Janusz Palikot - skandalista czy liberał?

Janka Werpachowska
Ja wierzyłem, że jak kupię Polmos Białystok z Żubrówką, to zbuduję markę ogólnoświatową.
Ja wierzyłem, że jak kupię Polmos Białystok z Żubrówką, to zbuduję markę ogólnoświatową. Fot. Bogusław F. Skok
Wiem, że warto było wystąpić z tym wibratorem przed kamerami - stwierdza Janusz Palikot

[galeria_glowna]
Kurier Poranny: Dwa gadżety: pistolet i wibrator przejdą już na stałe do historii polskiej polityki. To temat tak wyeksploatowany, że początkowo nie miałam zamiaru pytać Pana o to.

Janusz Palikot, poseł PO, biznesmen: Nie, nie, o tym trzeba mówić. Jeśli policjant i strażnik miejski wywieźli za miasto dwie dziewczyny, piętnasto- i szesnastoletnią, wkładali im penisy w usta, a do głów przystawiali prawdziwe pistolety - to o tym trzeba mówić. To był już któryś z kolei podobny eksces z udziałem lubelskich stróżów prawa. Zgwałcenie studentki, brak kamery w izbie zatrzymań, samobójstwo policjantki molestowanej seksualnie przez przełożonych. Za każdym razem zwoływałem normalną konferencję, pisałem interpelacje, rozmawiałem z komendantem wojewódzkim, słałem pisma do MSWiA. I nic się nie działo. Od trzech miesięcy zajmowałem się wtedy tą sprawą i normalnymi środkami nie byłem w stanie się przebić do nikogo. A jak wywołałem ten głośny skandal z wibratorem i pistoletem, to zaraz aresztowano policjanta, strażnika miejskiego wyrzucono z pracy, wprowadzono kamery do izby zatrzymań w Lublinie. Oczywiście, płacę za to cenę, bo od tamtego czasu to już pewnie z tysiąc razy pokazano mnie ze sztucznym penisem w dłoni. Ale dzięki temu nie zgwałcono kolejnych kobiet w izbie zatrzymań. I wiem, że warto było wystąpić z tym wibratorem przed kamerami i nawet się ośmieszyć - chociaż ja wcale nie uważam, żebym się ośmieszył. Proszę sobie wyobrazić, że kiedy w końcu aresztowano tego policjanta, na moją prośbę przesłuchano kobiety, które w ciągu ostatnich dwóch lat były zatrzymane w lubelskiej izbie zatrzymań. Na około 110 kobiet dwanaście przyznało się, że dopuszczano się wobec nich różnych zachowań seksualnych, łącznie z gwałtami. A ile jeszcze mogło tego doświadczyć, ale nie miało odwagi się przyznać? No i proszę rozsądzić: ma pani do wyboru - ujawnić tę patologię i barbarzyństwo i w tym celu wystąpić przed całą Polską z pistoletem i wibratorem, czy dalej bezskutecznie zajmować się sprawą według obowiązujących oficjalnie procedur? Ja się nie boję o swoją karierę. Nie muszę być ani ministrem, ani premierem, ani prezydentem. Ważne jest, aby sprawę, którą się zajmuję, doprowadzić do końca.

Paradoksalnie, ale wygląda na to, że w sumie drobniejsze, choć spektakularne skandale wywołane przez Pana wypychają jakby na powierzchnię naszego życia wielkie skandale.

- Tak właśnie jest. Tylko tak można poruszyć opinię publiczną, zmusić do działania. Nie ma co się oszukiwać ani obrażać na rzeczywistość. W dzisiejszych czasach, przy dzisiejszych mediach tak wygląda komunikacja społeczna. Można tęsknić za XIX wiekiem, za czterostronicowymi esejami, ale to już nie wróci. Żyjemy w świecie szybkiego komunikatu. Ludzie tego chcą - media im to dają. I politycy muszą to przyjąć do wiadomości. Albo jest się w stanie zwrócić na siebie i na ważne sprawy uwagę, albo jest się po prostu nudnym i nieobecnym. A czy to źle, czy dobrze - nie będę oceniał.

A wie Pan co mnie zasmuca, a nawet przeraża? Że wciąż częściej widzimy Pana z wibratorem i pistoletem w dłoniach, niż słyszymy o skandalu, jaki trwał latami w lubelskiej policji.

- Też mnie to boli. I powiem pani więcej: dziwię się, że tyle dziennikarek dało wyraz swojemu oburzeniu, że Palikot wystąpił z wibratorem w dłoni. Rzeczywisty problem krzywdzonych i poniżanych kobiet, który stał u źródeł takiego mojego zachowania, jakby dla nich nie istnieje. A przecież wszystkie kraje europejskie przez to przeszły. Emigrantki - u nas Ukrainki i Białorusinki, pijane kobiety, nieletnie, też często pijane, były molestowane i gwałcone przez policjantów. To nie ma nic wspólnego z jakąś naszą specyfiką, z polityką. Tak po prostu jest. Policjant musi czasami być agresywny, brutalny, użyć przemocy. I ten zawód kojarzy się często z ludźmi, hmm, "z ludźmi", żebym znowu nie powiedział czegoś, za co obrazi się całe środowisko. Powiedzmy tak: raz na stu, na dwustu, a może na tysiąc policjantów zdarzy się taki o patologicznej osobowości. Ale opinia publiczna musi o tym wiedzieć. Trzeba z tym walczyć. Gdybym teraz ja się tym nie zajął, to za kilka lat ktoś inny w równie spektakularny sposób musiałby się tym zająć. Bo takich komend jak w Lublinie mamy w całej Polsce dużo. I to nie dotyczy tylko dwunastu, ale setek, może tysiąca kobiet. I kiedy ci różni moraliści, którzy żyją według "zasad", wygłaszają teksty, że poseł nie powinien tak postępować, to powiem pani szczerze: mam w dupie te ich zasady. Mnie cieszy, że dzięki moim zasadom kolejna kobieta nie zostanie zgwałcona na jakiejś policyjnej izbie zatrzymań. Jak ktoś zna lepsze, skuteczniejsze metody działania - proszę bardzo.

Panie pośle, a skąd Pan się w ogóle wziął w polityce? Pamiętam artykuł o Panu sprzed wielu lat: młody biznesmen, potentat na naszym rynku alkoholowym, a jednocześnie filozof i znawca Gombrowicza. Wydawało się, że do polityki Panu daleko.

- Wiele rzeczy zadecydowało o tym, że wszedłem do polityki. Byłem kilka lat po rozwodzie ze swoją pierwszą żoną, żyłem samotnie. Rozstanie po trzynastu latach z żoną, z dwójką dzieci - to jest naprawdę poważna sprawa. Człowiek wtedy szuka odpowiedzi na różne pytania: czym było jego życie, jaką cenę zapłacił, co osiągnął, co jest sukcesem, a co porażką. Po drugie - przegrałem przetarg na Polmos Białystok. O proszę, znów niektórzy powiedzą: skandaliczne zestawienie, tu rozpad małżeństwa, a tu porażka w biznesie. Ale ja wierzyłem, że jak kupię Polmos Białystok z Żubrówką, to zbuduję markę ogólnoświatową. Czułem się spełniony jako przedsiębiorca tu, w kraju. Kusiły mnie większe wyzwania, gra światowa. Ale przegrałem już na etapie przetargu na białostocki Polmos. I zadałem sobie pytanie: czy w ogóle jest sens, żebym siedział dalej w tym biznesie, tłukł te flaszki i odkładał grosze z każdej sprzedanej nakrętki na konto? Poza tym wtedy w Polsce działo się dużo ważnych rzeczy. Po aferze Rywina wyczuwało się taki klimat odnowy, że Polska potrzebuje naprawdę zmiany, że potrzebni są nowi ludzie w polityce, nowe standardy. Będąc człowiekiem zupełnie spoza polityki, nie znając prawie nikogo z polityków, uznałem, że jest taki czas, że powinienem się zaangażować politycznie.

A dlaczego akurat Platforma Obywatelska?

- To był jedyny możliwy dla mnie wybór. Lubelscy działacze zaproponowali mi wejście na ich listy wyborcze, żeby je wzmocnić po odejściu Zyty Gilowskiej. Wkrótce spotkałem się z Donaldem Tuskiem, którego wcześniej nie znałem. Zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. A potem przez te trzy lata - i trwa to do dzisiaj - przyglądałem się ze zdumieniem, że polityka jest zupełnie czymś innym, niż to sobie wyobrażałem. I Bogu dziękuję, że mnie przywiódł do polityki, że zobaczyłem od środka, jak to wszystko wygląda. Bo inaczej bym umarł, nie rozumiejąc do końca mechanizmów świata. A dążenie do tego, żeby zrozumieć świat, to moja nieusuwalna chyba cecha, może dlatego, że jestem filozofem.

Cóż Pana tak zaskoczyło?

- Nie zdawałem sobie sprawy, jak wielka jest różnica między światem biznesu a światem polityki. W biznesie jest tak: jak ktoś mnie raz oszuka, to ja go skreślam, więcej interesów z nim nie robię.

Czy Platforma Pana nie rozczarowała?

- Patrząc realistycznie na dzisiejszą scenę polityczną, to z mego punktu widzenia PO jest najlepszym wyborem. Rozmaitość ludzi, mnogość światopoglądów, silne osobowości, jednak dość duża demokracja wewnętrzna - to są absolutne plusy. Minusy: nie taki poziom profesjonalizmu, jakiego oczekiwałem; dużo więcej negatywnego działania i wewnętrznej walki niż wspólnego zbierania się w jakimś pozytywnym celu; i coś, co może trudno nazwać rozczarowaniem, ale dla mnie było to negatywnym zaskoczeniem - konieczność podejmowania trudnych kompromisów ze względu na tak silną opozycję. To pewnie normalne, ale dla kogoś, kto tak jak ja miał jakieś idealistyczne wyobrażenia o polityce, to wciąż jest poważne wyzwanie.

Mówi Pan o tej wielości światopoglądowej jako o zalecie. Ale trwają właśnie prace nad ustawą regulującą m.in. kwestię in vitro i ta wielopoglądowość może sporo namieszać.

- No tak, jest demokratyczny liberał Palikot i konserwatywny katolik Gowin. Ale o in vitro ciągle dyskutujemy, wierzę, że wypracujemy jakąś rozsądną wersję ustawy.

Panie pośle, nie wierzę, że może się Pan zgodzić na zapis, iż metoda in vitro dostępna będzie tylko dla małżeństw. Dziś jest małżeństwo, jutro go nie ma. Za komuny ludzie się na niby rozwodzili, żeby kupić drugie mieszkanie. Teraz będą zawierane fikcyjne małżeństwa, żeby skorzystać z programu in vitro.

- Gowin już się tak przy tym nie upiera, chyba się da przekonać w tej kwestii. Gdyby zapis o małżeństwach się uchował, nie podpiszę się pod taką ustawą.

Wróćmy na ziemię. Przed rządem jeszcze dwa lata współpracy z prezydentem Lechem Kaczyńskim. Ma Pan jakąś receptę na to, jak przetrwać ten czas, skutecznie rządząc krajem?

- Naprawdę ciężki będzie pierwszy rok. Bo następny to już będzie rozpoczęcie kampanii wyborczej i sprawy staną się bardziej jasne i jednoznaczne. Uważam, że najlepszym wyjściem jest koalicja parlamentarna z lewicą - tą Olejniczaka. Może nawet w jakimś niewielkim stopniu mogłaby to być koalicja rządowa. Przyszły rok na pewno będzie ciężki. Po pierwsze, kryzys, po drugie, pan prezydent, który jest prezydentem PIS-u, a nie wszystkich Polaków, i na pewno będzie wetował i przeszkadzał, a na dodatek ma brata bliźniaka, który pociąga za sznurki - to wszystko sprawi, że 2009 rok będzie przypominał ostatnie tygodnie kończącego się roku.

A Pan dalej zamierza walczyć swoimi metodami z prezydentem?

- Myślę, że teraz jest czas, aby skupić się na Jarosławie. Proszę zauważyć, że on schował się za plecami swojego brata prezydenta i stamtąd szkodzi Polsce.

Dziękuję za rozmowę.

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

d
dzidka

Werpachowska po dwóch winach widywałam, i owszem. Nie jest to szczególny widok, ale lepszy niż na przykład pijany dyrektor polityczny w ważnym urzędzie. Ale Werpachowska nago!!! Ten Palikot to jednak zboczeniec, nie dziw, że żona od niego odeszła.

j
jorg

Gdzieś w internecie przczytałem hasło "Każda hołota ma swojego Palikota". Nie zgadzam się - "nawet najgorsza hołota nie zasługuje na Palikota". Chociaż niektóre żurnalistki... być może?

K
KLOCIA PLATFORZASTA

UWAŻAM, ŻE PAJAC PALIKOT NIE SIĘGA DO JAJ NASZEMU KONONOWICZOWI.

Dodaj ogłoszenie