Kartki. Pomysł na czasopismo poszukiwany.

Tomasz Mikulicz
37. numer Kartek
37. numer Kartek
Udostępnij:
Myślę nad ogłoszeniem konkursu na projekt. Wtedy moglibyśmy rozpatrywać różne propozycje i wybrać najlepszą - mówi profesor Jerzy Kopania, rektor Wyższej Szkoły Administracji Publicznej w Białymstoku.

Kartki - historia

Kartki - historia

Pierwszy numer "Kartek“, jeszcze jako zszyte ze sobą luźne kartki maszynopisu, ukazał się w lutym 1986 roku. Tworzyli je młodzi, pełni zapału studenci polonistyki na ówczesnej filii Uniwersytetu Warszawskiego w Białymstoku. W 1989 roku, po zniesieniu cenzury, "Kartki" zmieniły nieco swą formułę i pod wodzą Bogdana Dudki stały się kultowym pismem lat 90. Od 2005 do 2010 roku trwała przerwa w wydawaniu pisma. Zeszłoroczny, szeroko dyskutowany, powrót na rynek przyniósł dwa nowe numery. Bogdan Dudko miał już zebrane materiały na kolejny, kiedy okazało się, że władze Białegostoku nie zamierzają w dalszym ciągu dotować festiwalu filmowego Filmvisage. Będące właścicielem "Kartek“ Stowarzyszenie Twórców Kultury Filmvisage zostało więc zmuszone do sprzedaży tytułu.

Obserwator: Wyższa Szkoła Administracji Publicznej kupuje właśnie białostockie pismo literackie "Kartki“. Dlaczego?
Profesor Jerzy Kopania: Można górnolotnie powiedzieć, że nasza uczelnia występuje tu jako mecenas kultury. Myślę, że WSAP stoi na takim poziomie, że nie należy nam zarzucać jakichś niskich pobudek. Oczywiście chcemy się przy tej okazji promować, ale nie zamierzamy tego robić przez na przykład ingerowanie w pracę zespołu redakcyjnego.

Jaki jest więc wasz pomysł na "Kartki“?
- Tytuł może pójść w dwóch kierunkach. Pierwszy zakłada robienie prestiżowego pisma na wysokim poziomie, które stanie się wizytówką miasta i regionu. Drugi - tworzenie pisma stricte uczelnianego, skierowanego m.in. do uczniów podlaskich szkół.

Który z tych kierunków jest Panu bliższy?
- Zdecydowanie ten pierwszy. Jeśli jednak nie uda się stworzyć pisma na odpowiednim poziomie, będziemy zmuszeni wziąć po uwagę drugą opcję. Wszystko zależy od tego, kto będzie to pismo robił. Jeśli znajdzie się zespół zaangażowanych ludzi, którzy potrafią narzucić swoje wizje potencjalnym odbiorcom, to da się zrobić praktycznie wszystko.

Do tej pory spiritus movens "Kartek“ był Bogdan Dudko, wieloletni redaktor naczelny pisma.
- To prawda. Pan Bogdan ma wielkie zasługi w tworzeniu tego pisma. Chciałbym, by w dalszym ciągu był on w to zaangażowany. Zaproponuję mu współpracę, z tym że na pewno nie będzie on już redaktorem naczelnym. Linia programowa nie może wychodzić od jednej osoby, lecz musi wynikać z autentycznego zaangażowania środowiska, które będzie to pismo tworzyło.

Rozumiem, że według Pana, obecna formuła "Kartek“ już się wyczerpała.
- Zdecydowanie tak. W latach 90. "Kartki“ były pismem bardzo żywiołowym. Poszczególne numery robili ludzie bardzo w to zaangażowani. W dzisiejszych czasach pasjonaci, którzy mają różnego rodzaju ciekawe pomysły realizują je w internecie. Dlatego też stoimy przed pytaniem: co zrobić by stworzyć nowatorskie pismo, które będzie miało formę papierową?

Przede wszystkim drukować ciekawe teksty, zamieszczać dużo recenzji, itd.
- To nie wystarczy. Nie chodzi tylko o to, by tekst był dobry. Musi być on taki, że po jego przeczytaniu będę chciał o nim podyskutować. W zeszłorocznych numerach "Kartek“ drukowane były bardzo dobre teksty. Pytanie tylko: kogo one interesują?

Jak więc planuje Pan to zmienić?
- Takie właśnie pytanie chciałbym skierować do białostockich środowisk związanych z kulturą. Myślę nad ogłoszeniem konkursu na najlepszy projekt. Wtedy moglibyśmy rozpatrywać różne propozycje i wybrać najlepszą. Projekty nie musiałyby nawet pochodzić od jakichś szerokich grup osób. Jeśli znalazłby się ktoś z dobrym pomysłem, to również bylibyśmy skłonni podjąć współpracę. Ten ktoś poszukałby sobie kilka osób do pomocy i pismo mogłoby ruszyć.

Może warto jednak wszystkie pomysły połączyć w jedną całość?
- Takie rozwiązanie również wchodzi w grę. Najpierw jednak należałoby zadbać o nagłośnienie ogłoszenia konkursu. I tutaj nieoceniona byłaby pomoc mediów. To za ich pośrednictwem chcielibyśmy przekonać białostoczan, że naprawdę zależy nam na stworzeniu porządnego pisma kulturalnego.

Niektórzy mogą powiedzieć, że Białystok w ogóle nie potrzebuje takiego pisma.
- Ja tak nie uważam. W mieście powinno istnieć pismo, w którym mieliby szansę zaistnieć zarówno lokalni, jak i ogólnopolscy twórcy. Trzeba tylko tego chcieć. Podczas licznych dyskusji, jakie toczyły się po zeszłorocznym powrocie "Kartek“, niektóre pomysły były przedstawiane na zasadzie: mam dobrą propozycję, ale i tak nic z tego nie wyjdzie. Jeśli będziemy tak do tego podchodzić, nigdy nic nie zrobimy. Z drugiej strony pomysły nie mogą być rzucane tylko po to, by zabrać głos w dyskusji. Żeby idee mogły być zrealizowane, trzeba je ubierać w pewne ramy.

W swych najlepszych czasach "Kartki“ były tworzone w kawiarni.
- Czasy się jednak zmieniły. Teraz trzeba mieć wszystko dokładnie zaplanowane, pisać projekty na różnego rodzaju dotacje, itd. Dlatego też, jeśli pismo miałoby ruszyć, trzeba by zapewnić jego twórcom odpowiednie pomieszczenia. Najpierw jednak muszą się znaleźć chętni do pracy.

Czytaj e-wydanie »

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

g
gość
Ojejku kupiła żeby ucieszyć państwo Tyszkiewiczów.proste
d
dd
Z tego wywiadu wynika, że szkoła kupiła pismo, ale sama nie bardzo wie, po co. W każdym razie żadnego pomysłu na pismo tu nie widać. Bo ten konkurs to chyba jakiś żart? To może casting? Albo program w lojkalnej telewizji coś na kształt "mam talent"
E
Egzorcysta
Pingwin zamiast pitolic o walorach maryni zrob literackie fakty i mity. Zaplacisz antyklerykalom, wydrukujesz na kredzie i.... zbankrutujesz po pol roku.
Apage Satanas
p
pingwin
Najpierw muszą się znaleźć chętni do płacy panie profesorze zanim zacznie się brać do pracy. Generalnie pewnie liczymy panie profesorze na grono młodych gniewnych, do pracy zapalonych, ale za darmo? Tak tak, kto robi w kulturze ten ma pobory nieduże a czasem i żadne. W kwestii tekstów dobrych ale kogo miałyby one zainteresować - tak, zapewne teksty marne znajdą większe grono czytelników. A w swojej głupocie zawsze wierzyłem, że właśnie rzeczy dobre zawsze znajdą odpowiedniego odbiorcę, choć czasami trzeba do interesu dołożyć, bo się okazuje że odbiorcy kultury wyższej albo nie są zbyt liczni albo niezbyt majętni. Taki to mecenat będzie - jak na siebie sam nie zarobi to padnie - albo pismo albo poziom tegoż.
Przejdź na stronę główną Kurier Poranny
Dodaj ogłoszenie