Karol Radziszewski nominowany do Paszportu "Polityki" w dziedzinie sztuki wizualne

Jerzy Doroszkiewicz
Staram się działać we wszystkich mediach, bo najważniejsze jest to, co chce się powiedzieć, a nie w jakiej to będzie formie - mówi Radziszewski.
Staram się działać we wszystkich mediach, bo najważniejsze jest to, co chce się powiedzieć, a nie w jakiej to będzie formie - mówi Radziszewski. Fot. Kuba Dąbrowski
Żyję ze swoich prac, ale to nie znaczy, że ciągle się sprzedają - mówi Karol Radziszewski, urodzony w Białymstoku artysta nominowany do Paszportu "Polityki" w dziedzinie sztuki wizualne

Kurier Poranny: Jak się czuje artysta nominowany do Paszportu "Polityki" w dziedzinie Sztuki wizualne?

Karol Radziszewski: Jestem bardzo zmęczony, bo ciągle pracuję nad nowymi projektami. Właśnie dobiega końca przygotowana przeze mnie prezentacja zbiorów warszawskiej Zachęty i muszę oprowadzać gości.

A czy ta nominacja pojawiła się w odpowiednim momencie?

- Każda pora jest dobra. Myślę, że zainteresowanie krytyki wystawą "Siusiu w torcik" było na tyle duże, że dostałem tę nominację. To największy projekt, jaki do tej pory zrobiłem, firmowany moim nazwiskiem. Ale mam już trochę ciekawych rzeczy na koncie i planuję robić coś nie mniej ciekawego w przyszłości.

Jeśli artysta współczesny chce coś osiągnąć, musi opuścić Białystok?

- Tak, choćby dlatego, że w Białymstoku nie mamy akademii sztuk pięknych. To pierwszy powód. Zanim ukończyłem liceum, wiedziałem, że będę chciał studiować na jednej z polskich akademii sztuk pięknych. A kiedy już się zaczyna pracować w jakimś środowisku, to całkiem naturalne, że wchodzi się w ten klimat.

Czy III Liceum Ogólnokształcące w Białymstoku dało jakieś podstawy do całościowego spojrzenia na świat, na sztukę?

- Liceum było na tyle miłe, że mi nie przeszkadzało, ale sztuki wizualne niespecjalnie miały szansę się tam ujawniać. Raczej byłem takim outsiderem, który się mocno na tym koncentruje, ale szkoła nie miała na mnie wpływu.

Prawdopodobnie w Białymstoku Galeria Arsenał otrzyma nową przestrzeń w starym budynku zakładu energetycznego. Czy wrócisz do Białegostoku z jakąś nową wystawą?

- Dlaczego nie? Wszystko zależy od konkretnych planów i rozmów, bo ja mam już trochę zobowiązań.

Czy Karol Radziszewski jest artystą totalnym? Swoją sztuką wypełniasz prywatne mieszkania, robisz zdjęcia, jesteś w Internecie, filmujesz, nawet masz własne wydawnictwo.

- Staram się działać we wszystkich mediach, bo najważniejsze jest to, co chce się powiedzieć, a nie w jakiej to będzie formie. Staram się dobrać ją do treści. Za każdym razem próbuję czuć się od nowa amatorem. Śpiewam w zespole, wydaję magazyn. Wszystko po to, żeby przełamywać rutynę, od nowa się uczyć. To główny powód, żeby wchodzić w nowe dziedziny sztuki.

To oznacza, że lubisz się ciągle uczyć?

- Tak, na pewno.

Da się wyżyć ze sztuki współczesnej?

- Oczywiście, ale wygląda to zupełnie inaczej, niż się ludziom wydaje. Generalnie żyję ze swoich prac, ale to nie znaczy, że ciągle się sprzedają. Bardzo dużo podróżuję, mam wykłady, uczestniczę w wystawach - za to też są jakieś pieniądze. Bo aktywny twórca ma cały wachlarz możliwości, żeby się utrzymać.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie