James Wynbrandt – Bolesna historia stomatologii albo płacz i zgrzytanie zębów od starożytności po czasy współczesne

Jerzy Doroszkiewicz
Jerzy Doroszkiewicz
James Wynbrandt – Bolesna historia stomatologii albo płacz i zgrzytanie zębów od starożytności po czasy współczesne
James Wynbrandt – Bolesna historia stomatologii albo płacz i zgrzytanie zębów od starożytności po czasy współczesne Wydawnictwo Marginesy
James Wynbrandt z niezwykłym poczuciem humoru pisze o historii… stomatologii. Okazuje się, ze nawet osoby które równie boją się dentystycznego fotela co dat i faktów mogą spłakać się ze śmiechu czytając niezwykle krwawe i często pełne kretyńskich pomysłów opisy dawnych praktyk dentystycznych.

„Bolesna historia stomatologii” zaczyna się u niego w epoce miocenu. Zdaniem Jamesa Wynbrandta, który wszak opiera swoje wywody na poważnych pracach naukowych, już wtedy przedpotopowe zwierzęta cierpiały na paradontozę. A Hammurabi i jego słynny kodeks? „Ząb za ząb” i tak dalej? Taak, nie tylko dziś mamy problemy z leczeniem uzębienia. Zajmowano się nim i w starożytnym Egipcie i w Indiach, czy w Chinach. Z większym lub mniejszym powodzeniem. W Średniowieczu oszustów, którzy usiłowali leczyć – czytaj wyrwać – zęby tez nie brakowało. A i zakazić się można było przy okazji tak, że śmierć była wybawieniem. I nie brzmi to zabawnie, ale kiedy czyta się wywody Wynbrandta przetłumaczone przez Zofię Szachnowską-Olesiejuk, trudno się nie uśmiechnąć.

Na przykład Michel Poree, chirurg zębowy, który przyjechał do Nowego Jorku z Paryż w roku 1768 przekonywał, że zęby odgrywają ważną rolę w regulacji trawienia „dzięki zdolności kontrolowania powietrza wciąganego ustami”. Jego zdaniem problemy stomatologiczne mogły „hamować pobieranie i rozprowadzanie po organizmie powietrza będącego swoistym wahadłem ludzkiego życia, które wprawia je w ruch i które musi działać regularnie; w przeciwnym razie bowiem nasze funkcjonowanie zostanie zaburzone i pojawia się choroba, będąca najczęściej efektem przerwy między zębami, przez którą powietrze wciągane jest i wydmuchiwane w zbyt szybkim tempie, co z kolei prowadzi do dolegliwości żołądkowych”.

Równie ciekawie brzmią już całkiem prawdziwe opowieści o sposobach znieczulania. Podtlenek azotu powodował, że pacjenci mogli wyczyniać niezłe brewerie w gabinecie dentysty, zaś eter nie tylko usypiał, ale i był jednym z ulubionych narkotyków samych medyków. Jak widać – mimo dentofobii można książkę o historii stomatologii pisać z prawdziwą pasją.

James Wynbrandt opowieścią „Bolesna historia stomatologii albo płacz i zgrzytanie zębów od starożytności po czasy współczesne” zabiera czytelników w świat zupełnie wyjątkowy, a jednocześnie uświadamia, od jak bardzo niedawna dopiero i praca stomatologów i nasze wizyty w gabinetach stały się mniej krwawe i bolesne niż przez wcześniejsze dziesiątki (!) wieków.

Magdalena Boczarska o swojej roli w serialu "Król"

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.