Jak zginął ksiądz Popławski? Samobójstwo czy morderstwo?

    Jak zginął ksiądz Popławski? Samobójstwo czy morderstwo?

    Arkadiusz Panasiuk redakcja@poranny.pl tel. 085 748 95 63

    Kurier Poranny

    Aktualizacja:

    Kurier Poranny

    Grób prawosławnego duchownego Piotra Popławskiego

    Grób prawosławnego duchownego Piotra Popławskiego ©Fot. Arkadiusz Panasiuk

    Fakt, że księdza pogrzebano w poświęconej ziemi, w asyście bp. Białegostoku Sawy, dowodzi, że władze Cerkwi nie zgadzały się z wersją oficjalną. Oficjalną, czyli taką, że kapłan Piotr Popławski powiesił się na drzewie koło wsi Koźliki.
    Grób prawosławnego duchownego Piotra Popławskiego

    Grób prawosławnego duchownego Piotra Popławskiego ©Fot. Arkadiusz Panasiuk

    Czy byli ludzie, którym zależało, aby kapłan, dziekan narewski, stojący wysoko w hierarchii cerkiewnej, zniknął z tego świata? Opublikowaliśmy już pierwszy fragment książki Arkadiusza Panasiuka, traktującej o dziwnych przypadkach towarzyszących śledztwu po śmierci kapłana. Miało ono przynieść odpowiedź na pytanie, co tak naprawdę stało się pewnego czerwcowego dnia 1985 roku w lesie niedaleko wsi Koźliki. Czy Popławski zawiązał sobie na szyi samobójczą pętlę? A może to była mistyfikacja? Warto wspomnieć, że mówimy o czasach zaraz po zakończeniu procesu toruńskiego, na którym skazano morderców księdza Jerzego Popiełuszki.

    Ksiądz Eugeniusz Rogowski

    Zmarły 11 sierpnia 1992 r. proboszcz parafii rzymskokatolickiej w Narwi wydaje się jedną z kluczowych postaci w sprawie Popławskiego. Znali się od 1968 r., kiedy to obaj zostali proboszczami.

    Ksiądz prawosławny Andrzej Popławski, syn Piotra Popławskiego, mówi, że Rogowski był zaprzyjaźniony z ich rodziną. - Tata chodził z nim na ryby. Ksiądz Eugeniusz często nas odwiedzał, ojciec bywał u niego na plebanii. Po jego śmierci mówił nam, że w samobójstwo nie wierzy.

    Ksiądz prawosławny B.N.: - To był porządny człowiek. Śmierć Piotra bardzo przeżył. Opowiadał mi, że zaraz po tragedii, będąc samochodem w tamtej okolicy, zobaczył nagle zjawę przypominającą nieboszczyka. "Zacząłem do niego wołać, ale on zniknął w lesie. A ja jakbym na chwilę stracił przytomność".

    W prokuraturze Rogowski nie potwierdza jednak zażyłej znajomości z Popławskim. Kilka miesięcy przed swoją śmiercią zeznaje: "Odwiedzaliśmy się rzadko, np. z okazji świąt. Cele naszych spotkań były głównie religijne. Nasze spotkania, odwiedziny miały miejsce na plebanii u mnie lub też u ks. Popławskiego".

    Skąd ta powściągliwość? Czego się bał? O czym wiedział? Jego błyskawiczne przejście na parafię w Winnej Poświętnej z dniem 5 sierpnia 1985 r. nie było, jak twierdzi dyrektor archiwum diecezjalnego w Drohiczynie ks. dr Eugeniusz Borowski, podyktowane tylko chęcią pomocy schorowanemu księdzu Urbanowi Filipiakowi. Fakty temu przeczą. Sekwencja wydarzeń, jaka poprzedziła wyjazd do Winnej, jest bowiem znamienna.

    Z datą 27 czerwca 1985 r., czyli zaledwie 3 dni po pogrzebie Popławskiego, do Urzędu Wojewódzkiego w Łomży (wydział ds. wyznań) trafia pismo biskupa Władysława Jędruszuka z pytaniem, czy urząd nie ma nic przeciwko nowej nominacji. To normalna wówczas procedura. Ordynariusz upewniał się, czy nowy ksiądz nie wzbudzi kontrowersji. Ale jest też pewne, że z jakichś powodów ks. Rogowski nie chciał już przebywać w Narwi i na pewno o tym powiedział swojemu zwierzchnikowi. Ten zaś bardzo szybko podjął decyzję po jego myśli.

    O czym rozmawiali? Tego się nie dowiemy. Biskup Jędruszuk też już nie żyje.
    Ksiądz Rogowski po 1985 r. został zarejestrowany przez SB jako kandydat na tajnego współpracownika. Do tego czasu był pod jej stałą obserwacją. Wielokrotnie swoimi poglądami narażał się władzy ludowej.

    Stanisław Choroszewski vel Papik alias Kos

    Ksiądz Andrzej Popławski: - W czwartek, dzień przed odnalezieniem zwłok taty, podszedł do mnie ksiądz Eugeniusz. Stałem z wiernymi przy cerkwi. Jak to, gdzie był w sobotę piętnastego? - zdziwił się. - Przecież był na herbacie. "Herbatą" w Narwi wtajemniczeni określali spotkania księży obu wyznań przy kartach w Zabłudowie. Według księdza Andrzeja Rogowski potem kilkakrotnie zaprzeczał, że kiedykolwiek to powiedział.

    Właściciel fermy hodowlanej, zmarły w listopadzie 1989 r. Przewodniczący koła rolniczej Solidarności w Narwi, zarejestrowany przez IV wydział SB KWMO/WUSW w Białymstoku jako tajny współpracownik "Kos". Jego teczka w IPN to praktycznie puste okładki. Ktoś usunął całą zawartość.

    Choroszewskiemu, zwanemu w Narwi "Papikiem", jedna z wieloletnich plotek przypisuje śmierć Popławskiego (w prokuraturze żona Choroszewskiego określiła te oskarżenia jako absurdalne). Motywem zabójstwa lub współudziału w zbrodni miała być rzekomo niechęć księdza wobec próby organizowania na tych terenach niezależnych, rolniczych związków. W tle jest jednak wątek osobisty.

    Czy ktoś mu groził?

    Jeden z mieszkańców sąsiedniej Makówki opowiada prokuratorowi o tajemniczej liście "ponad 10 osób z Narwi i okolicznych wsi, które mają być zamordowane przez Solidarność". Jako pierwszy na niej, według tej osoby, miał być właśnie Piotr Popławski, a Choroszewski miał być rzekomo za listę odpowiedzialny.

    Tę historię potwierdza dziś również przyjaciel księdza Aleksander Wysocki, prawosławny proboszcz z Klejnik. - Piotr mówił mi o swoich obawach. W prokuraturze Wysocki zeznał: "W tym czasie ksiądz Popławski przeżegnał się w stronę ikony i powiedział, że otrzymał list, w którym grożą mu śmiercią".

    Jeśli taka lista rzeczywiście istniała, nie trudno zgadnąć, kto mógł być jej autorem. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych PRL monitorowało na bieżąco nastroje, jakie panowały w maleńkiej Narwi. Białostocka SB regularnie dostarczała informacji, m.in. o tamtejszej Solidarności (echa tamtych wydarzeń łatwo znajdziemy w notatkach służbowych, znajdujących się w aktach Sprawy Obiektowej "Bizancjum", prowadzonej przeciwko Kościołowi prawosławnemu w Polsce). Opisywana przez funkcjonariuszy niechęć prawosławnych wobec rolniczego związku mogła być operacyjnie stymulowana. W ten sposób poprzez anonimy, tajemnicze listy osób, rozpuszczane plotki budowano rzekome zagrożenie ze strony Solidarności.

    Czy śmierć duchownego mogła być konsekwencją wymknięcia działań operacyjnych spod kontroli? To jedynie przypuszczenia. Wiadomo tylko, że Popławski aż do końca czegoś się obawiał. W dokumentach prokuratorskich jest nawet wzmianka o tym, że chciał pożyczyć od znajomego broń myśliwską.
    Podziemny w PRL "Przegląd Wiadomości Agencyjnych", nr 25/1985 (notka podana za "Tygodnikiem Mazowsze" nr 136/1985), pisał: "Ujawniono szczegóły tajemniczej śmierci księdza prawosławnego Piotra Popławskiego. Miano go znaleźć w lipcu (błąd, powinno być "w czerwcu" - przyp. autora) w lesie nad Narwią, powieszonego. Przed zniknięciem ksiądz ostrzegał Solidarność w swej cerkwi przed infiltracją ze strony Służby Bezpieczeństwa. Mimo zawiadomienia o zniknięciu księdza milicja przez tydzień nie wszczęła poszukiwań i zajęła się tą sprawą dopiero wtedy, gdy "anonimowy telefon" powiadomił ją, gdzie znajdują się zwłoki.

    Lekarz prowadzący sekcję zwłok odmówił podpisania protokołu mówiącego o samobójczej śmierci przez powieszenie, ponieważ w ustach zmarłego znaleziono ziemię, zaś na ciele były wyraźne ślady bicia i tortur. Protokół podpisała niezawodna - jak w przypadku ks. Popiełuszki - prof. Byrdy. Ponieważ mimo wszystko wersja o śmierci samobójczej jest nie do utrzymania, władze insynuują, że księdza mógł zabić jakiś fanatyczny katolik. Hierarchia prawosławna nie zabiera w tej sprawie głosu, ale fakt, że księdza pogrzebano w poświęconej ziemi w asyście bp. Białegostoku Sawy, dowodzi, że nie zgadzają się one z wersją oficjalną".

    Kryptonim lub pseudonim "Cygan"

    Przed zniknięciem ksiądz ostrzegał Solidarność... przed infiltracją ze strony Służby Bezpieczeństwa… Mógł to robić. Czerpiąc być może wiedzę od znajomych funkcjonariuszy SB. Dziś już wiadomo, że takie kontakty na pewno były.
    Piotr Popławski, syn Adama, urodzony 12 lipca 1941 r., figuruje w pomocach ewidencyjnych do materiałów archiwalnych byłego wydziału "C" KWMO/WUSW w Białymstoku. Jednostką zdającą akta do archiwum był wydział IV WUSW Białystok.

    Z teczek bezpieki

    Wedle tych zapisów jego sprawę prowadzono od 9 października 1970 do 26.08.1985 r. Następnie 3 tomy akt wybrakowano w 1988 r., prawdopodobnie na mocy ówczesnego ministerialnego zarządzenia nakazującego niszczyć teczki zmarłych księży.

    Jaki charakter miały te kontakty? "Stwierdzenie, że przy danym nazwisku pojawia się sygnatura akt archiwalnych, nie uprawnia jeszcze do postawienia tezy, iż osoba ta współpracowała z aparatem bezpieczeństwa. Można bowiem wykazać przypadki, w których nawet kilkutomowe, wg spisu, akta agenturalne nie zawierają dokumentacji współpracy (…)" - piszą Wojciech Frazik i Filip Musiał ("Akta agenturalne w pracy historyka", w: "Wokół teczek bezpieki - zagadnienia metodologiczno-źródłoznawcze", Kraków 2006).

    W tym kontekście ciekawej informacji dostarcza opatrzenie akt Popławskiego kategorią B-2. Według Moniki Komanieckiej z krakowskiego IPN taka kategoria archiwalna oznaczała "teczki personalne kandydatów na TW, nienadające się w przyszłości do powtórnego opracowania i pozyskania, wyeliminowanych z powodu zgonu" (w: "Wokół teczek bezpieki…"). Dodatkowo należało je zniszczyć po dwóch latach. Prawdopodobnie ze względu na małą wartość operacyjną.

    Koledzy z prawosławnego seminarium duchownego w Warszawie (rocznik 1956-1960) mówią niezależnie od siebie, że w szkole Popławski miał przezwisko "Cygan". Bardzo prawdopodobne, że bezpieka o tym wiedziała i po latach tym mianem określiła swojego figuranta, osobę najpierw rozpracowywaną, a następnie typowaną do pozyskania na agenta.

    "Każdy oficer pracujący "po linii 4" musiał mieć co najmniej 2-3 pewne, wartościowe źródła. Dlatego bez przerwy szukał kandydatów do werbunku, aby uzupełnić swoją wiedzę na interesujący go temat o nowe informacje. Obowiązek prowadzenia rozległej agentury skłaniał czasem oficera SB do fałszowania dokumentacji. Odbywało się to m.in. w ten sposób, że posiadając z kimś zaledwie kontakt operacyjny, rejestrował go jako TW, wpisując do jego teczki materiały, które uzyskiwał z innego źródła, np. księdza, który informował tak szeroko i obszernie, że jego wiadomości wystarczały do zapełnienia niejednej teczki operacyjnej.

    Trudno określić skalę tego zjawiska, niewątpliwie powodowało ono, że do dzisiaj na listach SB znajdują się jako TW nazwiska duchownych, którzy nigdy nimi nie byli i swym zachowaniem w żaden sposób nie dawali powodów do takiej klasyfikacji" (Andrzej Grajewski, "Kompleks Judasza", Wydawnictwo W drodze, Poznań 1999).

    Funkcjonariusze milczą

    I jeszcze jeden cytat: "(…) Warto wiedzieć, że każdy polski ksiądz, obojętnie, jakiego wyznania, miał w SB specjalną teczkę. Zawierała ona życiorys, wyniki w nauce w seminarium duchownym, informacje o gosposi, przyjaciołach, wrogach, stosunkach z parafianami, o poglądach politycznych, o tym, gdzie ksiądz jeździ, kogo odwiedza, jacy to ludzie. Wkładano także do teczki notatki o treści kazań, a nawet ich nagrania, ogłoszenia parafialne. Rejestrowano fakty społecznej aktywności duchownego, na przykład o budowaniu z jego inicjatywy wiejskiej drogi" (Andrzej Golimont, "Generałowie bezpieki", BGW 1992).

    Kim są funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa, którzy bezpośrednio znali księdza Popławskiego? Ppłk Zbigniew Zielonka, naczelnik białostockiej "Czwórki" od 1 października 1985 r. (wcześniej pracował jako jej wiceszef), nie chce rozmawiać. Nie odpowiedział na kontakt listowny. Zignorował sugestię o spotkaniu poprzez innego wysokiego oficera. Wiadomo, że dokumentacja na temat Popławskiego była w użyciu wydziału IV WUSW prawie do końca sierpnia 1985 r., czyli ponad dwa miesiące po pogrzebie.

    Sprawa tej śmierci spędzała sen z powiek szefom centrali MSW w Warszawie. Mało tego, prokuratury różnych szczebli, w tym Prokuratura Generalna, przez cały 1986 r. badały umorzone śledztwo na okoliczność popełnionych w nim błędów.
    Czy jakiś z dawnych funkcjonariuszy SB z Białostocczyzny zechce złamać zmowę milczenia? To mało prawdopodobne.

    Z dużym prawdopodobieństwem można przyjąć, iż w IV wydziale SB WUSW w Białymstoku powołano grupę dochodzeniową do zbadania wszystkich okoliczności tej śmierci. Ksiądz Popławski był przecież "w zainteresowaniu" kilkanaście lat. Trudno sobie wyobrazić sytuację, że esbecy przeszli nad tą śmiercią do porządku.
    To psychologicznie nieprawdopodobne.

    Ustalenia specgrupy do dziś pozostają tajemnicą. Takie zespoły śledcze powoływano ad hoc, bez oglądania się na resortowe przepisy. Niczego nie protokołowano, nie sporządzano notatek służbowych, o sprawie mogło wiedzieć najwyżej kilka najbardziej zaufanych osób, w tym kierownictwo pionu. I co istotne - z ustaleniami swojego śledztwa nie dzielono się z prokuraturą. Spokój wokół resortu spraw wewnętrznych oraz potencjalnie groźne skutki społeczne były sprawą priorytetową.

    "Księży i wiernych szokuje…"

    W informacji z 30.06.1984 r., przesłanej do centrali MSW przez pułkownika Jana Cioska, do 30.09.1985 r. szefa IV Wydziału SB WUSW w Białymstoku, znajdujemy ciekawy passus. Mowa w nim o prominentnym księdzu prawosławnym: "Powszechnie znane są jego praktyki ściągania haraczu z poszczególnych parafii w postaci prosiaków, cielaków i kwot pieniężnych, sięgających w niektórych przypadkach kilkuset tysięcy złotych. Księża twierdzą, że jest do tego stopnia bezczelny, że za otrzymanie parafii bądź pozostanie na placówce żąda wręczenia łapówki. (…) W dniu 14.06.1984 r. zaproponował on księdzu Popławskiemu z Narwi wypłacenie 500 tys. zł, które spowoduje pozostawienie go w parafii na najbliższe lata".

    28.09.1985 r. w notatce służbowej płk Stanisław Nozderko (wydział VI departamentu IV w centrali MSW zajmujący się niekatolickim związkami wyznaniowymi - przyp. autora) napisał: "W maju ub. roku otrzymał polecenie znalezienia innej parafii. Jego interwencja skończyła się uzyskaniem dobrej rady, aby wręczył 500 tys. zł, a wówczas pozostanie w Narwi. Nie zgodził się na to i poinformował parafian o zagrożeniu ze strony metropolii, co spowodowało liczne protesty i sprawa przeniesienia go ucichła. Jednak pod koniec maja br. ponownie poinformowano go, że jeśli w wiadomy sposób nie załatwi sprawy, to zostanie z Narwi odwołany".

    Czy 15 czerwca 1985 r. Piotr Popławski pojechał na spotkanie w celu omówienia swoich dalszych losów na parafii? Prawie 10 tys. zł znalezione w jego polonezie nie wydaje się dużymi pieniędzmi w zestawieniu z kwotą wspomnianej łapówki. Może rzeczywiście, jak sądziły prokuratury, te pieniądze były przeznaczone na materiały budowlane? Białostocka policja w 1992 r. nie była jednak w stanie tego potwierdzić.

    Fragment przygotowywanej do druku książki o śmierci księdza Popławskiego.

    Czytaj treści premium w Kurierze Porannym Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Poranny.pl poleca

    Wideo