Jagiellonia - Legia. Białostoccy piłkarze oceniają mecz z mistrzami Polski

Wojciech Konończuk
Wojciech Konończuk
Remis z Legią był bardzo szczęśliwy dla Żółto-Czerwonych
Remis z Legią był bardzo szczęśliwy dla Żółto-Czerwonych Wojciech Wojtkielewicz
Legia mocno nas przycisnęła, byliśmy zmuszeni do wybijania piłki. Niestety, tak to wyglądało - ocenia zremisowany 1:1 mecz z mistrzami Polski obrońca Jagiellonii Białystok Paweł Olszewski.

Remis, który padł na stadionie przy ul. Słonecznej był bardzo szczęśliwy dla Żółto-Czerwonych, bo długimi okresami przewaga Legii była ogromna. Dwa razy piłka lądowała na poprzeczce bramki gospodarzy, a wielu groźnym akcjom mistrzów Polski brakowało wykończenia.

- Przez większą część drugiej połowy byliśmy zepchnięci, broniliśmy się całym zespołem. Nam, bocznym obrońcom, trudno było podłączać się do akcji ofensywnych, stworzyć coś ciekawego. Nie wiem, z czego to wynikało. Stać nas było na prowadzenie gry, mamy bardzo dobry zespół. Niemniej coś w drugiej połowie nie wyszło - przyznaje Olszewski w rozmowie z portalem jagiellonia.pl

Paradoksalnie, przy dużej przewadze rywali wynik mógł być jeszcze lepszy dla Jagi, ale koniec pierwszej połowy Jesus Imaz wykorzystał sytuację sam na sam z bramkarzem.

- Szkoda sytuacji Jesusa tuż sprzed zmiany stron. Gdybyśmy wygrywali przed przerwą, to może ten mecz potoczyłby się inaczej - uważa obrońca Jagi. - Patrząc całościowo na przebieg gry musimy szanować ten punkt, Legia była lepszym zespołem - dodaje.

Czytaj też:
Jagiellonia - Legia 1:1. Mistrzowie Polski dominowali, ale szczęście było przy Jadze (galeria)

Najbardziej zapracowanym i do tego najlepszym piłkarzem gospodarzy był bramkarz Xavier Dziekoński.

- Jestem od tego, żeby pomagać drużynie. Cieszę się, że dobrymi interwencjami przyczyniłem się do tego, że zdobyliśmy bardzo ważny dla nas punkt. Miło, że zbieram kolejne pochwały za swój występ. Legia zdecydowanie chciała w drugiej połowie zdobyć bramkę i wyjechać stąd z trzema punktami, mieli też zdecydowanie więcej miejsca w drugiej połowie. Dzięki akcjom oskrzydlającym kilka razy poważnie nam zagrozili - ocenia 17-letni golkiper.

Remis został okupiony kontuzją Fedora Cernycha, który zszedł z boiska jeszcze w pierwszej połowie. Jeśli dodać do tego brak borykającego się z urazem kapitana zespołu Tarasa Romanczuka, problemy zdrowotne Macieja Makuszewskiego i trwającą od dłuższego czasu nieobecność Tomasa Prikryla, to sytuacja w środkowej linii Żółto-Czerwonych robi się skomplikowana.

Czytaj też:
Oceny piłkarzy Jagiellonii Białystok za mecz z Legią Warszawa

- Jest to bardzo bolesny uraz. Nie wiem kto, ale wydaje mi się, że chyba Artur Jędrzejczyk przypadkowo skoczył Fiedzi na mięsień Achillesa. To niebezpieczna kontuzja, miejmy nadzieję, że nie będzie to nic groźnego. Na ten moment nie wygląda to dobrze - opisywał uraz Cernycha na pomeczowej konferencji prasowej trener białostoczan Bogdan Zając. - W tygodniu Taras nabawił się urazu, który wyeliminował go z treningów na kilka dni. Jak długo potrwa jego absencja, czas pokaże. Miejmy nadzieję, że wróci najszybciej, jak to będzie możliwe. Myślę, że jeżeli chodzi o jego występ w najbliższym meczu, może być to niemożliwe - dorzucił opisując sytuację Romaczuka.

A kolejny mecz Jagiellonia rozegra w sobotę - 20 lutego, na wyjeździe z Podbeskidziem Bielsko-Biała.

Tokio Raport - rozmowa z Lucyną Kornobys

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie