Jan Pawłowski jest ostatnio pierwszym wyborem w ataku trenera Michała Probierza

Tomasz Dworzańczyk [email protected]
Napastnik Jagiellonii Jan Pawłowski (z prawej) ostatnio przebił się do pierwszego składu i zaliczył dwie asysty. Do pełni szczęścia brakuje mu zdobytej bramki.
Napastnik Jagiellonii Jan Pawłowski (z prawej) ostatnio przebił się do pierwszego składu i zaliczył dwie asysty. Do pełni szczęścia brakuje mu zdobytej bramki. Andrzej Zgiet
Napastnik Jagiellonii czeka na premierowe trafienie w tym roku.

Spodziewałeś się, że tę dodatkową rundę rozpoczniesz w pierwszym składzie? Wcześniej raczej nie otrzymywałeś zbyt wielu szans.

- Rzeczywiście, nie grałem dotychczas zbyt wiele, ale robiłem wszystko na treningach, żeby przekonać trenera do siebie. Na pewno fakt, że ostatnie dwa mecze zaczynałem w podstawowym składzie, nie był dla mnie jakimś wielkim zaskoczeniem, tylko bardziej miłą niespodzianką i nagrodą za ciężką pracę.

Mecze z Ruchem Chorzów i Śląskiem Wrocław akcentowałeś asystami przy golach kolegów. Sam bramki jednak nie zdobyłeś i pewnie na nią czekasz?

- Zgodzę się w stu procentach, bo taki gol dałby mi dużo pewności siebie. Ale też trzeba przyznać, że w tych dwóch meczach zbyt wielu sytuacji nie miałem, więc nawet nie mam za bardzo czego rozpamiętywać.

W meczu ze Śląskiem z Twojego podania gola strzelił Przemysław Frankowski, ale gdyby nie on, to może właśnie Ty byłbyś autorem tego trafienia?

- Najważniejsze, że ta sytuacja skończyła się bramką. Szkoda, że później nie udało się nam podwyższyć wyniku, bo w kilka minut wręcz stłamsiliśmy Śląsk i gdybyśmy strzelili na 2:0, to zapewne ten mecz byśmy spokojnie wygrali.

Ale w pierwszej połowie nie wyglądało to najlepiej. Dlaczego?

- Trudno powiedzieć. Na pewno założenia były trochę inne, ale też z mojej perspektywy nie wyglądało to tak źle. Owszem, nie potrafiliśmy się za bardzo utrzymać przy piłce na połowie przeciwników i Śląsk na pewno wyglądał pod tym względem lepiej, ale też sytuacji za bardzo nie stwarzał. Pozytywne jest to, że w przerwie wyciągnęliśmy wnioski i w drugiej połowie zagraliśmy już znacznie lepiej.

Trener mówił, że słabsza pierwsza połowa to wynik niepotrzebnej presji, jaką na siebie nałożyliście.

- Być może rzeczywiście źle podeszliśmy do tego spotkania. Z drugiej strony, zdajemy sobie sprawę, że swój plan na ten sezon już wykonaliśmy i teraz tylko możemy sprawić niespodziankę, więc wielkiej presji nie powinniśmy odczuwać. Każdy jednak chce grać o najwyższe cele i nie ma mowy o odpuszczaniu.

Przed Wami trudne wyjazdy do Poznania i Warszawy. Po nich będzie już chyba wiadomo, o co gracie w tym sezonie.

- Mogę zapewnić, że na pewno podejmiemy tam walkę. Owszem, nie będziemy w tych meczach faworytem, ale to dla nas całkiem dobra wiadomość. Preferujemy grę z kontry i będziemy mogli się wykazać. Zdajemy sobie sprawę, że Lech jest obecnie na fali wznoszącej, ale nie skreślałbym naszego zespołu. Myślę, że jesteśmy jeszcze w stanie namieszać w czołówce. Jeśli udałoby się wywieźć z Poznania korzystny wynik, to dostaniemy pozytywny wiatr w żagle, który może nas ponieść bardzo daleko.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie