityczny, bo to zbiorowość zbyt zróżnicowana. Ktoś, kto wpadł na pomysł, aby budować sobie zaplecze polityczne z kibiców, po prostu nie rozumie tego środowiska.

Żałuję, że przedstawiciele ruchu kibicowskiego dają się włączać w bieżącą politykę. Nie służy to ani kibicom, ani polityce. Na pewno środowisku kibiców bliskie są emocje patriotyczne. Piękną akcję wymyślili kibice Lecha, którzy przekazali koszulki, meczowe repliki wielkopolskim weteranom Polskiego Państwa Podziemnego z ich wojennymi pseudonimami w podziękowaniu za zasługi dla Polski. Wiele grup kibicowskich działa również poza stadionami, ale tych akcji na ogół nie zobaczy pan w telewizji. Lepiej sprzedaje się "morda chama", na nią jest telewizyjny popyt.

Stąd niechęć do mediów?

- Istnieje i specjalnie się jej nie dziwię. Kluby kibiców to duże i aktywne organizacje, w których wiele się dzieje. Ale o tych fajnych sprawach media raczej nie mówią, natomiast każde odpalenie racy na boisku skrzętnie odnotowują. To budzi poczucie krzywdy. Jak kibic wracając z meczu w nocy kopnie śmietnik na stacji, to o 9 rano mam sześć telefonów od dziennikarzy z całej Polski. A gdy kibice oddają krew, nikt się tym nie interesuje.

Dziennikarze mają milczeć, gdy Staruch bije piłkarza po twarzy?

- Oczywiście, że nie. Ani przez moment nie zamierzam bronić zachowania Starucha. Mogę jedynie próbować zrozumieć motywy, które nim kierowały. Piłkarze dla zaangażowanych kibiców to "pionki w wielkiej grze". Przychodzą i odchodzą. To istoty odrealnione, zarabiające zbyt wielkie pieniądze. Tymczasem dla kibiców klub to wielka wartość. Potrafią pokonywać setki kilometrów, aby dopingować, wyruszyć na mecz ukochanej drużyny z Rzeszowa do Szczecina. Kibice Zagłębia Sosnowiec jeździli na mecze, gdy ich klub w praktyce nie istniał.

Biznes pożre tę stadionową religię?

- Na pewno stara się brutalnie ją sekularyzować. Regulacja zachowań posunęła się bardzo daleko. Kibic może być ukarany, np. za uporczywe stanie. Wprowadza się to, aby przyciągnąć na trybuny klasę średnią, która traktuje mecz jak miejsce rozrywki i nie życzy sobie, by ktoś jej przeszkadzał w jej konsumowaniu, zasłaniał, oczekiwał włączenia się w doping. Z perspektywy historii kibicowania kuriozalnym wynalazkiem są loże dla VIP-ów, które są zaprzeczeniem egalitarności stadionowej społeczności. Na Euro 2012 w lożach współcześni imperatorzy mogą spokojnie oglądać sobie widowisko, popijając szampana lub whisky. Nie chciałbym za żadną cenę powrotu do chuligańskich wybryków z lat 90., ale uważam, że cicha, bierna, publiczność nie jest przyszłością polskich stadionów.

Nie będziemy się wstydzić za polskich kibiców podczas Euro 2012.

- Na pewno nie. Nie podzielam poglądu ministry Muchy, że polscy kibice są gorsi i bardziej zacietrzewieniu niż ci z Zachodu. Na stadionach znajdą się głównie VIP-y, celebryci, klienci wielkich koncernów. Kibice będą mniejszością, a wielu z nich w ogóle bojkotuje tę imprezę. Restrykcje dotyczące ubioru, wnoszenia flag, prowadzenia dopingu czy poruszania się na stadionie są dla nich nie do zaakceptowania. są O bezpieczeństwo na stadionach się nie obawiam. Gorąco może być za to w "strefach kibiców" w miastach. Tam będzie dużo ludzi i dużo alkoholu na małej przestrzeni.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze 6

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

k
konrad

Bardzo wyważona postawa. Popieram w 100%. Tam są wartościowi młodzi ludzie, którym się chce organizowac wyjazdy, akcje charytatywne, patriotyczne. Przy dobrej współpracy klubu, organizacji kibiców i władz lokalnych może to środowisko może mieć dobry wpływ wychowawczy na młodzież ze środowisk patologicznych, sprawiającą kłopoty. Szkoda, ze zamiast tego robi się na siłe "gębę" całemu ruchowi. Większośc młodych teraz jest takich, że na wartościach im nie zależy,jak moim dzieciom, tylko oglądać tv, słuchac muzyki i siedzieć w pubie. Jedno na plus, że moich policja nie będzie nachodzić, bo teraz najbezpieczniej się w nic nie angażować, tak mówią moi studenci.

W
West
Panie dr - Pana wypowiedzi są interesujące, ale proszę nie starać się zrozumieć- jak pan mówi- Starucha. To zwykly boiskowy cham, który uderza piłkarza w twarz. Szanuję bardzo kibiców i cenie ich za przywiązanie do klubu i bycie z klubem nawet w najtrudniejszych sytuacjach. Ale o boiskowych szumowinach, tzw. kibolach i zadymirzach trzeba mówić głośno i jasno. To właśnie ci boiskowi bandyci wychodzą z boiska i w chamski sposób wyrazają się o rządzie, premierze i prezydencie stając po jednej stronie sceny politycznej. Pytam- co to ma wspólnego z kibicowaniem?A co ma wspolnego z kibicowaniem całkowite niszczenie stadion w Bydkoszczy, koanie dziennikarki, przechodzenie na czerwonym swietle i prowokowanie do nieszczęscia? przez takich boiskowych bandytów, a nie są to pojedyńcze przypadki zniszczeń i zadym na stadionach, nie można iść z dziecmi na mecze. Proszę patrzeć na rzeczywistość rozsądnie i obiektywnie dokonywać oceny zagrożeń ze srony kiboli. Moje uwagi nie odnoszą się do rozsądnch kibiców.

Trzeba wziąć pod uwagę taki moment, gdzie do ogólnej sytuacji wkrada się sztuczny zamęt, gdzie w danej grupie kibiców są ci normalni kibice i są tzw. pieniacze, którym zależy na zadymie. Sytuacja się napina, wymyka z pod kontroli, policja, służby zaczynają działać. Jest panika i regularna wojna. W tym momencie nawet ten niewinny musi się bronić. A jak zostanie złapany to i tak będzie winny. Tak to działa. (psychologia tłumu)
R
ROD

Panie dr - Pana wypowiedzi są interesujące, ale proszę nie starać się zrozumieć- jak pan mówi- Starucha. To zwykly boiskowy cham, który uderza piłkarza w twarz. Szanuję bardzo kibiców i cenie ich za przywiązanie do klubu i bycie z klubem nawet w najtrudniejszych sytuacjach. Ale o boiskowych szumowinach, tzw. kibolach i zadymirzach trzeba mówić głośno i jasno. To właśnie ci boiskowi bandyci wychodzą z boiska i w chamski sposób wyrazają się o rządzie, premierze i prezydencie stając po jednej stronie sceny politycznej. Pytam- co to ma wspólnego z kibicowaniem?A co ma wspolnego z kibicowaniem całkowite niszczenie stadion w Bydkoszczy, koanie dziennikarki, przechodzenie na czerwonym swietle i prowokowanie do nieszczęscia? przez takich boiskowych bandytów, a nie są to pojedyńcze przypadki zniszczeń i zadym na stadionach, nie można iść z dziecmi na mecze. Proszę patrzeć na rzeczywistość rozsądnie i obiektywnie dokonywać oceny zagrożeń ze srony kiboli. Moje uwagi nie odnoszą się do rozsądnch kibiców.

G
Gość
No i właśnie tu będzie wielki wstyd. Wystarczy dobrze poszukać w necie jak to gnojostwo w barwach klubowych już szykuje się do pseudo-wojenki.

a później dzwoniącego Ministra Spraw Zagranicznych do zaprzyjaźnionych mediów żeby sie poskarżyć że była tylko jedna kamera
W
West

Nie będziemy się wstydzić za polskich kibiców podczas Euro 2012.

...Gorąco może być za to w "strefach kibiców" w miastach. Tam będzie dużo ludzi i dużo alkoholu na małej przestrzeni.

No i właśnie tu będzie wielki wstyd. Wystarczy dobrze poszukać w necie jak to gnojostwo w barwach klubowych już szykuje się do pseudo-wojenki.

G
Gość

bojkot euro2012

Dodaj ogłoszenie