Jerzy Nachiło do końca szukał swojej drogi

Artur Jan Szczęsny [email protected]
Od lewej: Jerzy Nachiło, Artur Jan Szczęsny, Roman Godlewski, Katarzyna Wołkowycka, Bogdan Dudko. Premiera tomików wierszy Szczęsnego i Godlewskiego w białostockiej Książnicy Podlaskiej w 1997 roku, którą prowadził Jerzy Nachiło.
Od lewej: Jerzy Nachiło, Artur Jan Szczęsny, Roman Godlewski, Katarzyna Wołkowycka, Bogdan Dudko. Premiera tomików wierszy Szczęsnego i Godlewskiego w białostockiej Książnicy Podlaskiej w 1997 roku, którą prowadził Jerzy Nachiło. Andrzej Zgiet
Był dziennikarzem, redaktorem, bibliotekarzem, ale może przede wszystkim poetą. Pozostałe po nim wiersze pokazują, jak wiele ścieżek przeszedł Jerzy Nachiło.

Jerzy Nachiło

Jerzy Nachiło

Poeta. Absolwent filologii polskiej na Filii Uniwersytetu Warszawskiego w Białymstoku (1987). Pracował jako bibliotekarz, dziennikarz, redaktor. m.in. w "Tygodniku Białostockim", miesięczniku reporterów "Plus" oraz przez wiele lat w "Kurierze Porannym". Zmarł 31 grudnia 2010 r. będąc zastępcą dyrektora Książnicy Podlaskiej.

Za życia oficjalnie wydał tomik "Stany podgorączkowe" (1987). 16 kwietnia 2015 roku miała miejsce premiera pośmiertnego wyboru jego spuścizny poetyckiej p.t. "Nie może stać się inaczej".

Byli z nas fajni chłopcy zakochani w poezji i orzechowych oczach, najczęściej rozdyskutowani, zawieszeni w kłębach tytoniowego dymu i między słowami. Tymi z pochłanianych namiętnie książek, tymi, które latały wśród nas jak pociski, a innym razem uporządkowane układały się pokornie w skibach wiersza.

Pan Janek, trochę szalony poeta i malarz bez zastrzeżeń wierzący w potęgę sztuki. Ja, Szczęka, kasztelan Antoniukowskiej Wieży, z okien której podziwialiśmy zachody słońca nad Dziesięcinami - a widok to był godzien plaż nadmorskich i górskich szczytów. No i Jerzy Nachiło, podróżnik po niewidocznych szlakach, miłośnik blondynek, bananów i piwa, nade wszystko jednak poszukiwacz chwil niecodziennych.

Jerzy chadzał różnymi ścieżkami - był ciekaw wszystkiego. Gdy przyjechał do Białegostoku z poddąbrowskiego Krugła w stanie wojennym z plecakiem książek, głównie poetyckich, z wykrystalizowaną wizją własnej sztuki. Nie korzystał wtedy wcale z uroku alkoholu, z innych uroków umiarkowanie. Kiedy - wraz z Panem Jankiem - poznaliśmy go ponad rok później, nie unikał już towarzyskich obowiązków, a nawet czasami sam je inicjował. Kto tamtych czasów nie pamięta, musi uwierzyć, że inaczej się nie dało. Zwłaszcza jak się pisało wiersze. A pisało je wtedy wielu, najczęściej niezainteresowanych współpracą z oficjalnymi strukturami literackimi. Szukaliśmy się po omacku, po piętrach akademików, po pokojach z imprezami, po znajomych na mieście.

Wtedy można było albo knuć, albo oddać się rozpuście albo wiersze pisać. Postanowiliśmy spróbować wszystkiego, przy czym różni koledzy różnie rozłożyli akcenty na kierunki poszukiwań. Jerzy niewątpliwie wybrał pisanie wierszy. Oczywiście nie jako mechaniczną czynność w kącie pokoju, lecz jako świadomy wybór na poznanie, analizę rzeczywistości i sposób na życie.

Pewnego upalnego lata, gdy Antoniukowska Wieża wystrzeliwała wprost w gorący błękit i na poddaszu nie dało się już wysiedzieć, Jurek zaproponował byśmy z dobrym słowem nawiedzili okolice miasta. Trafiliśmy akurat na autobus do Supraśla, z którego wysiedliśmy przepoceni, wymięci i okrutnie wprost spragnieni. A Supraśl wtedy to wcale nie znaczyło "zabytkowa cerkiew" albo też Teatr "Wierszalin". Z cerkwi był wtedy jedynie obrys fundamentów a o "Wierszalinie" nikt jeszcze nie słyszał. Supraśl to była "Jarzębinka", oczywiście ta mniej reprezentacyjna izba w formie kiszki, zawsze zapełniona spragnionymi i głodnymi opowieści, słowem stylowa mordownia - wymarzone miejsce dla poetów.

Samo nasze wejście wywołało ciszę na sali i przyciągnęło spojrzenia wszystkich biesiadujących. Dopiero zamówienie trzech piw spowodowało, że wokół rozległ się naturalny gwar. Niestety, ledwie rozłożyliśmy notatki, ledwie osuszyliśmy po kufelku, do knajpy wtoczył się gość dosyć nerwowy, kogoś lub czegoś szukający. Przyjrzał się najpierw wszystkim ogólnie, a potem podszedł do naszego stolika i wyciągnął rękę po piwo Pana Janka.

- Odejdź dobry człowieku - rzucił Jurek cicho, lecz przecież w panującej wokół modelowej ciszy zabrzmiało to dość wyzywająco. Lecz w tej oto chwili na drugim końcu sali ocknął się spoczywający dotąd policzkiem w kałuży piwa jegomość i rzucił solniczką w plecy chwiejącego się przy naszym stoliku napastnika, wykrzykując coś niewyraźnie. Ten od razu zainteresował się nową ofiarą, a do nas podbiegła sympatyczna pani bufetowa i wskazując drogę przez dość niskie okno - uchaditie, uchaditie! - powtarzała.
Tydzień później Jurek pojechał do "Jarzębinki" sam. Wrócił nazajutrz dość poobijany, ale z tajemniczą miną. Zaszył się w swoim pokoju i długo coś pisał. Tak powstał wiersz "Punkt w nieskończoności", który przecież jest zupełnie o czym innym. Tak często bywa z poezją, dlatego ciągle jest i żyje.

Jerzy wyróżniał się jako poeta rozpędzoną frazą, częstymi, ponaglającymi powtórzeniami wyrazów. Nie chciał czytać swoich wierszy na głos - uważał, że to zbyt narzuca interpretację, a prawdziwa poezja powinna być - jego zdaniem - uniwersalna, wręcz "wielozadaniowa". Zresztą poglądy, nie tylko na poezję, miał wykrystalizowane i potrafił bronić ich z fanatycznym wręcz uporem. Bywało, zatrzymywał się w pół drogi i wymachując rękami, przerywając zdania wykrzykiwał swoje racje - był niecierpliwy. Chciał wytłumaczyć nie tylko wszystko, ale w dodatku natychmiast.

Pozostałe po nim wiersze, zaprezentowane właśnie w dużym wyborze "Nie może stać się inaczej" pokazują autora wielu możliwości. Przez całe swoje malownicze, ale za to zbyt krótkie życie, Jerzy Nachiło spróbował w poezji niemal wszystkiego. No, może tylko rymów wyłącznie symbolicznie. Pokazał moc słowa, a zarazem wobec niego nieufność, podszewkę świata, granice ciała i siłę symboli. Mówiły przez niego "czucie i wiara", lecz przede wszystkim doświadczenie, erudycja no i wrażliwość na te wszystkie głosy pozazmysłowe, które w poezji odnajdują swoje właściwe miejsce. Jego głównym marzeniem był wiersz prosty i zarazem pełen napięcia - sprężysty jak łuk. Wiersz, który mówi, lecz nie dopowiada, wiersz z muzyką sfer niebieskich w tle.

Daleko zaszedł na swej drodze poprzez wzgórza.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie