Język rosyjski wraca do łask. Zapaleńcy bez przymusu uczą się mówić po rosyjsku.

Agata Sawczenko
Galina Markowa (na górze) jest inicjatorką wieczoru z rosyjskim. Na spotkanie przyszli m.in. (od lewej): Elżbieta Zych, Benedykta Chilimoniuk, Sylwia Zienowicz, Radosław Chociej, Andrzej Ambrożko i Bożena Kosior.
Galina Markowa (na górze) jest inicjatorką wieczoru z rosyjskim. Na spotkanie przyszli m.in. (od lewej): Elżbieta Zych, Benedykta Chilimoniuk, Sylwia Zienowicz, Radosław Chociej, Andrzej Ambrożko i Bożena Kosior. Fot. Wojciech Wojtkielewicz
Ruski - mówiliśmy pogardliwie o tych lekcjach. Mało kto chciał na nie chodzić, mało kto uczyć. A teraz w Białymstoku zebrała się grupka zapaleńców, którzy spotykają się, aby po rosyjsku zwyczajnie porozmawiać.

Jechał mużyk po dorogie, złamał kolieco na porogie. Skołko gwozdziej - gawari poskoriej! - wylicza Galina Markowa, pianistka, szefowa Podlaskiego Centrum Sztuki, a zarazem inicjatorka środowych wieczorów z językiem rosyjskim.

- Kto paniał? To tieper skoriej! - śmieje się.

Wieczory z językiem rosyjskim zostały tak właśnie pomyślane, by bez tradycyjnej nauki osłuchiwać się, przypominać sobie ten język.

- Tutaj wszyscy się kiedyś uczyli rosyjskiego - mówi Gala Markowa. - Ale wiem, że wielu wiele zapomniało. Wiadomo, jak to jest z nieużywanym językiem.

Dlatego dąży, by na spotkaniach jak najmniej mówić po polsku. Oczywiście wszystko bez przymusu. Jak ktoś nie czuje się na siłach - mówi po polsku. Jak ktoś nie rozumie - Galina od razu tłumaczy.

Kak charaszo

To przynosi efekty. Uczestnicy szybko się rozkręcają. Na przykład Sylwia Zienowicz. Ma dopiero 28 lat, rosyjskiego w szkole się nie uczyła. Za to jej babcia na co dzień posługuje się mieszaniną polskiego, białoruskiego, rosyjskiego. Pani Sylwia jest więc osłuchana ze wschodnim zaciąganiem. Zna parę słów. I robi wszystko, by się tym pochwalić. - Zawsze się odzywam, gdy mam cokolwiek do powiedzenia. Opowiem coś po polsku, wsadzę to jedno słówko po rosyjsku i jestem zadowolona - śmieje się.

Na wieczorach z rosyjskim można porozmawiać o wszystkim. Powspominać podróże do dawnego Związku Radzieckiego, lekcje rosyjskiego. Pani Galina na zajęcia przygotowuje rosyjskie filmy.

- Wyłączamy polskiego lektora i oglądamy - mówi.

Na filmie "Wiesołyje rebiata", czyli popularnym "Świat się śmieje", bawili się wszyscy. Gdy zaczęła się piosenka, ściszyli głos, Galina usiadła do pianina. "Serce, ciebie nie choczietsia pakoja, serce, kak charaszo na swietie żyć. Sierce, kak charaszo, szto ty takoje. Spasiba sierce, szto ty umiejesz tak lubić" - śpiewali wszyscy.

Galina Markowa to rodowita Rosjanka. 18 lat temu przyjechała do Białegostoku z Sankt Petersburga na koncert. I została.

- Kiedy ludzie dowiadują się, że jestem z Rosji, nie ma w nich niechęci. Od razu zainteresowanie: O, nigdy nie byłam w Petersburgu! Uczyłam się języka, ale nic już nie pamiętam, mówią - opowiada Galina Markowa. - Bo wiadomo - jak się nie używa, to się zapomina - podsumowuje.

Benedykta Chilimoniuk na spotkania z rosyjskim przyszła z ciekawości. I żeby wypełnić wolny czas, którego ma coraz więcej.

- Znajoma mi powiedziała o tych spotkaniach. A ja dawno nic po rosyjsku nie widziałam. Takich filmów w telewizji nie pokazują. Zainteresowało mnie - mówi.

Przyznaje, że choć uczyła się rosyjskiego w szkole, nie włada nim biegle.

- Słabo z tym było. Nikt się nie przykładał - opowiada.

Zakochana w rosyjskim jest za to Bożena Kosior.

- Ja do rosyjskiego mam wielki sentyment. To jest moja młodość. Pewnie, w szkole trochę tendencyjności było - przyznaje.

Teraz do tego rosyjskiego z sentymentem wróciła. Kocha kino. Ma nadzieję, że na wieczorkach pozna trochę tego kina współczesnego. Dzieci pani Bożeny rosyjskiego nie znają. Wybrały angielski.

- Ale chrześniak w Warszawie się uczy.

To wspomnienia

Elżbieta Zych ma 60 lat. Jest emerytowaną nauczycielką rosyjskiego. Poszła na tę filologię, bo rosyjski po prostu lubiła. Nikt nie miał problemów z tym, że studiuje język "wroga". Pojechała na międzynarodowy studencki obóz pracy.

- Zajechaliśmy do Moskwy i się okazało, że oni chyba nie za bardzo wiedzą, co mają z nami zrobić. I ja trafiłam do sawchoza w takiej wiosce Gałychiona. To było tuż przy Miednoje. I ja dopiero później, po latach, dowiedziałam się, co to znaczy Miednoje. Po studiach została nauczycielką.

- Wtedy na rosyjski mówiło się "ruski" - śmieje się pani Elżbieta. - Samo to określenie to jest już jakiś pejoratyw.

Ale ona do tej pory lubi ten język. - Dla mnie to fajne, studenckie czasy, wspomnienia.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie